Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Równowaga musi być

zona.oburzona

Różne mam teraz dni, raz lepsze, raz gorsze. Samopoczucie fizyczne nadal kiepskie, psychiczne jak sinusoida. W takich chwilach trzeba się jakoś wspomóc. Jeśli nie lody, to chociaż kawa i dobre  ciacho. Kawa bezkofeinowa, raz na jakiś czas tylko normalna, choć zdaniem lekarza przy moim ciśnieniu (obie wartości dwucyfrowe) jedna dziennie porcja kofeiny krzywdy dziecku nie wyrządzi. Moje ulubione dobre ciacho można zjeść w cukierni, której punkty sprzedaży znajdują się w wielu galeriach handlowych.

Ustawiam się grzecznie w kolejce. Dwie obsługujące panie trochę nie nadążają, jest tłok. Ekspedientka zaczyna obsługiwać klientkę zainteresowaną tortem. Jakimś. Za nią stoi pani tak na oko pięćdziesięcioletnia. Ja jestem następna. Okazuje się, że wybór tortu to sprawa bardzo trudna. Z chałwą. Chociaż najlepiej smakują z czekoladą. Ale czy są z alkoholem? A może jednak z dodatkiem owoców? Nagle słyszę ujmujący i grzeczny głos klientki, która czeka przede mną:

Klientka: Przepraszam, skoro ta pani jeszcze się nie zdecydowała i tylko ogląda, to może obsłuży pani najpierw tę panią (tzn. Żonę Oburzoną), bo ciężko jej się stoi?
Żona Oburzona: wyraża swoje zdziwienie i wdzięczność uśmiechem oraz niezdarnym podziękowaniem.
Ekspedientka 1: kontynuuje obsługę niezdecydowanej.
Ekspedientka 2: Już do pań pochodzę!
Klientka (do Żony Oburzonej): Proszę stanąć przede mną, bo naprawdę zaraz pani zasłabnie.

Gorąco podziękowałam, uśmiechając się najszczerzej i najpiękniej, jak tylko potrafię.

W tej konkurencji Kobiety kontra Mężczyźni - 1:0.

...bo jest wrażliwy

zona.oburzona

Jesteśmy poza domem, śpimy na innym łóżku. Trudno się ułożyć  bez ulubionej podusi i po innej stronie, na którą zupełnie bezmyślnie wysyła mnie Inspirator. On wieczorem jeszcze czyta, leżąc na brzuchu, przytulam się więc jakoś do jego ramienia i próbuję zasnąć. I kiedy jestem już bliska odpłynięcia do krainy słów, rozlega się głos:

Mąż Inspirator: Mam pytanie. Czy mogłabyś inaczej ułożyć nosek? Bo jak go masz pod tym kątem, to strzelasz mi powietrzem prosto w gałkę oczną i mi ją wysuszasz.

Szwedzkie klopsiki i polskie buraki

zona.oburzona

Obecne temperatury są niczym wobec niedawnej fali upałów. Chociaż pod pewnymi względami jest mi teraz ciężej. Po pierwsze, brzuch puchnie w oczach. Po drugie, walczę z zapaleniem gardła. Chociaż "walka" to niezbyt odpowiednie słowo, skoro moim orężem jest herbatka z lipy, napar z szałwii do płukania gardła i witamina C ukryta w cytrynie i malinach. Infekcja  uniemożliwia skorzystanie z większości moich sposobów redukujących uciążliwości  wysokich temperatur. Jakie to sposoby?

  • Częste odwiedziny w mojej ulubionej lodziarni,
  • Leżenie na sofie przed wentylatorem,
  • Odwiedziny na basenie,
  • Siedzenie w  przeciągu,
  • Odwiedziny w klimatyzowanych pomieszczeniach, przede wszystkim w galeriach handlowych;

Odkryłam w sierpniu idealne miejsce dla ciężarnych na upalne dni. IKEA! Jest tam chłodno, ale nie zimno jak w markecie w rejonie lodówek z żywnością. Znajduje się tam mnóstwo przydasiów i nieprzydasiów do pokoju dziecinnego, można je w nieskończoność oglądać, brać do koszyka, by potem zdecydować, że to jednak zbytni wydatek, a  w rezultacie i tak pójść z nimi do kasy. Gdy potrzebna jest chwila relaksu, można sobie usiąść na jednej z mięciutkich sof lub na wygodnym  fotelu. A kiedy przychodzi czas na przekąskę, można się udać do restauracji. A tam moje ulubione klopsiki z frytkami! Nie wiem i nie chcę wiedzieć, co jest w tych klopsikach, wiem, że są przepyszne. Porządna wyprawa do ikei nie może się bez nich obyć.

Ale okazuje się, że w ikei można znaleźć nie tylko szwedzkie klopsiki, czasem trafi się polski burak. Doświadczenie to było dla mnie wręcz szokujące. Do tej pory z niedowierzaniem czytałam o negatywnym stosunku społeczeństwa do ciężarnych. Jakoś mnie to omijało, spotykałam się natomiast głównie z życzliwością i wsparciem. Tymczasem w ikei...

Wtedy wybrałam się z przyjaciółką będącą równie w ciąży jak  ja. Mimo opisanych powyżej dogodności byłyśmy jednak  solidnie zmęczone. Podeszłyśmy zatem do kasy pierwszeństwa, w której poza kolejnością obsługiwane są  ciężarne, niepełnosprawni i rodzice z małymi dziećmi. Zgodnie z poleceniem umieszczonym nad kasą, podeszłyśmy do kasjerki. Tam płaciła już inna klientka w ciąży, stała też para  w wieku około 60 lat. I się zaczęło.

Polski burak:  No i kolejne ciężarne. My tu już piątą  kobietę przepuszczamy, to nie może tak być!
Żona Oburzona: Ale to jest kasa pierwszeństwa i na tym to polega.
Polski burak: Ale myśmy nie wiedzieli o tym, jak tu stanęliśmy. I to powinno być inaczej zorganizowane, na zakładkę, raz normalny klient, raz kobieta w ciąży.
Żona Oburzona: Może pan przecież zmienić kasę, jeżeli to panu nie odpowiada.
Polski burak: Te informacje są niewidoczne, jakiś pracownik powinien kierować tu ruchem. A poza tym ciąża to nie choroba!
Żona Oburzona: A był pan kiedyś w ciąży?
Polski burak (głaskając się po dość sensownym kawałku  brzucha): Jestem!
Żona Oburzona: Ale to jest ciąża spożywcza.
Polski burak: A moja córka z żadnych takich przywilejów nie korzystała, gdy była w ciąży! A panie mogłyby chodzić na zakupy z mężami, żeby oni w kolejkach normalnie stali!
Żona Oburzona: To był jej wybór. A to jest kasa pierwszeństwa i mamy prawo z tego skorzystać.

Wydaje mi się, że  ten dialog jeszcze trwał i trwał. Zestresowana kasjerka poprosiła nas o przepuszczenie tego pana. Nie zdążyłyśmy zareagować, a naprawdę nie miałyśmy ochoty, by mu ustępować, z uwagi na jego agresywną i nieprzyjemną postawę. Burak jednak łaskawie nas przepuścił.

I wiecie, ja naprawdę nie przesadzam z tymi przywilejami. Tam, gdzie nie ma takich zasad, to się nie pcham, stoję grzecznie w kolejce, a zdarzało się, że i tak byłam przepuszczana. Chyba należy współczuć towarzyszce tegoż pana. Jak żyć z takim burakiem?

 

...bo może skorzystać z różnych opcji

zona.oburzona

Omawiamy z Inspiratorem nadchodzący dzień. Trochę nam się pokomplikował  kalendarz, ponieważ zupełnie zapomnieliśmy, że w podobnym czasie należy zapewnić transport Inspiratorowi na mało przyjemne badanie medyczne oraz mojej mamie na bardzo odległy punkt zbiorczy dla osób wyjeżdżających na wczasy.

Żona Oburzona: Kochanie, ale nie rezygnuj z tej gastroskopii. Bo jak ją przełożysz, to znowu będziesz czekał i czekał,  a za miesiąc ja na pewno nie będę w stanie Cię tam zawieźć.
Mąż Inspirator: No ale wiesz, że ja nie dam rady sam wrócić.
Żona Oburzona: Wiem, dlatego mam dwa rozwiązania. Pierwsze: zawożę Cię, a potem prosisz ojca, żeby Cię odebrał, ja w  tym czasie  odstawiam mamę.
Mąż Inspirator:  Ale nie chcę prosić  ojca. A drugie rozwiązanie?
Żona Oburzona: Odstawiam Cię do przychodni, potem odwożę mamę, no i przyjeżdżam po Ciebie. Ale będziesz musiał na mnie poczekać, może nawet jakieś 40 minut.
Mąż Inspirator: W sumie... Będę miał czas, żeby dojść do siebie. Bo wiesz, że to nie jest przyjemne. Po co ja w ogóle umawiałem się na tę gastroskopię?
Żona Oburzona: Ale bardzo dobrze, że się umówiłeś! I bardzo Cię proszę, żebyś tego nie odwoływał.
Mąż Inspirator: Ale to jest paskudne uczucie i to boli!
Żona Oburzona: Kochanie! Pomyśl o porodzie!
Mąż Inspirator: Ale co mam pomyśleć?
Żona Oburzona: Śmiem twierdzić, że gastroskopia jest niczym wobec bólu w trakcie porodu.
Mąż Inspirator (perliście się śmiejąc z satysfakcją): Ale Ty nie możesz tego odwołać.

Jaka była moja reakcja? Kto zgadnie?

...bo zrobił minę

zona.oburzona

Nieletnich Czytelników uprasza się teraz o opuszczenie tej strony. Dzisiaj będą treści przeznaczone tylko dla osób dorosłych. Myślę, że rezygnację z czytania tego wpisu mogą rozważyć także osoby o niskim progu odporności na zgorszenie.

Dzisiaj będzie o SEKSIE. A  raczej o jego braku.

Że ciąża to wg mnie dziwny stan, już wiecie. Dodatkowo zauważyłam, że wygląda to zupełnie inaczej niż w różnych poradnikach. Naczytałam się o tym, jakie to wyjątkowe erotyczne doznania, a  ja tam na jakieś sekscesy nie bardzo miałam ochotę. Potem nie było możliwości, potem przyplątało się jakieś choróbsko. A czas leci, przy czym  ciekawość też jednak rośnie.

Żona Oburzona: Kochanie, jak skończę to leczenie, to trzeba będzie spróbować, jak to jest uprawiać seks z takim brzuchem.
Mąż Inspirator na to zrobił minę. Kto zgadnie, jakie odczucia ta mina wyrażała?

Żona Oburzona: Kochanie, ale czego się  obawiasz? Czytałam, że dziecku jest  w tej sytuacji przyjemnie!
Mąż Inspirator: Zwariowałaś? Jeszcze mi mówisz, że to będzie przyjemność dla naszej córki? Jak to brzmi, no weź się zastanów!
Żona Oburzona: Ale źle to rozumiesz. Chodzi o to, że dziecko odczuwa jakby takie kołysanie.
Mąż Inspirator: To może zamiast "chodź do łóżka" będziesz mi jeszcze mówiła "chodź, pokołyszemy córkę"?

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci