Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

A jednak...

zona.oburzona

Już naprawdę bardzo niedługo nastąpi ważna zmiana w życiu moim, Córkonii i Inspiratora. Otóż po 18 miesiącach "laby", "urlopu", "siedzenia w domu" Żona Oburzona wraca do pracy!

Od kilkunastu tygodni czuję, że jest mi to potrzebne. Bo czuję znużenie. Bo promocja pieluch nie wyczerpuje moich potrzeb w zakresie atrakcji dnia codziennego. Bo chcę robić coś ambitniejszego. Bo chcę wyjść do ludzi. Bo lubię swoją pracę ze wszystkimi jej absurdami (o których możecie poczytać tu).

Czuję przyjemne podekscytowanie. Zaplanowałam już, w co się ubiorę pierwszego dnia po powrocie. Wszak nic tak nie dodaje pewności siebie w niepewnej sytuacji, jak ładna sukienka, w której rewelacyjnie się czuję i koniecznie fajne rajstopy. 

Siłą rzeczy stresu trochę jest. O wykonywanie obowiązków na stanowisku się nie obawiam. Choć miałabym do tego święte prawo. Z własnej woli co prawda, ale jednak, postanowiłam zmienić zespół. Będę miała nieco inne zadania, nowych współpracowników i siedzibę biura. Ale z tym sobie poradzę. 

O Córkonię się nie martwię. Będą się nią opiekowały osoby, które zna i z którymi lubi spędzać czas. Inspirator i Babcie będą robili to, co dotychczas. Będą dawać jej od siebie to, co najlepsze, tylko częściej. 

Bardziej obawiam się pierwszych tygodni. Na nowo będziemy musieli zorganizować nasze codzienne życie. Czyli tak naprawdę ja będę musiała to zrobić.

I wydawało mi się do niedawna, że to już wszystko. Ale jednak nie...

Inspirator przejmuje też ode mnie jeżdżenie z Córkonią na basen. Na ostatnich zajęciach, na których mogłam być, w ramach wdrażania to on wszedł do wody. A ja siedziałam na brzegu i powstrzymywałam płacz. A jednak będę tęsknić za dzieckiem... Do głowy mi to nie przyszło!

Czy to o to chodziło tym wszystkim, którzy się pytali, czy nie boję się wrócić do pracy?

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • marga77

    żebym była młodszą, poczułabym się zapewne złą matka na myśl, ze już po roku miałam dosyć pieluch i kaszek, i bez zmrożenia oka wróciłam do szkoły, a nic mnie na prawdę do tego nie zmuszało, mogłam poczekać jeszcze dwa lata i ruszyć na równi i ze szkolą, i z praca, jeżeli do tej pory bym nie zwariowała ... no a ze jestem stara, to wyrzutów na sumieniu nie będę hodować ;)

    powodzenia! :)

  • eldka

    Nie miałam tego komfortu czasowego, bo życie..., wróciłam po 6 miesiącach do pracy.
    Czy czułam z tego powodu dyskomfort? Nie.

    Nie wzięłaś pod uwagę jednego, ale czekam, kiedy o tym napiszesz;)

  • zona.oburzona

    Marga, to i tak nieźle, że miałaś dość dopiero po roku :D

    Eldko, no właśnie, zdarza się, że słyszę, że Córkonia mała, że to wcześnie, no i jeszcze do tego, że dobrze, że nie żłobek, boże broń bo na żłobek za mała! I wtedy od razu mówię, że jakoś kiedyś nie było takiego komfortu jak teraz z rocznym urlopem i jakoś matki dawały radę bez szkody dla dzieci. Nie wiem, co masz na myśli... Może obawę, czy Inspirator da radę? Tylko to mi przyszło do głowy, a nie mam jej zupełnie.

  • eldka

    O. mam coś zupełnie innego na myśli:)
    Absolutnie żadnych obaw, bo jesteście super rodzicami.
    Jak o tym napiszesz, dam znać. A napiszesz na pewno:)

  • zona.oburzona

    Jeszcze mi przyszło do głowy, że mogę uznać swoją pracę za naprawdę mało istotną... Mam to gdzieś na uwadze cały czas.

  • akowacz

    Powodzenia z nowymi wyzwaniami. Córkonia będzie pływać jak syrena.

  • zona.oburzona

    Akowaczu, dzięki za życzenia :)

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci