Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

media o wkurzającym mężu

Żona swojego męża

zona.oburzona

Ostatnio dużo się mówi i pisze o autobiografii Danuty Wałęsowej. Nigdy nie miałam szczególnego przekonania akurat do tej Pierwszej Damy. Zawsze też mnie bawił pęd do pisania autobiografii. Tym razem jednak nieco zweryfikowałam swoje podejście do sprawy.

Dlaczego? Otóż przyczyniły się do tego wypowiedzi Lecha Wałęsy. Odniosłam wrażenie, że z taką pobłażliwością podszedł do tematu, na zasadzie: a niech sobie kobitka popisze, jak ma taką ochotę. Po czym szum medialny, jaki się wokół książki zrobił, jakby go uraził. No bo jak to, jego mało ważna żonka pisze jakąś tam autobiografijkę i ludzie chcą to czytać? Interesuje ich to? Może przesadzam, może się doszukuję. Ale dobiła mnie wypowiedź Lecha Wałęsy, że książkę przeczyta. Przeczyta? No przecież szlag by mnie na miejscu trafił, jakbym żoną była. Za wszystkie lata wspierania, wychowywania wspólnych dzieci i znoszenia jego nieobecności, przeczytać powinien jako pierwszy. Pochwalić. I wszędzie reklamować. Ot co. Z tego wszystkiego chyba tę książkę kupię. A nawet przeczytam.

Mąż niezorientowany

zona.oburzona

We wczorajszym numerze "Wysokich Obcasów" pojawiła się bardzo ciekawa pozycja "Wojna domowa". Wywiad z parą, która jest ze sobą już długie lata, wychowuje dwójkę wspólnych dzieci. W zasadzie jest to taki dwugłos. Najpierw dziennikarka rozmawia z jednym, potem z drugim. Nie ma wprowadzenia, nie ma komentarza. Czuję, że o komentarze mogą zadbać internauci i czytelnicy...

Jaki obraz wyłania się z tego wywiadu? Dla mnie żadna z tych osób nie jest zadowolona z siebie, ze związku, z partnera. Pewnie ze względu na własną płeć, widzę więcej winy po stronie mężczyzny. Choć nie mogę się oprzeć wrażeniu, że do tego stanu partnerka po prostu dopuściła, nie próbując na początku poukładać wszystkiego i wychodząc z założenia, że skoro to partner pracuje i zarabia, to ona jest mniej ważna. Co to za pomysł w ogóle? Pomysł pewnie pojawia się w głowie naturalnie, ale to przecież straszna pułapka. Partnerka sama przyznaje, że role wyznaczane obu stronom przez lata wciąż są żywe i ona również tak to postrzega, skoro łapie się na tym, że synowi pozwala na więcej niż córce.

A mężczyzna? Na pytanie o to, czy partnerka lubi gotować, stwierdza, że nie wie, czy sprawia jej to przyjemność. Uznaje też, że jej kuchnia mu nie odpowiada. Kilka lat wspólnego życia jest chyba czasem pozwalającym zauważyć, czy ktoś coś lubi, czy nie lubi, no i można też chyba ustalić, co i jak gotujemy? Partner nie lubi karmienia dzieci, mycia dzieci, podawania im leków. Bo to męczy i nie jest fajne, więc tego nie robi. Ciekawe, czy myśli, że partnerce to sprawia szaloną przyjemność i daje jej satysfakcję? Ale najbardziej irytująca dla mnie wypowiedź padła w odpowiedzi na pytanie, czy po pójściu partnerki do pracy wziął na siebie część obowiązków. Stwierdza: nie przejąłem prania ani gotowania. A innych obowiązków domowych nie widzę.

Nawet jeśli akurat ta para może sobie pozwolić na to, by raz na tydzień przyszedł ktoś do sprzątania, to przecież w ciągu tygodnia tych obowiązków jest mnóstwo. Przy małych dzieciach jeszcze więcej. Co jest nie tak z tym facetem, że tego nie widzi?


Niniejszym uruchamiam nową kategorię "media o wkurzającym mężu".

 

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci