Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

gościnne występy u Żony Oburzonej

O behawioryzmie i czasie reakcji

zona.oburzona

Poniżej możecie przeczytać wpis od mojej wiernej czytelniczki Dumy_i_uprzedzenia związany z ostatnią zabawą. Mam poczucie, że dotyczy on bardzo istotnej kwestii i jakże powszechnej w naszych domach... Ta historia jest mi bardzo bliska z uwagi na długość czasu reakcji oraz na gazety. Zamykam oczy i widzę gazety. Sterty gazet. Całe góry gazet. A kupujemy "Wyborczą" w czwartek, piątek i sobotę, tempo przyrostu masy tej sterty nie jest więc zbyt duże.

 


Oto historia prosto z mojego podwórka:

Jak to w każdym domu bywa pięknie i wspaniale, ale czasem niestety trafia się na dołki. Najgorzej, kiedy dołek zostaje pogłębiony, gdy pewne sprawy się nawarstwią, oczywiście nie tylko z winy mojego męża.

Sprzątanie.
Przygotowana sterta gazet do przejrzenia i segregacji, co wyrzucić, a co zostawić dla potomności.

Dzień 1.Rano:
Ja-Kochanie, posegreguj gazety jak wrócisz z pracy.
M-Dobrze.

Wieczór:
Ja-Kochanie miałeś coś zrobić z gazetami.
M- Wiem, wiem, zrobię jutro.

Dzień 2-3. Rano:
Ja-Gazety, pamiętaj.
M-Wiesz co, ale przypomnij mi o tym w innej sytuacji, bo teraz i tak tego nie zrobię, idę do pracy.
Ja-Przecież one tu leżą i zawadzają, po co Ci mam przypominać.
M-Żeby mnie zmotywować

Po pracy.
Ja-To może razem przejrzymy gazety?
M-Nie, nie, ja to zrobię, tylko nie teraz, bo jestem zmęczony.

Dzień 4-5. Popołudnie.
Ja-Wiesz co, przeszkadzają mi już te gazety.
M-Co się czepiasz, przecież powiedziałem, że to niedługo zrobię.

Dzień 6. Wolna sobota.
M-Patrz, sprzątam gazety, większość do wywalenia, już dobrze? Trzeba tyle gadać? 5 minut mi to zajęło.
Ja- (w duchu)- WRRRRRRRRRRRRRRR!!!!!!!!! (dla świata) No widzisz, świetna robota.

Behawioryzm. Niech ma z tego dobre wspomnienie i chętnie powtarza czynność :P
Pozdrawiam: duma_i_uprzedzenie

 


 

Nie wiem, jakie jest Wasze podejście do tematu, ale mnie jest niezwykle trudno nagradzać pozytywnie zachowania, które są dość odległe w czasie od mojej prośby. A już naprawdę trudno nagradzać mi coś, czego zrobienie nie wymaga większej filozofii. I są takie momenty, kiedy to całe gadanie o dziękowaniu, mówieniu facetom, jak świetnie coś zrobili i jacy są dzięki temu wspaniali, niezmiernie mnie irytuje. Ale może trzeba, jeśli jest skuteczne?

O męskiej męczliwości słów kilka, czyli Żona Oburzona prezentuje...

zona.oburzona

Pisałam kiedyś o tym, jak szybko męczy się Mój Mąż. Okazuje się, że nie on jeden... Poniżej zamieszczam zapowiadaną notkę, której autorką jest Żoneczka.Koteczka.

 


Najświeższe czyny mojego męża, które mocno wkurzają.

Wtorek – koniec remontu. Na jego początku, kiedy trzeba było wynosić gruz, a mąż miał na popołudnie do pracy, po jego obietnicy, że jak trochę powynoszę, to on pomoże mi posprzątać, wynosiłam. W sumie wyniosłam go w jakiejś proporcji 3:1 ja a mąż. Tak na oko... ewentualnie 3:2. Choć jego zdaniem na pewno 1:1 a może on więcej....

Ale dążę do tego, że nadszedł czas sprzątania. A on:

- po pracy.... musi odpocząć

- po obiedzie – zrobionym przeze mnie... musi odpocząć

- po odpoczęciu... też przydałoby się odpocząć.

Wynegocjowałam, żeby posprzątał dużą szafę na przedpokoju, a ja zrobię toaletę i łazienkę (do obiadu zrobiłam dwa pokoje). Zaczął. Po pierwszej części musiał przerwać... odpocząć. Zrobił drugą część. Trzecią zostawił na środę.

Środa – zrobiliśmy zakupy, a wśród nich rzeczy które bardzo ucieszyły męża, więc siedział i oglądał, dotykał, przymierzał... Skończył. Zgłodniał. A po zjedzeniu.... musiał odpocząć. Wkurzona dałam upust złości, że ja jeszcze muszę poprawki w łazience sprzątnąć i cały arsenał jaki w niej powinien być tam z powrotem wstawić (płyny,szampony,perfumy i inne takie). Po godzinnej przerwie – zrobił trzecią, ostatnią część szafy... Robił to bardzo długo – pomijając umycie moich butów (A twoje buty też muszę myć? A poukładasz je sobie sama? A jak Ci je poukładać?).

Czwartek – w pracy mnie wkurzyli, musiałam siedzieć tam 1,5h dłużej, bo kolega zapomniał zostawić kluczy. Co innego gdym robiła zwykłą nadgodzinę, ale nie. Głodna, zmęczona i z ogromnym musem siusiu wróciłam do domu - wkurzona. A mój ślubny śpi, po porannej zmianie. Obiadu nie ma. Ale NACZYNIA POMYTE (pomijam, że zlew już nie). Niech śpi. Sama sobie zrobiłam. Wstał. –Zjadłaś obiad?Tak. –A dla mnie?? (nosz cholera jego jasna mać!!)

- Posprzątałaś już wszystko?

- Niestety nie. (jeszcze przedpokoju reszta, podłogi i balkony)

- Aha.

- A co?

- Nic.

- No CO?

- Bo stojak na gazety i półka na przedpokoju są bardzo zakurzone.... mogłabyś je umyć...

- :O WTF?!  #%$@%&#%$@#^& !!! Chyba sobie kpisz! Tylko szafę umyłeś i jeszcze mi zwracasz uwagę, zamiast samemu to zrobić?

- Przecież ja szafę zrobiłem.

(oklapłam cała) – Cholera jasna! A ja co?! Nic nie zrobiłam?!

- Ale ja ją 2 dni sprzątałem!

... no i o czym tu w ogóle rozmawiać... Przecież on DWA dni sprzątał szafę.

Wiedziałam, że mąż mój będzie po pracy głodny, ja z resztą też. A że mogłam przygotować coś dzień wcześniej, to tak właśnie zrobiłam. Wróciłam do domu około 18, zrobiłam coś do jedzenia na już, posprzątałam, no i oczywiście zrobiłam ten obiad na drugi dzień. Wystarczyło do tego obrać i wstawić ziemniaki lub kasze ugotować – do wyboru. Przyszłam z pracy... Widzę, że coś się gotuje. Myślę super, głodna jestem, mąż na mnie poczekał i ja się mogę teraz spokojnie umyć, bo mi zaraz poda obiad... A on szybki buziak i leci na kompa, bo gra w coś na kurniku.

Kochanie możesz skończyć ten obiad? Kartofle jeszcze tylko 5 min.

CHOLERA!!! Mogę skończyć?! Sama go zrobiłam.

Ok. Tyram do kuchni. Robię sałatkę. Podgrzewam przygotowany gulasz. Nakładam. Daję picie do obiadu. Wołam... wołam...

–Już kończę, jeszcze jedna partia.

-$#%#%@3

–No przecież idę.

Przychodzi. Jemy.

– Pomyjesz?

– Ja?? Przecież ugotowałem ziemniaki!


Tak, tak... Z pewnością ugotowanie ziemniaków należy do tych bardziej wymagających i męczących czynności. Bardziej niż wynoszenie poremontowego gruzu. Tylko czemu my Kobiety nie umiemy tego zrozumieć?!

Nawiasem mówiąc, nie wiem, jak Wy, ale ja nienawidzę całym swoim ciałem remontów w domu. Żoneczce.Koteczka bądź też Żoneczce.Koteczce (bardzo przepraszam, że nie dopytałam i nie uściśliłam :)) dziękuję za wpis i za inspirację do co najmniej kilku następnych!

Dzień z życia z wkurzającym mężem, czyli Żona Oburzona prezentuje

zona.oburzona

Rano się nie udało, pośpiech jest złym doradcą... Teraz na spokojnie (choć ten spokój jest względny w obcym mieście i na obcym komputerze) zamieszczam obiecany wpis.

Tym razem prezentuję notkę drugiego zwycięzcy konkursu, czyli Węża znanego z dwóch blogów: za-co-ona-sie-obrazila oraz zajajco-kontrblog. Jednego jest autorem, drugiego bohaterem. Ja oba blogi uwielbiam.

Poniżej na zielono notka. Zatytułowałam ją "dzień z życia z wkurzającym mężem", bo w zasadzie w tym wpisie wszystko jest takie zwyczajne, codzienne. Ale jak ja to świetnie znam... i pewnie część czytelników również. To już nie chodzi nawet o to, że konkretnie te same myśli się pojawiają. Może godzina jest inna, może zamiast lasagne zrobi spaghetti, ale zasada jest taka sama: po prostu wkurza. Do dyskusji pozostawiam temat, z czego to się bierze? I czy Wy Mężowie też tak macie, że co byśmy nie zrobiły, nie powiedziały, to i tak jest źle? No?


02:00

Chrapie. Chrrrrrr-hhhhr! Kiedyś przynajmniej przytulił, ciepło było. A teraz leży do mnie plecami, z jedną nogą na MOJEJ części łóżka. Wkurza mnie.

06:00

Czy wstawanie musi odbywać się w tak głośny sposób? Mógłby się postarać nie przesuwać krzeseł, ciszej otwierać szuflady i nie skrzypieć podłogą, ja chcę jeszcze pospać. Kiedyś podobało mi się, że wstaje tak rano, a nie wyleguje się bez celu w łóżku, ale żeby nie dać swojej żonie pospać, kiedy ona idzie do pracy na ósmą? Na pewno specjalnie mnie wkurza.

06:55

Nie pocałował mnie na do widzenia przy wyjściu. Co z tego, że za 5 minut musi być być w pracy?Co z tego, że miałam zamknięte oczy? Przecież powinien wiedzieć, że czekam na całusa. Powinien się zorientować, że wcale nie śpię, tylko czekam na odrobinę czułości przed dniem pracy. Pewnie się obraził, jak mnie to wkurza!

11:00

Drugi telefon od niego, pyta się, czy wszystko OK, bo wczoraj narzekałam na bolącą głowę i łamanie w kościach. Oczywiście, że OK. Czy on nie wie, że ja jestem w pracy i nie mogę sobie tak gadać przez telefon o piedołach? Przecież jakbym się źle czuła, to bym sama do niego zadzwoniła. Mam zaraz ważne spotkanie i teraz nie mogę się skupić, bo mnie wkurzył.

15:30

Znowu dzwoni, co kupić w sklepie. Przecież doskonale wie, co kupić, to po co się pyta. Ja nie mam czasu odbierać głupich telefonów. I jeszcze się czepia, że jak ostatnio kupił chleb razowy zamiast żytniego, to się niby czepiałam. Kiedyś pamiętał, który dokładnie cheb lubię, i jaki potem mi smakował, i ten, który potem taki smaczny pojawił się, ale go po dwóch miesiącach wycofali. Ale nie, trzeba wkurzyć.

17:30

Zrobił obiad. Tylko dlaczego taki ciężki? Czy on naprawdę sądzi, że zjem lasagne i będę się dobrze czuła? Powinien jeść warzywa, sałatę i chrupkie pieczywo, a tymczasem nie dość, że sam objada się makaronem i tłustym mięsem, to jeszcze mnie chce utuczyć. Kiedyś potrafił zrobić to danie tak, że się chciało aż zjeść, ale czy naprawdę trzeba jeść lasagne co tydzień? No mnie wkurzył, obżartuch jeden.

19:00

Włączył telewizor, skacze z kanału na kanał. Dobrze wie, jak tego nie lubię. Jak się go zapytałam, czy coś zamierza oglądać dłużej niż dziesięć sekund, to oburzony odparł, że za dziesięć minut zaczyna się jego film. To nie mógł włączyć pudła za dziesięć minut? Jakby specjalnie chciał mnie wkurzyć.

22:00

Nie ma tak dobrze, cały dzień mnie wkurzał, więc niech w łóżku na nic nie liczy. Ostentacyjnie idę do sypialni poudawać, że śpię. Na pewno się nie zorientuje. Ale cały dzień nie może mu ujść płazem.

02:00

Chrapie. Chrrrrrr-hhhhr!


Wężu, bardzo dziękuję! Teraz czytelnicy kolej na Was - czekamy na komentarze!

Superman Majsterklepka, czyli Żona Oburzona zaprasza na gościnny występ

zona.oburzona

Poniżej długo oczekiwana (tak, wiem, że raptem 4 dni, ale zawsze warto dodać trochę dramatyzmu ;)) notka autorstwa Veni23, autorki blogu Ciemna Strona Wenus. Veni to jedna z dwóch osób, które wygrały możliwość wystąpienia u mnie. Nie wiem, jak Wam, ale mnie wydaje się, że poruszyła ona temat bliski wielu żonom. Gdybym napisała, że nie jest mi on obcy, to bezczelnie bym skłamała, bo ja go po prostu znam na wylot. Chociaż to Veni23 wydaje się być prawdziwym ekspertem.

Zapraszam do lektury!

 


Z gościnnym występem prezentuje się oto: Veni z CSW w krótkim przedstawieniu zatytułowanym Mój Mąż Mnie WKURZA.

W rolach głównych: Veni oraz On (czyli mąż).
W pozostałych rolach: Młotek, Pędzel, Farba, Wiertarka, Żarówka, Uszczelka i Szwagierka (Jego)(czyli męża).

Superman Majsterklepka.


Styczeń
Ja:  Kochanieeee, trzeba wymienić uszczelkę w łazience.
On: Mhm.

Luty
Ja: A zawiesisz tą półeczkę na buty?
On: Mhm.

Marzec
Ja: Przydałoby się zmienić żarówkę, bo ta jest za słaba.
On: Mhm.

Kwiecień
Ja: A przybijesz ten obrazek?
On: Mhm.

Maj
Ja: Wiesz co, może by tą listwę tutaj jednak przypiąć, bo tak to wiesz, brzydko...
On: Mhm.

Czerwiec
Ja: Musimy odmalować trochę kuchnię, co nie?
On: Mhm.

Lipiec. Dzwoni Jego Szwagierka.
On - Co potrzebujesz? Żyrandol przykręcić? I zamontować kółka w stoliku? Aha, no i prysznic przewiesić na drugą ścianę? Dobra. Kołki rozporowe masz? Aha, a wkrętaki? Dobra. Wiertła też? Do drewna i do betonu? Ok, to do betonu wezmę. To wszystko? Spoko. Będę za godzinę.

Kurtyna.



Veni, bardzo dziękuję za wpis. A czytelników zapraszam do komentowania!

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci