mój mąż mnie wkurza... - ...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka...
Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Pozdrawiam z, czekając na

zona.oburzona

No i mamy - kolejny przełom. Dzięki temu, jak drogi Blox się zmienia, piszę do Was z podróży, używając tableta. A jestem w stolicy. Pamiętacie, dlaczego? Nie, niestety nie biorę udziału w bloxowej imprezie. Wobrażacie sobie, co by się działo, gdyby główny bohater MMMW pojawił się w tłumie? Zdjęcie na Pudelku gwarantowane, a Inspirator raczej nie odnalazłby się w roli celebryty ;) W każdym razie, dzisiaj zasiądziemy na trybunach Stadionu Narodowego i obejrzymy ceremonię otwarcia siatkarskiego Mundialu. I chociaż niedługo różnica między PZPS a PZPN może polegać jedynie na różnicy jednej literki w nazwie,  właściciel jednej stacji TV przypomniał (chociaż my we Wrocławiu świetnie to wiemy), że mariaż z nim to równia pochyła w dół, a największy ponoć gwiazdor kadry najadł się za dużo czekoladowych deserków, to i tak zaczęłam to czuć. To, czyli atmosferę wielkiej imprezy sportowej, która przez najbliższe 3 tygodnie będzie decydowała o moim harmonogramie. Będziecie kibicować?

Rybka Płetwaczka i kac moralny

zona.oburzona

Od miesięcy Rybka Płetwaczka zajmuje się hiper-ważnym zadaniem, które dodatkowo stanowi  karę za przewiny w innym stawie sprzed lat.  Z jednej strony dobrze jest pływać z sensem  i w jakimś celu. Z drugiej strony nadmierna ilość konsultacji z Nad-Rybami  przyprawia o palpitację malutkie płetwaczkowe serduszko.

Tym bardziej, że Płetwaczka ma nieco inny pomysł na pływanie wokół tej  sprawy. Chciałaby machać płetwami w inny sposób. Co więcej Płetwaczka ma pewność, że byłoby to szybsze i efektywniejsze.

Ale niektórych przekonać się nie da. Płetwaczka spędziła wiele godzin na spotkaniach i rozmowach prowadzonych  za pośrednictwem rybofonu. Tłumaczyła się. Próbowała forsować swoje zdanie. Wciąż wracała do swoich rozwiązań. Napotykała zatem  na opór i złość.  Każde spotkanie stresowało, a przed kolejnym Płetwaczkę czekała bezsenna z niepokoju noc. Żadna z tych rozmów do przyjemnych nie należała.

Aż w końcu ktoś zapytał się Płetwaczki: a nie możesz pływać zgodnie z życzeniami  Nad-Ryby?

Okazało się to bardzo proste. Płetwaczka zrozumiała, że nie chce jej się poświęcać ani jednej łuski w tej sprawie. Tak jest po prostu łatwiej.

Ale z drugiej strony... Tak się poddać?

Jesień?

zona.oburzona

Rankami marznę,  sweter jest  niezbędny. Nawet gdy jadę na rowerze,  jest  mi po  prostu zimno. Czas przeprosić się z rajstopami.

Noce też są chłodne, co  akurat sprawia mi olbrzymią przyjemność - uwielbiam spać w chłodzie.

Niektóre szalone drzewa już rozpoczęły proces gubienia liści...

Ale najważniejszy sygnał  płynie z bloku  naprzeciwko. Sąsiad zakłada co wieczór koszulkę. Koniec gapienia się na gołą klatę.

Opatrzność?

zona.oburzona

Jak sądzicie, jak się zwie patron urządzających mieszkanie, przeprowadzających remonty, kupujących artykułu wyposażenia wnętrz? Inspirator obstawia  Świętego Meblowskiego. A może:

Remonteusz?
Meblosław?
Dekoriusz?
Mieszkanty?

A jeśli działania wspiera jednak kobieta?

Remontalia?
Meblosława?
Dekorianna?
Mieszkalina?

Błagam, wymyślcie coś ładnego! Bo chyba w ramach dziękczynienia  będę musiała urodzić dziecko i nazwać je imieniem tegoż patrona. A przynajmniej sprawić sobie psa.

Zamówiliśmy narożnik do naszego  kuchnio-jadalnio-salonu. Bardzo nam się podobał. Po kilku tygodniach znaleźliśmy odpowiadające nam pozostałe do tegoż pomieszczenia meble. Aby ostatecznie zdecydować jakie półki, szafki itp., zaczęliśmy mierzyć i  rozkładać w  pokoju różne rzeczy, dzięki czemu uzyskaliśmy coś w rodzaju inscenizacji stanu po przyjeździe narożnika. I tu szok. Okazuje się, że narożnik musieliśmy wybierać w stanie chwilowej niepoczytalności, gdyż w tym rozmiarze absolutnie nie może stać w zakładanym przez nas miejscu, ponieważ zagraci całe pomieszczenie. Do historii naszej rodziny przejdzie wielokrotnie powtarzany w tym  dniu okrzyk: to nie mogą być 2 metry! Po chwilowej rozpaczy  podejmujemy ratunkową decyzję: przesuwamy w zupełnie inne miejsce stół,  dzięki czemu dla narożnika zwalnia się  - co za zaskoczenie - róg.

Minęło  kilka tygodni. Narożnik  został przywieziony i złożony.  Przyszłam z pracy  i zachwyciłam się. Ale... Patrzę i coś mi nie pasuje. Mina Inspiratora  zdradza,  że on  również nie jest przekonany, że przywieziony  mebel jest nasz. Dlaczego? Gdyby narożnik miał stać w pierwotnie zakładanym miejscu,  powinien być prawy. Tymczasem... jest lewy.

Ale wiecie co? Gdyby  był taki, jak założyliśmy, nie zmieściłyby się zamówione meble i średnio  wygodnie oglądałoby się telewizję. Teraz jest idealnie. A stołu nie wyobrażamy już sobie w innym miejscu...

Sami powiedzcie,  jak wiele musieliśmy mieć szczęścia?

A teraz pozwalam Wam pośmiać się z nas :)

 

To wraca!

zona.oburzona

Czas  i miejsce: niedziela, parking przy magazynie firmy zajmującej się logistyką;

Odbieramy mebel. Nieduży, ale ciężki.  Panowie magazynierzy bez emocji rzucają nam pudła na rampę i odchodzą. Dzielnie staram się zatem pomóc Inspiratorowi, ale nie jest łatwo. Przeprowadzam szybki trening mentalny, by  poczuć się Sereną Williams  i podrzucić mebelek z taką lekkością, z jaką ona serwuje z prędkością   światła. Na szczęście podbiega do  nas facet, który czeka przed tym samym magazynem i oferuje pomoc. Wspólnie z Inspiratorem ładują paczkę do naszego auta. Gorąco dziękujemy.

Kolejna sobota, parking przed ikeą;

Parkujemy tuż obok auta, do którego  jakaś para  próbuje  załadować długaśne paczki. Ona w zaawansowanej  ciąży. Dźgam Inspiratora w bok, pokazuję, co  się dzieje. Inspirator przejmuje od kobiety paczkę, pomaga upchnąć  wszystkie zakupy  w  samochodzie. Para nam  gorąco dziękuje.

Dwie godziny później, ten sam parking;

Pilnuję zakupów,  m.in. takich samych długaśnych paczek. Inspirator przeparkowuje nasze  auto tak, by nie trzeba  było przepychać przez pół parkingu naszych  mocno załadowanych wózków. Staram się pomóc i przejechać nimi bliżej miejsca dla ładujących zakupy. Jednym kółkiem  wpadam w studzienkę,  paczki zjeżdżają z wózka, rozsypując się malowniczo...  Zza pleców słyszę: no  idź, idź, pomóż tej pani, przecież to ciężkie! Za chwilę zakupy  mam poukładane z powrotem na wózku. Bardzo  dziękuję za pomoc.

Wtorek, kolejka po moje ulubione lody;

Staję  tuż za jakimś mężczyzną z psem. Psiak dokazuje, a właściciel  cały czas  nerwowo się rozgląda. Kiedy jesteśmy już blisko okienka,  pyta, czy mogłabym użyczyć mu telefonu, umówił się z żoną i dzieckiem, a nie przyszli, musi  sprawdzić, czy jadą. Podaję mu  telefon, on w minutę dowiaduje się,  że  już do niego jadą, oddycha z ulgą. Oddaje mi telefon, wyciąga portfel, bo chce mi zapłacić, mówię, że ma się nie wygłupiać, słyszę podziękowania.

Lubię być miła. Dlatego w portfelu  mam dużo drobnych, by w warzywniaku i piekarni płacić odliczoną kwotą. Dlatego staram się uśmiechać do ludzi  i  oddawać drobne przysługi. I sami widzicie, że się opłaca!

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci