Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Kolejna scena

zona.oburzona

Wyglądamy sobie z Córkonią przez okno. Patrzymy na kołyszące się w rytm wiatru drzewa, pracowników firmy budowlanej, stawiających naprzeciwko nas nowy blok, szczekające psy i klientów wychodzących ze sklepu. Przechodzi też mama, prowadząca za rękę rozpaczliwie płaczące dziecko. Mieszkamy nisko, więc dobrze słyszę, co mówi dorosła kobieta do mniej więcej trzyletniej dziewczynki: rozumiesz, że musiałam Cię tak mocno ścisnąć za rękę, żebyś wiedziała, że źle zrobiłaś?

Pewnie nie można było wytłumaczyć dziecku, dlaczego jego działanie jest złe. Bo za małe, nie zrozumie, nic nie dotrze do tej małej łepetyny. Ale można temu samemu dziecko wytłumaczyć, że sprawiło mu się ból w imię wyższej konieczności, ukarania za to, co zrobiło źle. Małe, nierozumiejące, ale to pojmie na pewno. 

Scena

zona.oburzona

Idę moim ulubionym parkiem, przede mną w wózku dokazuje Córkonia. Krążę po jego bardziej zapuszczonych rejonach. Na ścieżce znajduje się chyba pozostałość po jakiejś cmentarnej bramie: dwa betonowe słupki. Zbliżam się do nich, możliwości są dwie: albo przejdę między słupkami, albo bokiem, gdzie trawa już dawno została wydeptana. 

Tą samą ścieżką na spacer podąża dziadek z kilkuletnim wnuczkiem. Wnuczek kopie piłkę, co chwilę podaje do dziadka, ewidentnie rozgrywa się tu jakiś mecz. Chłopiec podbiega do słupków i wesoło krzyczy:

-Przepraszam panią, ale tędy nie można przechodzić, tutaj jest moja bramka!

Z uśmiechem odpowiadam, że nie wiedziałam, ale skoro tak, to już skręcam i nie przeszkadzam. Wózek kieruję na bok, by nie przeszkadzać przyszłemu Błaszczykowskiemu.

A co na to dziadek? Dziadek jest oburzony.

-Co ty mówisz? Co ty robisz? Nie wolno tak! 

Mój uśmiech i wyjaśnienia, że przecież zostałam grzecznie poproszona, niewiele pomogły, dziadek nie zwrócił na to większej uwagi.

Wytłumaczcie mi, o co tu chodzi.

Nie wolno grzecznie o coś poprosić? 
Nie wolno się bawić w przestrzeni publicznej?
Nie wolno zadbać o realizację własnego pomysłu? 

Życzyłabym sobie, by Córkonia potrafiła tak o siebie zawalczyć, nawet w drobnych sprawach.

Dawno temu a obecnie*

zona.oburzona

Zamykam oczy i widzę taką scenę. Do kawiarni wchodzą dwie kobiety, towarzyszy im pięcioletnia dziewczynka. Jest lato, idealna pogoda na lody. Kobiety zamawiają u kelnerki desery. Dziewczynka ma dostać lody waniliowe z bitą śmietaną i polewą truskawkową, jej ulubione. Mała kręci się, rozgląda się jak to dziecko, chociaż właściwie jest dość spokojna. Nie krzyczy, nie biega po kawiarni, ale jednak bywa w takich miejscach na tyle rzadko, że wciąż coś nowego przykuwa jej uwagę: lampa na suficie, wieszak, który widzi z przodu, lodówki z deserami, stojące z tyłu... Kiedy przychodzi kelnerka, wystarczy chwila nieuwagi, dziewczynka nie zauważa pucharków i niechcący strąca jeden na ziemię. Z wyjścia do kawiarni zapamiętuje złość mamy, która bardzo niezadowolona przekazuje swój deser dziewczynce, dodając rzecz jasna, że nie jest to nawet jakieś olbrzymie poświęcenie, bo przez to, co się stało, straciła ochotę na cokolwiek.

Wiele lat później małej dziewczynce łzy z oczu wycisnęła ta reklama.

Dzisiaj ta dziewczynka wychowuje malutką Córkonię. I wierzy, że w przyszłości znajdzie w sobie siłę i mądrość, by w kawiarni zachować się tak, jak mama z reklamy. 

Czyż oburzanie się na dziecko w takich sytuacjach nie jest absurdalne także z tego powodu, że nam dorosłym również zdarzają się takie wypadki?

*za inspirację do wpisu tym razem dziękuję Myszce.

Wyznania innej mamy

zona.oburzona

W liceum dziwnie się ubierałam. Na studiach miewałam inne niż ogół poglądy. A potem zajęłam się zupełnie czymś innym niż koleżanki z roku. No to i w macierzyństwie idę pod prąd obowiązujących trendów...

...bo nie chustonoszę Córkonii. I tylko po części dlatego, że nie pozwoliła nam na to fizjoterapeutka. Owszem, doceniam chusty i inne nosidła np. na plaży, czy w górach. Ale w osłupienie mnie wprawia, gdy słyszę od innych mam, że cieszą się z chusty, bo mogą, nosząc dziecko, prać, sprzątać, gotować. Mama z dzieckiem w chuście i siatami z zakupami w rękach to dla mnie obraz matki-polki. Ja tam lubię gotować, gdy Córkonia radośnie poznaje świat - czy to pełzając, czy to bawiąc się którąś z zabawek.

...bo nigdy nie spałam z dzieckiem w jednym łóżku. Trochę ze strachu, a trochę z potrzeby własnego komfortu. I komfortu Inspiratora. Wcale nie jestem daleko. Na wezwanie Córkonii przybywam, tulę i uspokajam. Choć częściej wita mnie w łóżeczku radosna dziewczynka, gadająca ze swoim pluszakiem, czy z flanelową pieluszką.

...bo nie gotuję Córkonii zupek z ekologicznych marchewek i potrawek z ekologicznego indyka w cenie 97 złoty za kilogram. Kupuję te wstrętne słoiczki z lenistwa. A jeśli nasz posiłek nie jest tłustym schabowym lub pizzą, to Córkonia zasiada z nami przy stole i wsuwa gulasz z kaszą gryczaną, czy spaghetti bolognese. 

...bo nie rozszerzam diety Córkonii modną metodą BLW. Moim zdaniem podana w jednym dniu zupka, czy papka warzywna, nie przeszkadza temu, by kolejnego dnia Córkonia dostała do ręki szparaga, czy kawałek papryki. A i tak je niemal wszystko, bo niemal wszystko dajemy jej do spróbowania. 

Inna, niemodna. I jak każda z nas - wystarczająco dobra. 

 

...bo lubi kuchnię fusion

zona.oburzona

Inspirator jest fajnym tatusiem. Córkonia na jego widok piszczy, macha wszystkimi kończynami i domaga się atrakcji, które zazwyczaj jej zapewnia. Inspirator bywa również odpowiedzialnym tatusiem. Przewija, kąpie, karmi, zabiera na spacery. Tylko czasem coś zazgrzyta...

Pewnie część z Was ma podobne odczucie, co ja - że za tak zwaną logistykę dotyczącą dziecka odpowiada mama. Wszystkie co-gdzie-kiedy-jak to decyzja moja, Inspirator natomiast jest - kreatywnym niekiedy - wykonawcą. W związku z tym, że niedawno miałam okazję wyjść z domu i zorganizować nam własne 500+ w miejsce tego, na które się nie załapaliśmy, musiałam przygotować Inspiratorowi instrukcję obsługi małej dziewczynki. Na liście znalazło się między innymi polecenie, by przygotować odrobinę kleiku ryżowego i zmieszać go z zawartością słoiczka, a następnie podać to Córkonii w charakterze obiadu. 

Inspirator zignorował jednak wystawiony z szuflady pojemnik opisany "kleik ryżowy", pogrzebał w szufladzie i do słoiczka z łososiem, cukinią i kabaczkiem dodał dziecku... kaszkę mleczno-ryżową z bananami. 

Co na to Córkonia? Zjadła wszystko ze smakiem i zrobiła awanturę, że chce jeszcze...

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci