mój mąż mnie wkurza... - ...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka...
Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

O gościnności

zona.oburzona

W  dzieciństwie jak każde dziecko różne pobierałam od rodziców nauki. O prawdomówności, punktualności, szacunku dla słabszych. Jednym z tematów było podejmowanie gości i goszczenie u kogoś.

Gość w dom, Bóg w dom. Gościu, czuj się jak u siebie. Szybko dowiadywałam się, że dla gości należy posprzątać, przyrządzić coś do jedzenia, czy chociaż poczęstować wafelkiem. Zapewnić rozrywki, zaakceptować to, na co gość ma ochotę.

Kiedy przechodziliśmy do sytuacji  odwrotnej, dowiadywałam się, że owszem, u kogoś mam się czuć, jak u siebie w domu, ale nie zapominać, że jestem gościem. Tłumaczono mi, że u rodziny  lub znajomych  należy się zachowywać grzecznie,  z kulturą i  klasą. Nie krytykować, nie robić tylko tego, na co mam ochotę (istniało  spore ryzyko, że siedziałabym w kącie z książką). Nie brać cudzych rzeczy bez pytania, nie grzebać po szafach. Nie otwierać lodówki.

Bunt wobec nauk następował zazwyczaj podczas wizyty szalonych sąsiadów. To było stado kilkorga dzieci w różnym wieku. Nie sposób opisać tego, co działo się w moim pokoju podczas ich nalotu. Kiedy  wychodzili, musiałam sprzątać porozwalane zabawki, zamykać pootwierane szafki,  odkurzać wdeptane w dywan herbatniki. Moi sąsiedzi najwyraźniej ze wszystkich zasad  związanych  z goszczeniem  pamiętali tylko o tym, że powinni się czuć jak u siebie.

Zdaje się, że w podobnym stylu  savoir-vivre wyłożył swojej drużynie Joachim Löw. Niemcy nic sobie dzisiaj z gospodarzy nie robili, a ci musieli pewnie żałować,  że tacy gościnni byli.

Na szczęście dla mnie... od wielu lat w trakcie takich imprez kibicuję właśnie Niemcom. Tym razem  oglądanie tego, co wyczyniają szaleni sąsiedzi sprawiło mi ogromną radość!

Dylemat Żony Oburzonej

zona.oburzona

Na początek dobra informacja: wreszcie wrócił mój laptop. A wraz z nim mam  z powrotem wszystkie zdjęcia. W związku z tym nadszedł idealny  moment, by spersonalizować nowy (już ulubiony!) szablon i w bocznej szpalcie umieścić własne zdjęcie.

Nie jest to jednak wcale takie proste... Przejrzałam wszystkie foldery i podfoldery, wybierałam i odrzucałam... Do ścisłego finału przeszło 6 zdjęć.  Oto one -  już na blogu. A poniżej sonda -  pomóżcie mi w wyborze!

blog_chmuryblog_budynkiblog_gryblog_drzewo1blog_cienieblog_pajczyna

 

 

...bo nie dostrzega

zona.oburzona

Wciąż pozostajemy w fazie, w której codziennością są wizyty w sklepach z meblami. Poszukujemy jeszcze różnych mniej lub bardziej niezbędnych rzeczy, których posiadanie umożliwi nam komfortowe mieszkanie w nowym lokum. Dobrze, że mamy podobny gust, odpadają żenujące dyskusje toczone przy personelu zatrudnionym w salonach wyposażenia wnętrz... Jednak i tak jest męcząco, zbyt długo i nie zawsze zadowalająco. 

Podczas jednej z przechadzek między urządzonymi w sklepie aranżacjami pokoi i salonów dostrzegłam coś w rodzaju systemu meblowego, pozwalającego na dowolne konfiguracje półek i szafek. Najważniejsze było to, że całość była w kolorze, który kiedyś szczególnie nam się spodobał. Początkowo zakładaliśmy nawet, że taką właśnie będziemy mieć kuchnię.

Wołam Inspiratora podekscytowana, bo wiem, że to jest właśnie to, czego szukamy, coś, co na pewno nam się spodoba, a w dodatku w kolorze, w którym oboje w równym stopniu się zakochaliśmy.

Ja: No patrz, patrz, zobacz. No nie widzisz? Nie widzisz, co to jest?
Mąż Inspirator (po zastanowieniu): Mebel?.

Ale co się dziwię? Godzinę wcześniej przekonywał mnie w ikei, jak świetny jest pewien stół i właśnie taki powinniśmy sobie sprawić.

Laptop, na którym teraz pracuję, właśnie na takim stole stoi. Od czterech lat.

 

 

 

 

Zwariowałam... To nie jest wpis sponsorowany!

zona.oburzona

Każdy w życiu potrzebuje emocji. Jedni wsiadają w auto i urządzają szaleńczy rajd po stolicy, by potem w napięciu się zastanawiać, czy panowie w mundurach zapukają do drzwi. Inni z okazji piłkarskiego mundialu obstawiają mecze, by potem się srodze zawieść, gdy kolejna mocna drużyna zapewnia sobie wcześniejszy powrót do domu jeszcze przed końcem fazy grupowej. Jeszcze inni w mało efektywny sposób radzą sobie z tym, co inni mówią, jak jedzą, w efekcie fundując sobie szansę na zawał podczas oglądania rezultatów badań opinii publicznej...

I są tacy jak ja.

Każdego poranka wchodzę na pewną stronę na twarzoksiążce (nadal nie mam tam konta, ale na szczęście takie strony są widoczne również dla takich jak ja), by znaleźć odpowiedź na najbardziej frapujące mnie ostatnio pytanie.

Jakie smaki będą dzisiaj?

Następnie zaczynam kombinować, bo pojawiają się kolejne pytania. Kiedy w dokładnie zaplanowanym już dniu znaleźć czas, by tych smaków spróbować? Czy będę mieć tyle czasu, by odstać swoje w kolejce? Czy oryginalnych smaków wystarczy i dla mnie?

Wrocławianie, jeśli jeszcze nie spróbowaliście tych lodów, pędźcie na plac Bema. Pozostali - zajrzyjcie tam, jeśli tylko odwiedzicie Wrocław.

Ponadto bardzo podoba mi się nazwa tej lodziarni.

...bo mógłby należeć do podziemnego kręgu

zona.oburzona

Pamiętacie bohatera Fight Club, który miał świra na punkcie ikei*? Inspirator ma niezłe zadatki. Póki co, jego obsesja skupiła się na jednym produkcie. Oto on.

 SDC174472

W niebieskich ikeowych torbach gromadzimy poszczególne kategorie segregowanych odpadów. Pakujemy do nich większe przedmioty niezbędne podczas wyjazdu na urlop. Zabieramy je ze sobą do marketów budowlanych. Zawozimy w nich teściowej opróżnione z przetworów słoiki. Trzymamy w nich część rzeczy czekających na przeprowadzkę. Niebieska torba z ikei zajmuje w naszym życiu naprawdę istotne miejsce.

Inspirator z każdej wizyty w tym sklepie przywozi minimum 2 torby. Sam chyba nie wie, które woli: te mniejsze, czy większe? Potrafi pojechać do ikei tylko i wyłącznie po to, by zakupić kilka toreb.

Aktualnie poszukujemy narożnika lub większej sofy. Któregoś dnia wybrałam się sama do jednego ze sklepów z takim asortymentem. Tuż za drzwiami wejściowymi uznałam sofę-marzenie. Był jeden problem: jej piękny niebiesko-turkusowy kolor nijak nie pasował do koloru ścian w salonie: bardzo jasnej oliwki, delikatnej pistacji, zielonkawego ecru... jak zwał, tak zwał, niebieskiej kanapy nie przewidywaliśmy.

Podzieliłam się informacją o sofie telefonicznie. Po jakimś czasie Inspirator zadzwonił.

Mąż Inspirator: Wiesz, te torby z ikei też są niebieskie. I jak je tak ustawiłam pod ścianą tam, gdzie ma stać sofa, to stwierdziłem, że ten kolor całkiem nieźle by wyglądał!

 

*Wiem, że niektórzy nie odmieniają, używają formy IKEA. Nie wiem, która wersja jest poprawna, ale naturalniej dla mnie brzmi to słowo, gdy jest odmieniane.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci