Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

...bo szuka alternatywy

zona.oburzona

Wieczór to pora, w której wybuchają konflikty. Jedno chce spać, drugie woli czytać. Jedno chce coś obejrzeć, drugie słuchać radia. Na szczęście udaje się dochodzić do kompromisów. Wtedy ja zawijam się w kołdrę  i zamykam oczy, a Inspirator zamiast oglądać decyduje się na książkę. Jednak i w tej sytuacji jest jakieś "ale". Zamknięte oczy nie ochronią całkiem od agresywnego światła. Dziwne, że Inspirator nie wpadł jeszcze na to, by sprawić mi takie coś.

W każdym bądź razie tego dnia Inspirator czytał, a ja leżałam obok z zamkniętymi oczami,  próbując zasnąć.

Żona Oburzona: Wiesz, razi mnie światło lampki. Może pójdziesz też spać? Mąż Inspirator: Poczekaj. O... tak. Teraz powinno być lepiej.

Co zrobił Inspirator? Zgarnął moją długą grzywkę, którą zaczesuję  na jedną stronę twarzy, ułożył mi ją na oczach i przyklepał.

Jesienne zwyczaje Inspiratora

zona.oburzona

O tej porze roku niedźwiedzie przybierają na wadze. Już w lecie zaczynają jeść tyle, by obrosnąć w grubą i ciepłą warstwę tłuszczu. Do gawry znoszą patyczki, trawki i mech, podczas długiego snu musi  być przecież mięciutko.

Część ptaków już odleciała, inne dopiero przygotowują się podróży. Wiele zostaje z nami. Te, które nigdzie się nie wybierają, ciężko pracują nad gromadzeniem zapasów. Zimą trudno przecież o robaki i muchy, a ziarenko zagrzebane w ukrytej  dziurze w ziemi też nie jest złe.

Wiewiórki w miejskich parkach wydają się być tłuściejsze niż kilka miesięcy temu. To nie tylko zasługa diety. Rude futerko jest grubsze, a  ogonki bardziej puszyste, taka to właśnie moda na nadchodzący chłodny sezon.

Jeże przygotowują się do hibernacji. Już niedługo każdy iglak znajdzie sobie przytulną kupę liści w jakimś gościnnym ogrodzie, zwinie się w kulkę i nic go już nie wzruszy. Aż do wiosny, kiedy  to cieplejsza temperatura przyspieszy bicie jeżowego serduszka.

Można by pomyśleć, że Żona Oburzona biega po parkach, ogrodach i lasach, by rejestrować jesienne obyczaje zwierzaków. Na szczęście nie ma takiej potrzeby. Mimo chłodu i niesprzyjającej aury mogę swobodnie obserwować, jak fauna reaguje na zmianę pory roku. Mam bowiem w domu takiego Jeż-wiórko-dziobo-misia w osobie Męża- Inspiratora.

O tej  porze roku Inspirator znacznie bardziej dba  o poziom ciepłoty ciała i  nie tylko zimowa garderoba ma mu w tym pomóc. Żadna tkanina nie da tyle ciepła, co sierść i warstwa tłuszczyku pod  skórą... W związku z tym golarka kurzy się na półce, pianka starcza na znacznie dłuższy okres, a Inspiratorowe policzki zarastają futerkiem. Z kolei jego jesienna dieta jest znacznie bardziej bogata w kalorie. I nawet planuje przygotowanie zapasów na zimę! Na krześle, na którym w łazience leży aktualna toaletowa literatura, ostatnio często znajduję książkę z licznymi przepisami na nalewki, dżemy i inne przetwory. Jedna z szafek w naszym aneksie kuchennym już jest zapełniona słoikami  domowego przecieru pomidorowego.

Nasz wygodny narożnik idealnie sprawdza się w roli gawry lub sterty liści. Wnioskuję to z następującej prawidłowości: ilekroć wracam do domu później niż Inspirator, w kącie narożnika zastaję go zwiniętego w kulę i opatulonego polarowym kocem. Styl  komunikacji zbliża go do niedźwiedzi. Obudzony przestaje być słodko śpiącym  i mięciutkim stworzonkiem, a zaczyna wydawać złowrogie pomruki. Dźgnięty palcem - niczym jeż - jeszcze bardziej zwija się w kłębek, czym uświadamia mi, że przez kolejne miesiące niewiele będzie go w stanie ruszyć.

Nie dopuścić do tego, by Inspirator całkiem zagrzebał się w gawrze - oto moje zadanie na najbliższe miesiące. Zacznę od namówienia go, by się ogolił...

Droga do pracy

zona.oburzona

droga1

Tak się potoczyło, że kawałek mojej drogi do pracy wiedzie przez park, który jakieś 25 lat temu zwiedzałam na Wigry 3. Mogłabym jeździć inną trasą, po specjalnej ścieżce rowerowej, ale wybieram ten park. Dobra decyzja, prawda?

Bądźmy optymistami!

zona.oburzona

Hasłem ostatniego weekendu  z pewnością było to  zdanie:

BĄDŹMY OPTYMISTAMI - NIEDŁUGO  UMRZEMY.

Brzmi absurdalnie i tak zabawnie, że zebrane towarzystwo popłakało się ze śmiechu. Ale gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to czy nie jest to  najprawdziwsza prawda?

Bo przecież nie wiemy, jak i kiedy skończy się życie. Nie da rady przewidzieć, czy za chwilę nie wydarzy się coś, co odwróci  wszystko do góry nogami i  mocno nas unieszczęśliwi.

Dlatego:

  • uśmiechajmy się i  bądźmy życzliwi,
  • akceptujmy to, że inni ludzie mogą inaczej postrzegać świat (aczkolwiek gdy Inspirator oglądał  "Kawę na ławę",  uczciwie musiałam przyznać, że od tej zasady są jednak wyjątki...)
  • nie przejmujmy się korkiem  na ulicy i tym, że kierowca w aucie przed nami przed chwilą zajechał nam drogę,
  • nie krytykujmy innych  (no chyba, że wyglądają w przymierzalni odzieżowego  sklepu jak wielka beza w kuriozalnej sukience z białego koca),
  • doceniajmy małe szczęścia, jak cieplutka październikowa niedziela i dobry obiad;

Czas chyba powrócić do jednej z ulubionych lektur dzieciństwa...

Wpis dedykuję Cieniowi, z którym spędziłam niezwykłe dwa  dni. Dziękuję :)

weekend

...bo nie jest romantyczny

zona.oburzona

Wracam do domu etapami. Po drodze załatwiam jeszcze jakieś sprawunki, robi się późno. Informuję Inspiratora o planowanej godzinie powrotu. Obiad zjadłam już dawno i jakiś mniejszy niż zazwyczaj, wyjątkowo więc zrobiłam się bardzo głodna. Piszę smsa:

Żona Oburzona: Co polecasz głodnej żonie na kolację?
Mąż Inspirator: ???
Mąż Inspirator: Po co?
Żona Oburzona: No żeby mój brzuszek nie był pusty?
Mąż Inspirator: Może masz ochotę na popcorn? Chyba jest w domu.

I to by było na tyle w kwestii moich planów, by zjeść razem kolację, popijając ją lampką wina.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci