mój mąż mnie wkurza... - ...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka...
Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Emocje kibica

zona.oburzona

stadion

Niedowierzanie: tyle ludzi w jednym miejscu, niemal wszyscy  ubrani w narodowe barwy. Stadion Narodowy w porównaniu z wrocławskim  widzianym z okien mieszkania wydaje się być olbrzymi. Trudno mi uwierzyć,  że jestem tu, by oglądać rozpoczęcie tak wielkiej imprezy sportowej.

Wzruszenie i to niejedno: podczas symbolicznego pożegnania Piotra Gruszki - zawodnika, jednego z moich ulubionych. Wciąż pamiętam, jak wiele wrażeń zapewnił choćby w 2009 podczas Mistrzostw Europy. Podczas prezentacji zawodników, którzy wyraźnie czuli się zaszokowani wrzawą. I to największe ze łzami w oczach, gdy wszyscy kibice śpiewali równiutko,  rytmicznie "Mazurka Dąbrowskiego".

Oburzenie: gdy podczas  prezentacji poszczególnych drużyn wygwizdano i wybuczano  Rosję. Co sportowcy winni polityce władz? Gdzie fair play, szacunek do przeciwnika?

Wstyd, bo znowu na takiej imprezie promujemy pseudo-artystów bazujących na najniższych i prostych instynktach.

Radość, że mecz wygrany, że świetna atmosfera, że w tłumie (mimo piwa sprzedawanego na stadionie) między ludźmi nic złego  się nie dzieje.

Ale chyba najwięcej jest złości. Powyższe emocje to ostatnia sobota. Z tego wszystkiego do dzisiaj  została właśnie złość, że przez decyzje o zakodowaniu siatkarskiego Mundialu, impreza stanie się niszowa. Ja mecze obejrzę,  ale tak wiele osób  w moim otoczeniu nie ma takiej możliwości, chyba, że w knajpie lub strefie kibica. Albo u nas - z tej okazji będziemy mieć trochę gości. Nie mogę się z tą decyzją pogodzić i wciąż mnie to boli. Jestem wkurzona na Polsat, ale nie tylko. Na  mundialu piłkarskim Polski nie było, wszystkie mecze gościły w TVP. Wiem, koszty byłyby ogromne. Ale może warto by było? Chociażby dla wizerunku?

 

Pozdrawiam z, czekając na

zona.oburzona

No i mamy - kolejny przełom. Dzięki temu, jak drogi Blox się zmienia, piszę do Was z podróży, używając tableta. A jestem w stolicy. Pamiętacie, dlaczego? Nie, niestety nie biorę udziału w bloxowej imprezie. Wobrażacie sobie, co by się działo, gdyby główny bohater MMMW pojawił się w tłumie? Zdjęcie na Pudelku gwarantowane, a Inspirator raczej nie odnalazłby się w roli celebryty ;) W każdym razie, dzisiaj zasiądziemy na trybunach Stadionu Narodowego i obejrzymy ceremonię otwarcia siatkarskiego Mundialu. I chociaż niedługo różnica między PZPS a PZPN może polegać jedynie na różnicy jednej literki w nazwie,  właściciel jednej stacji TV przypomniał (chociaż my we Wrocławiu świetnie to wiemy), że mariaż z nim to równia pochyła w dół, a największy ponoć gwiazdor kadry najadł się za dużo czekoladowych deserków, to i tak zaczęłam to czuć. To, czyli atmosferę wielkiej imprezy sportowej, która przez najbliższe 3 tygodnie będzie decydowała o moim harmonogramie. Będziecie kibicować?

Rybka Płetwaczka i kac moralny

zona.oburzona

Od miesięcy Rybka Płetwaczka zajmuje się hiper-ważnym zadaniem, które dodatkowo stanowi  karę za przewiny w innym stawie sprzed lat.  Z jednej strony dobrze jest pływać z sensem  i w jakimś celu. Z drugiej strony nadmierna ilość konsultacji z Nad-Rybami  przyprawia o palpitację malutkie płetwaczkowe serduszko.

Tym bardziej, że Płetwaczka ma nieco inny pomysł na pływanie wokół tej  sprawy. Chciałaby machać płetwami w inny sposób. Co więcej Płetwaczka ma pewność, że byłoby to szybsze i efektywniejsze.

Ale niektórych przekonać się nie da. Płetwaczka spędziła wiele godzin na spotkaniach i rozmowach prowadzonych  za pośrednictwem rybofonu. Tłumaczyła się. Próbowała forsować swoje zdanie. Wciąż wracała do swoich rozwiązań. Napotykała zatem  na opór i złość.  Każde spotkanie stresowało, a przed kolejnym Płetwaczkę czekała bezsenna z niepokoju noc. Żadna z tych rozmów do przyjemnych nie należała.

Aż w końcu ktoś zapytał się Płetwaczki: a nie możesz pływać zgodnie z życzeniami  Nad-Ryby?

Okazało się to bardzo proste. Płetwaczka zrozumiała, że nie chce jej się poświęcać ani jednej łuski w tej sprawie. Tak jest po prostu łatwiej.

Ale z drugiej strony... Tak się poddać?

Jesień?

zona.oburzona

Rankami marznę,  sweter jest  niezbędny. Nawet gdy jadę na rowerze,  jest  mi po  prostu zimno. Czas przeprosić się z rajstopami.

Noce też są chłodne, co  akurat sprawia mi olbrzymią przyjemność - uwielbiam spać w chłodzie.

Niektóre szalone drzewa już rozpoczęły proces gubienia liści...

Ale najważniejszy sygnał  płynie z bloku  naprzeciwko. Sąsiad zakłada co wieczór koszulkę. Koniec gapienia się na gołą klatę.

Opatrzność?

zona.oburzona

Jak sądzicie, jak się zwie patron urządzających mieszkanie, przeprowadzających remonty, kupujących artykułu wyposażenia wnętrz? Inspirator obstawia  Świętego Meblowskiego. A może:

Remonteusz?
Meblosław?
Dekoriusz?
Mieszkanty?

A jeśli działania wspiera jednak kobieta?

Remontalia?
Meblosława?
Dekorianna?
Mieszkalina?

Błagam, wymyślcie coś ładnego! Bo chyba w ramach dziękczynienia  będę musiała urodzić dziecko i nazwać je imieniem tegoż patrona. A przynajmniej sprawić sobie psa.

Zamówiliśmy narożnik do naszego  kuchnio-jadalnio-salonu. Bardzo nam się podobał. Po kilku tygodniach znaleźliśmy odpowiadające nam pozostałe do tegoż pomieszczenia meble. Aby ostatecznie zdecydować jakie półki, szafki itp., zaczęliśmy mierzyć i  rozkładać w  pokoju różne rzeczy, dzięki czemu uzyskaliśmy coś w rodzaju inscenizacji stanu po przyjeździe narożnika. I tu szok. Okazuje się, że narożnik musieliśmy wybierać w stanie chwilowej niepoczytalności, gdyż w tym rozmiarze absolutnie nie może stać w zakładanym przez nas miejscu, ponieważ zagraci całe pomieszczenie. Do historii naszej rodziny przejdzie wielokrotnie powtarzany w tym  dniu okrzyk: to nie mogą być 2 metry! Po chwilowej rozpaczy  podejmujemy ratunkową decyzję: przesuwamy w zupełnie inne miejsce stół,  dzięki czemu dla narożnika zwalnia się  - co za zaskoczenie - róg.

Minęło  kilka tygodni. Narożnik  został przywieziony i złożony.  Przyszłam z pracy  i zachwyciłam się. Ale... Patrzę i coś mi nie pasuje. Mina Inspiratora  zdradza,  że on  również nie jest przekonany, że przywieziony  mebel jest nasz. Dlaczego? Gdyby narożnik miał stać w pierwotnie zakładanym miejscu,  powinien być prawy. Tymczasem... jest lewy.

Ale wiecie co? Gdyby  był taki, jak założyliśmy, nie zmieściłyby się zamówione meble i średnio  wygodnie oglądałoby się telewizję. Teraz jest idealnie. A stołu nie wyobrażamy już sobie w innym miejscu...

Sami powiedzcie,  jak wiele musieliśmy mieć szczęścia?

A teraz pozwalam Wam pośmiać się z nas :)

 

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci