Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

wkurza mnie, bo...

...bo nie wiem, na jakim świecie żyje

zona.oburzona

Miasto powyżej 500 000 mieszkańców, XXI wiek. Ona, on i ono. I dialog:

Mąż Inspirator: No i byłem w tym żłobku obok nas, ale sam nie wiem, ten językowy były chyba lepszy.
Żona Oburzona: Ale ten językowy jest droższy.
Mąż Inspirator: No a ile kosztuje?
Żona Oburzona: Patrzyłam niedawno na cennik, w zależności od ilości godzin i posiłków tak gdzieś 800-1000 złoty.
Mąż Inspirator: 1000 za semestr? To wcale nie tak dużo.
Żona Oburzona: Za semestr? Żartujesz? Za miesiąc!
Mąż Inspirator: Za miesiąc? To żłobek kosztuje tyle, ile opiekunka? Bez sensu.

Niezły dowcip, nie? 

...bo musiałam wprowadzić nową zasadę w domu państwa Inspiratorstwa

zona.oburzona

Zawsze marzyłam o mieszkanku jak z żurnala. Czystym, ale nie sterylnym. Pięknie urządzonym, ciepłym i przytulnym. Takim, w którym każda rzecz wydaje się być idealnie dopasowana do reszty. Gdzie każdy sprzęt krzyczy: usiądź i rozsiądź się wygodni

Niestety. Nasi znajomi podkreślają, że u nas się mieszka. Ma to być komplement: no wiesz, u Ciebie się żyje, to widać, a nie tak jak (nomen omen) w żurnalu, że wszędzie idealnie i boisz się usiąść. Ale to chyba tylko eufemizm określający przedziwny nieład i chaos. W moim mieszkaniu masz ochotę usiąść i spędzić trochę czasu, ale nie tylko dlatego, że jest w nim (bo jest, temu się nie da zaprzeczyć) przytulnie. W trakcie wizyty u nas możesz bowiem również śledzić różne zaskakujące performance i instalacje, które tym się różnią od siebie, że pierwsze są raczej czasowe, a drugie zastosowane na stałe, przy czym obserwuje się tendencję do ewoluowania performance'ów (czy ja to dobrze piszę?) w instalacje. Czyli to, co miało być na chwilę, jest już z nami bardzo długo. Wspomnę choćby o żarówce budowlanej na łysym kabelku z kostką, która od kilku lat oświetla nam telewizor.

A tak wygląda ostatni performance, który miał potencjał, ale jednak nie przerodzi się w instalację, ponieważ kategorycznie nakazałam jego usunięcie. Kto zgadnie, co to takiego?

20161219_1710001

I chyba nie jest dla Was zaskoczeniem, że za ilość performance'ów i instalacji, za w ogóle ich obecność w naszym domu, odpowiedzialność ponosi Inspirator, moją winą jedynie jest to, że nie mam dość siły przebicia, by je usunąć.

Wiele osób, "podziwiając" różne rozwiązania, zadaje mi pytania. A co to takiego? A do czego to służy? A w jakim celu? A ja bezradnie rozkładam ręce, bo albo nie wiem, albo po prostu nie chce mi się tłumaczyć pomysłów i decyzji Inspiratora.

Dlatego ostatnio wprowadziłam nową zasadę.

Jeżeli widzisz w naszym domu coś, co Cię dziwi, zapytaj o to Inspiratora.

Bardzo szybko okazało się, że jednak to nie wystarcza. Dlatego nowa zasada w pełnej formie brzmi:

Jeżeli widzisz w naszym domu coś, co Cię dziwi, zapytaj o to Inspiratora. Jeżeli on nie umie Ci tego wyjaśnić, zwróć się do Córkonii.

Przykład 1: Widzisz pudło pełne pustych butelek po winie stojące na środku przedpokoju. To Inspirator wyjaśni Ci, że przygotował je 4 dni temu z zamiarem natychmiastowego zaniesienia pudła do piwnicy. 

Przykład 2: Widzisz mój telefon leżący pod stołem. Inspirator nie wie, dlaczego się tam znajduje, więc to Córkonia wyjaśni, że kilka godzin temu porwała go ze stołu i tam zaniosła. 

Zasada ta może zmniejszyć mało istotne i niepotrzebne dialogi między mną a Inspiratorem. Bo skoro on nie rozumie, dlaczego moje kapcie leżą mokre w wannie, to może założyć ze stuprocentową pewnością, że za ten performance odpowiedzialna jest Córkonia.

 

...bo olewa

zona.oburzona

Jednym z minusów urlopu rodzicielskiego jest to, że bardzo, ale to bardzo rzadko zdarza mi się w samotności załatwiać potrzeby fizjologiczne. Jeśli tylko jestem w domu i jest w nim Córkonia, to na bank w łazience mam towarzystwo. Nie ma przecież lepszych atrakcji, niż rolka papieru toaletowego, mama siedząca na sedesie, czy wanna, do której można wrzucać różne przedmioty. Znoszę to ze stoickim spokojem, no wyjścia nie ma. Córkonii samej poza zasięgiem wzroku póki co zostawić nie można, zbyt pomysłowym jest dzieckiem. 

Zatem bardzo irytuje mnie Inspirator, który ma wyraźny problem z tym, żeby Córkonia towarzyszyła mu w łazience. Do wczoraj nie rozumiałam w czym rzecz i traktowałam to jako fanaberię.

Mąż Inspirator: Kotek! Weź ją zabierz z łazienki! 
Żona Oburzona: No ale w czym ona Ci tam przeszkadza?
Mąż Inspirator: Łazi mi tu obok sedesu. Już ją kiedyś przecież prawie obsikałem! 

...bo ma alternatywny model komunikacji

zona.oburzona

Wiem o tym od dawna. Niestety są chwile, kiedy przestaje to być zabawne. Ale dzisiaj pozwolę Wam się pośmiać.

Nasi znajomi doczekali się potomka. Nie widujemy się często, bo to tacy nieco dalsi znajomi, a jednak kiedy już dojdzie do spotkania, pałamy do siebie sympatią. W związku z tym ja odczuwam teraz silną potrzebę odwiedzin u nich i poznania potomka, zanim przestanie być niemowlęciem. Wiem, że rodzicom nie jest łatwo, mają jakieś trudności z karmieniem, mały nie śpi tak dobrze jak Córkonia. No ale raz na jakiś czas przypominam Inspiratorowi o mojej potrzebie. Nie inaczej było ostatnio, gdy rozmawiał przez telefon z tymże znajomym. Przekazał moje życzenie, zostało ono gruntownie omówione. Ze strzępek rozmowy wywnioskowałam, że ze spotkaniem nie będzie tak łatwo.

Żona Oburzona: I co? Nie chcą na razie zapraszać?
Mąż Inspirator: Nie no, co ty, bardzo chcą nas zaprosić.
Żona Oburzona: Ale co, nie chcą zapraszać gości, bo potrzebują czasu, żeby się ogarnąć i żeby sytuacja się unormowała?
Mąż Inspirator: Oni bardzo chcą nas zaprosić, ale chcą to zrobić tak, żeby było dobrze.
Żona Oburzona: Ale co to znaczy?
Mąż Inspirator: No na razie tam jest chaos, ona często karmi, mały płacze, nie mają uporządkowanego dnia, ale jak już się to ułoży, to nas zaproszą.  

Nie, w sumie to nie wiem, czy to jest dla Was zabawne. Może lepiej zadumajcie się nad tym, jak trudno jest czasem dogadać się w małżeństwie w najprostszych sprawach...

...bo jest tatusiem córeczki

zona.oburzona

Więź Córkonii i Inspiratora zaskakuje otoczenie. Nieskromnie uważam, że gdyby nie ja i moja postawa, rzecz wyglądałaby zupełnie inaczej. Ale o tym kiedy indziej. Nie wiem, czy pamiętacie, że Inspirator marzył o synku. Ale co tam marzenia, rzeczywistość okazała się być dużo bardziej atrakcyjna. Żaden synek nie mógłby się równać z Córkonią. Inspirator jest całkowicie zakochany w swojej małej dziewczynce i przekonany, że jak żadne inne dziecko posiada liczne zalety i umiejętności.

Mąż Inspirator: Wiesz, obserwuję Córkonię i dostrzegam, że ma bardzo silny charakter i zdolności przywódcze.
Żona Oburzona: Tak? A po czym to wnosisz?
Mąż Inspirator: No przecież całkowicie zdominowała X (synka naszych przyjaciół, rówieśnika Córkonii).
Żona Oburzona: No co ty? Przecież ostatnio to on jej wyrwał misia.
Mąż Inspirator: Tak, ale ona skarciła go wzrokiem i poczuł się głupio.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci