Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Moja mała kobietko

zona.oburzona

Córkonia to prawdziwa kobieta.

Dba o linię - nie należy do grona tłustych niemowląt. Jest raczej szczupła, urocze wałeczki prezentuje jedynie na rączkach i nóżkach.

Lubi dobrze wychodzić na zdjęciach. Widząc aparat, nieruchomieje i prezentuje swoje bezzębne dziąsełka w pięknym uśmiechu.

Niekiedy ma chandrę. Wtedy lubi sobie do kogoś pogadać o tym, jak bardzo jest nieszczęśliwa. A jako poprawiacz humoru doskonale sprawdza się ciepła kąpiel.

Córeczko, w  Dniu Kobiet życzę Ci byś była zadowolona z siebie i swojego życia. Mam nadzieję, że będziesz miała odwagę, by realizować swoje pragnienia i bronić własnych przekonań. Chciałabym, abyś była dumna z tego, że jesteś kobietą i by nigdy nie spotkało Cię z tego powodu nic złego.

Te życzenia sobie zapamiętam, bo to przecież ważna wskazówka dla mnie i Inspiratora. To przecież my musimy wyposażyć Cię w pewność siebie i determinację.

...bo ogląda nieodpowiednie filmy

zona.oburzona

Od czasu, gdy  dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży, stałam się zdecydowanie bardziej wrażliwa. Stan ten utrzymuje się po narodzinach  Córkonii. Szczególnie emocjonalnie reaguję, gdy widzę dzieci, słyszę dzieci lub też informacje o dzieciach. Zwłaszcza tych malutkich.

Kładę się wieczorem obok Inspiratora, widzę, że ogląda na swoim smartfonie film. Kątem oka dostrzegam na ekranie niemowlę.

Żona Oburzona: Ooo! Dzidziuś! Jaki ładny, co to za film z dzidziusiem?
Mąż Inspirator: Kochanie, to "Omen".

...bo mnie nie podbudował

zona.oburzona

Jakiś czas temu wróciłam do krótkich włosów. W takich fryzurach czuję się zdecydowanie najlepiej. Do długich nie mam ani  cierpliwości, ani... talentu, by zaplatać z nich  ciekawe warkocze, czy układać misterne koki.  Ale też wiele osób podkreśla, że jednak do  mnie pasują zdecydowanie krótkie fryzury.

Kiedyś myślałam, że krótkie włosy  to krótkie włosy. Dopiero urlop macierzyński stał się okazją do zmiany poglądu. Oznajmiłam bowiem swojej fryzjerce, że teraz możemy nieco bardziej poszaleć. Skoro nie muszę przed nikim uchodzić za osobę super profesjonalną, to moja głowa może  wyglądać nieco bardziej zadziornie. Zaczęło się od fryzury porodowej.  Tak nazwałam krótką fryzurkę, która miała mnie uwolnić na czas pobytu w szpitalu chociaż od jednego stresu: czy włosy mi nie sterczą? Potem poprosiłam o większe niż poprzednio wygolenie przy uszach. Potem o króciutką grzywkę. A ostatnio wróciłam niby z krótkim ścięciem, ale takim, które mogę jeszcze odpowiednio ułożyć w zależności od tego, jak bardzo niegrzecznie chcę wyglądać. I okazało się, że najbardziej odpowiada mi ta najmniej ułożona wersja.

Jest jeden kłopot. Nie do końca czuję się pewnie w takim uczesaniu, gdyż nigdy czegoś takiego nie miałam na głowie. Już mi mama rzuciła: a co ty masz na głowie? Inne osoby jakoś specjalnie nie reagują, więc zakładam, że mogę nie robić dobrego wrażenia. Ale przy tym czuję się w nim  rewelacyjnie! Jakoś tak inaczej, drapieżniej. No ale chciałoby się też czasem usłyszeć jakieś dobre słowo na temat włosów, prawda? Poza tym od zawsze miałam lekki kłopot z pewnością siebie. I tak walczę sama ze sobą,  odważyć się i  czesać odważnie? Czy wrócić do grzecznej wersji samej siebie?

Swoimi rozterkami podzieliłam się z Inspiratorem.

Żona Oburzona: I naprawdę myślisz, że mogę chodzić tak uczesana?
Mąż Inspirator: No pewnie, że tak!
Żona Oburzona: A nie wyglądam za głupio?
Mąż Inspirator: No co ty. A jakbyś pływała w morzu, to mogłabyś robić za rekina.

Tak. Elementem mojego nowego uczesania jest wcale nie taki malutki irokez.

Zarwana noc

zona.oburzona

Gdy przeczyta ten tytuł ktoś, kto nas zna, wybuchnie śmiechem. Zarwana noc w naszym wypadku to sytuacja, gdy Córkonia obudzi się więcej niż raz (w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zdarzyło się to dwukrotnie) lub też czas jej aktywności przekracza pół godziny. I ostatnio mieliśmy taki przypadek: Córkonia nie spała od 4 do 6. Z czego mniej więcej godzinę zajął jej płacz...

Następny dzień nie był łatwy. Nieprzyzwyczajeni do takich ekscesów rodzice niewyspani, powieki nam co rusz same opadały. Ja w wolnych chwilach byłam w stanie tylko bezmyślnie gapić się w telewizor. Zawodowa działalność Inspiratora była w tym dniu powolna i mało efektywna. Oboje łapaliśmy się na tym, że nie bardzo kojarzymy, co zaplanowaliśmy sobie na ten dzień. Mieliśmy też poważne luki w pamięci i nie umieliśmy sobie przypomnieć, co robiliśmy wczoraj.

I w związku z tym żal mi ludzi, którzy nie mogą spać. A sen przecież potrzebny jest. Mózg się musi zregenerować, ciało odpocząć. Bez odpowiedniej dawki snu nie da się normalnie funkcjonować, a tym bardziej realizować obowiązków służbowych.

Kto wie, czy to nie brak snu spowodował trudności w przeliczeniu uchodźców jednej z narodowości, przebywających na terenie Polski? Może niewyspanie jest przyczyną halucynacji, podczas których czuje się swąd szatana? Myślę też, że wyspany człowiek nie wypowiadałby słów, z których można wysnuć wniosek, że ktoś inny jest stręczycielem. Być może gdyby nie brak snu pewien jegomość pamiętałby, że przed chwilą już był w telewizji i nie pojawiałby się tak często przed kamerami. A wyspani ludzie nie wpadliby pewnie na pomysł, by państwo dofinansowało prywatną uczelnię, która w związku z tym, że jest prywatna, nie jest państwowa.

Wolałabym, żeby ludzie, od których zależy rzeczywistość, w jakiej żyję, wysypiali się. Przecież mogą zrobić coś bezmyślnie, przez pomyłkę, mogą nie kojarzyć faktów i konsekwencji swoich decyzji. Ciężko się czyta ze zrozumieniem, gdy marzy się tylko o tym, by spać. 

No ale przecież ktoś na pewno nad tym czuwa. I w razie czego powie: co wy robicie? I taki niewyspany człowiek będzie się mógł otrząsnąć i podnieść rękę wtedy, kiedy trzeba. Nawet nie będzie musiał myśleć...

Paradoks macierzyństwa

zona.oburzona

Od rana jesteś sama ze swoim dzieckiem. W połowie dnia zastanawiasz się, skąd wziąć siłę na ciąg dalszy. Dzidziuś marudzi, wyraźnie daje Ci do zrozumienia, że nie pasuje mu żadna z Twoich propozycji. Nagle wypracowany tygodniami dotąd satysfakcjonujący rozkład dnia w ogóle się nie sprawdza. 

Kiedy wydaje Ci się, że dziecko jest głodne, karmienie kończy się zaśnięciem lub rykiem i zdecydowanym odepchnięciem piersi/butelki. Kiedy się naje, pobawi i zaczyna ziewać, odkładasz je do łóżeczka, po czym słyszysz wycie. Smoczek jest be, intrygująca dotychczas zabawka jest be. I mama jest be. Kiedy zaśnie, a ty zabierasz się za mycie łazienki, po kilku minutach znowu słyszysz rozpaczliwy płacz. Dlaczego? Nie masz zielonego pojęcia.

Przez głowę przelatują Ci różne pomysły: może wystawić dziecko na balkon? Zamknąć drzwi jego pokoju z drugiej strony? Zadzwonić po babcię? Po pogotowie? Egzorcystę?

Wieczorem wychodzisz na lekcję języka obcego. Wyrywasz się pół godziny wcześniej, zatem udaje Ci się przysiąść w cukierni przy kawie i ciastku. Masz czas tylko dla siebie w sam raz, aby oderwać się od rzeczywistości, zrelaksować się, zapomnieć o ciężkim dniu. Możesz czytać, możesz zadzwonić do przyjaciółki. Możesz po prostu pić swoje ulubione latte i zachwycać się smakiem ulubionego ciasta.

A co robisz? Bierzesz do ręki komórkę i... oglądasz kilka setek zdjęć własnego dziecka. Tego samego, przez które kilka godzin temu chciałaś sobie wyrwać włosy z głowy, byle przestało emitować jęki.

W takim dniu lepiej nie wybieraj się na poszukiwanie nowych spodni lub zimowej kurtki na wyprzedażach. Najprawdopodobniej wrócisz z kolejnym pajacykiem lub niemowlęcym dresikiem, sobie nie kupisz nic.

I nie jedź, na litość boską, w odwiedziny do koleżanki. Zamiast spędzić z nią urocze chwile, będziesz się zastanawiać, co dziecku z tej wycieczki przywieźć w prezencie.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci