Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Rybka Płetwaczka i ikra

zona.oburzona

Kilka miesięcy temu nadszedł ten bardzo doniosły czas, w którym Płetwaczka codzienne pływanie w stawie zaczęła łączyć z doglądaniem ikry. Kiedy wylegają się małe rybki, to już nic innego nie zajmie rybiej uwagi. Ale na początku ikra nie wymagała zbyt dużego zachodu.

W stawie inne stworzenia właściwie od początku cieszyły się z Płetwaczkowego szczęścia. Do tego grona, rzecz jasna, nie ma co zaliczać Nad-Ryby, niezależnie od tego, jak głośno by nie gratulowała i jak często by nie głaskała łusek na brzuszku Płetwaczki. Tu jednak daje się odczuć pewnego rodzaju zniecierpliwienie, tej ikry w zespole Płetwaczki jest coś za dużo. Nawiasem  mówiąc, czego oczekiwać po rybkach, skoro wszystkie są w wieku reprodukcyjnym, a w prywatnych zatoczkach na każdą czeka np. wąsaty sum?

Radości autentycznie cieszących się koleżanek, towarzyszy ogromne zdziwienie. No bo jak to tak? Pływać po stawie, gdy ikra czeka? Po co?

I nawet jeśli Płetwaczka zaznaczała, że w stosownym czasie odwiedzi weterynarza, a teraz czuje się dobrze i lubi przypływać do stawu, zdziwienie nie mijało, raczej przeradzało się w uśmiech przyprawiony szczyptą politowania. I do tego te komentarze... Gdy spodziewałam się pierwszej ikry, też tak myślałam. Albo: ja to bym od razu została w swojej zatoczce. I ulubiony Płetwaczki: potem Ci nawet nikt nie podziękuje. I nieważne, że dla Płetwaczki podziękowaniem są zielone glony  i nie oczekuje specjalnego zachwytu nad faktem, że skoro się dobrze czuje, to przypływa do stawu i patroluje swój kącik tak skutecznie, jak robiła to wcześniej.

Jasne, że są i takie rybki, które czując się tak dobrze jak Płetwaczka, czy nawet lepiej, znikają ze stawu tuż po tym, gdy dowiadują się o istnieniu ikry, nawet wtedy, gdy jest ona jeszcze niewidoczna. Ale co z tego? Dla Płetwaczki akurat nigdy argument bo inne ryby tak robią nie stanowił akceptowalnego wytłumaczenia jakichkolwiek działań.

Za chwilę jednak te rozważania stracą  na aktualności. Samopoczucie Płetwaczki się pogorszyło. Boli kręgosłup od dźwigania tej wielkiej odpowiedzialności, jaką jest ikra. Płetwy wiotczeją już coraz częściej. Weterynarz i Płetwaczka wspólnie ustalili, że najbliższe dni to czas na pożegnanie się ze stawem. Ciekawe, jak poradzi sobie rybka, która ją zastąpi?

Płetwaczka zaprasza czytelników do lektury tego wpisu. Jest tam mały konkursik jubileuszowy :)

 

Mój Przedszkolak

zona.oburzona

Czterolatek. Wypieszczony, czasami tylko jakby lekko zaniedbywany. Nie ma dnia, żebym się z nim choć troszkę nie pobawiła.

Mój Przedszkolak to 452 wpisy, a w tym:

  • 134 przykładów na to, że Inspirator może wkurzyć,
  • 119 zapisków z dziennika autorki,
  • 90 razy Żona Oburzona pisała o tym, co myśli, czuje lub uważa,
  • a 27 razy się z Wami bawiła - a to jakiś konkurs, a to blogowy łańcuszek,
  • 23 wpisy z przygodami Rybki Płetwaczki,
  • 23 wpisy informowały o różnych rzeczach, zjawiskach, czy sprawach godnych polecenia,
  • 21 razy Żona Oburzona dzieliła się radością lub smutkiem związanym z wydarzeniami  sportowymi,
  • przedstawiła 9 przykładów wkurzającego męża  ze świata  kultury,
  • były też 4 występy gościnne,
  • i 2 opisy wkurzających mężów prosto z mediów,

Mój Przedszkolak to również grono znajomych. Tamci są co prawda lekko zaniedbani przeze mnie, ale pamiętam o tym, ile frajdy miałam z pisania na innych blogach.

Bywa tu zabawnie, refleksyjnie, czasem smutno. Z rzadka kontrowersyjnie, ale czasem jednak się trafił wzbudzający większe emocje wpis. Niektóre z zakładanych kategorii jednak się nie sprawdziły, co widać na powyższej liście. Te dwójki i czwórki to pamiątka po nieco innym blogowym pomyśle. Skąd mogłam wiedzieć, że zamiast pisać o mężach, polubię tak bardzo... pisanie o sobie samej.

Z okazji wyhodowania takiego Przedszkolaka zapraszam do zabawy. W komentarzach pod tym wpisem podeślijcie link do takiego popełnionego przeze mnie wpisu, który jakoś szczególnie zapadł Wam w pamięć. Albo takiego, który polecilibyście komuś, kto zagląda tu od niedawna. Oprócz linku poproszę o kilka słów wyjaśnienia, dlaczego właśnie ten, a nie inny wpis?

Na Wasze komentarze czekam do piątku 3 lipca. A spośród zgłoszeń wylosujemy z Inspiratorem osobę, która dostanie mały prezencik-niespodziankę. Piszcie!

 

Pierwszy Inspiratora

zona.oburzona

Ja już miałam swój, teraz czas na Inspiratora. Tym razem posłańcem jestem ja.

SDC18782

Aby nasza córeczka mogła się cieszyć tatusiem jak najdłużej, Inspirator wybierze się jeszcze na kompleksowe badania. Ja jedynie pamiętam ojca z dzieciństwa, a dzisiaj pozostają mi tylko odwiedziny na cmentarzu. Chciałabym, aby ten scenariusz się nie powtórzył.

Dzisiaj w radiowej Trójce też świętowano ten dzień. Dzwonili słuchacze, składali życzenia. Wzruszały mnie zarówno maluchy, które jeszcze niewyraźnie życzyły wszystkiego najlepszego, jak i dorośli, przesyłający wyrazy wdzięczności swoim  ojcom. Cieszę się, że i ten dzień jest obecny w mediach.  

Córa w górach

zona.oburzona

To była kwestia czasu... Ostatni weekend spędziłam w górach. Oczywiście bez ciężkiego plecaka, bez zdobywania szczytów. Ale były spacery, oddychanie świeżym powietrzem. Pogoda nie dopisała, ale to nie było istotne. W charakterze relaksu po jednak męczącej wycieczce spacerowałam po jednym z dolnośląskich uzdrowisk. Przynajmniej jedna z czytających mnie osób na pewno to miejsce rozpozna. Jest dość blisko miejsca, gdzie mieszka. Kto się zgłasza?

20150620_121440

 

Moje nowe zwierzątko

zona.oburzona

Nie wiem, kiedy dokładnie to było, ale przypuszczam, że kilka tygodni temu. Wsiadłam do auta, ruszyłam i kiedy spojrzałam w boczne lusterko, zobaczyłam małego czarnego pajączka. Fanką nie jestem, pomyślałam,  że trzeba go będzie usunąć. Oczywiście, gdy wysiadłam, już o nim nie pamiętałam. A jak wsiadałam z powrotem, to przypominałam sobie dopiero w czasie drogi. I tak w kółko. Któregoś dnia przy wyjątkowo nieprzyjemnej  pogodzie pomyślałam sobie, że i tak go zaraz zmoczy lub zwieje. Wiatr targał nitką jego pajęczyny, ale skubany nie był taki głupi. Gdy zatrzymywałam się na światłach, chował się między obudowę lusterka a wkład. Kilka razy po burzowej nocy zastawałam rano strzępki pajęczyny i nawet mi się go jakoś żal robiło. Ale po chwili okazywało, że z Fredem wszystko w  porządku. Tak, nadałam mu imię, jakoś trzeba o nim opowiadać. Chociaż coś mi  się kołacze po głowie, że to raczej pajęczyce tkają... Fred zdumiewał mnie swoją wytrwałością, choć można by to potraktować jako wyjątkowo niewdzięczną syzyfową pracę. Co sobie nieco utkał, zrywał się wiatr  lub ja wjeżdżałam na autostradę... Z pajęczyny niewiele zostawało, ale on próbował nadal.

Dzisiaj z prawdziwą dumą po raz  pierwszy dojrzałam Freda ze złapaną muszką. A kiedy odpaliłam auto... wyobraźcie sobie, że nie czekał na podmuchy wiatru podczas jazdy, wystarczyło, że silnik  zaskoczył, a Fred od razu uciekł do swojej kryjówki, mały spryciarz.

A wiecie, co jest  w tym wszystkim  najdziwniejsze? Ja naprawdę NIENAWIDZĘ pająków. Nie dotknę, nie nadepnę, uciekam, moje reakcje na pająki są spontaniczne  i histeryczne. Myślę, że jest to arachnofobia. Odziedziczona chyba po tatusiu. W rodzinie krąży historyjka o tym, jak mój Tato miał  atak paniki podczas jedzenia, bo oglądał sobie program przyrodniczy, w którym pokazano tarantulę... Nie wiem zatem, jakim cudem tego mojego Freda tak obserwuję. Dobrze, że pająków nie ma jak karmić...

 

 

 

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci