Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Myślenie pozytywne

zona.oburzona

Jak wiadomo, pozytywne myślenie czyni cuda. Pokonuje nieuleczalne choroby. Jest źródłem sukcesu na trudnych egzaminach. I spełnionych marzeń. Zatem trzeba myśleć pozytywnie, trzeba być dobrej myśli.

W historii połączeń mojego telefonu ostatnio jest dość sporo pozycji. Dzwonią krewni i znajomi, dzwonię ja. Podczas większości rozmów słyszę z grubsza to samo.

Musisz myśleć pozytywnie, to jedyne co możesz teraz zrobić.

Nie martw się i myśl pozytywnie.

Nie zadręczaj się, musisz myśleć  pozytywnie.

Czy pominęłam jakąś kombinację?

Jak sądzicie, jak proste jest pozytywne myślenie w sytuacji, gdy Wasze obawy dotyczą najważniejszej dla Was sprawy? Na ile pozytywne myślenie  jest rzeczywiście pozytywne, skoro zna się fakty i ich możliwe skutki?

Ach, oczywiście, że pominęłam jakąś kombinację.

Myśl pozytywnie. Na pewno wszystko będzie dobrze.

Paradoksalny efekt jest taki, że mój optymizm zmniejsza się coraz bardziej. A przecież wystarczyłoby delikatnie zmodyfikować słowa tak, jak robią to niektórzy bliscy. Efekt będzie zupełnie inny.

Rozumiem, że się martwisz, to naturalne w tej sytuacji. Ale wierzę, że wszystko będzie dobrze.

Uspokajam Was od razu, że jeszcze nic strasznego się nie wydarzyło. Pojawiło się pewne ryzyko, zatem im więcej zaciśniętych kciuków, tym lepiej. Dobra?

Post scriptum

zona.oburzona

Mąż Inspirator nadrabia zaległości i czyta moje wpisy z ostatnich kilku tygodni. Ja mu zaglądam przez ramię i sprawdzam, co aktualnie czyta.

Mąż Inspirator: Kochanie, może przed wizytą u lekarza byś poszła do fryzjera, żeby Ci te włosy na szyi podgolił?
Żona Oburzona: A co, myślisz, że wtedy powie mi, że ładnie wyglądam?

...bo mnie porównał

zona.oburzona

Taki czas ostatnio, że wieczorem niewiele się chce. Czasem idziemy na spacer, czasem jedziemy do mojej ulubionej lodziarni, gdzie z racji ciąży jestem obsługiwana poza kolejką, rozpoznawana od progu, a czasem niektóre panie trafnie przewidują, jakie smaki wezmę.

A czasem w taki wieczór po upalnym dniu Inspirator łapie się za pilota i przerzuca kanały. Tym sposobem ostatnio obejrzeliśmy odcinek  teleturnieju Jeden z dziesięciu.

Padło pytanie o wodnego ssaka:

Mąż Inspirator: Delfin!
Żona Oburzona: Bóbr!
Mąż Inspirator: Kochanie! Bóbr? No co Ty?
Żona Oburzona: No co, przecież pływa.
Mąż Inspirator: Ty też pływasz, a nie jesteś ssakiem wodnym.
Żona Oburzona: Ale on pływa dużo!
Mąż Inspirator: A kłoda drewna to też ssak wodny?

Ja się popłakałam ze śmiechu. A Inspirator uznał, że mogę się równać z tymi uczestniczkami Familiady.

 

Propozycja

zona.oburzona

Jedna z moich koleżanek z pracy znalazła dla mnie sposób na walkę z nudą i nadmiarem czasu:

Koleżanka: Ty powinnaś bloga prowadzić. Mógłby być kulinarny, takie fajne ciasta pieczesz. Albo parentingowy (jeny, co za beznadziejne słowo!). Albo jakikolwiek, Tobie pisanie dobrze idzie!

I co Wy na to?

Do kulinarnego nie mam zacięcia, parentingowy mnie nie kręci. Pozostanę przy moim "jakimkolwiek" :)

Bilans

zona.oburzona

Za mną kilkanaście dni tzw. siedzenia w domu, czyli przebywania na zacnym L4 z literką B. Jak wszystko ta sytuacja ma swoje plusy i minusy.

Plusy:

  • nadrabiam zaległości towarzyskie,
  • dużo więcej czytam, niż w ostatnich miesiącach,
  • jem regularnie i zdrowo,
  • dużo wypoczywam, przede wszystkim sposobem na kuracjusza w sanatorium dla gruźlików, czyli balkon, leżak i ewentualnie w razie potrzeby koc,
  • dopieszczam dom na różne sposoby (teraz na tapecie łazienka);

Minusy:

  • są chwile, kiedy... nudzi mi się,
  • większość moich aktywności to jednak domowa krzątanina, która jakoś nigdy nie stanowiła mojego życiowego powołania,
  • mam wrażenie, że czuję się słabsza przez to, że więcej odpoczywam;

Podstawowym minusem jest to, że brakuje mi pracy. Wiem, że to dziwnie brzmi. Wiem, że pewnie sobie myślicie: to minie. Że kiedy pojawi się dziecko, wszystko inne przestanie być ważne. Że zmieni się mój punkt widzenia i wcale do pracy nie będę chciała wracać.

Sęk w tym, że ja wcale nie chcę, by moje podejście się zmieniło. Póki co utwierdzam się w przekonaniu, że wybrałam odpowiednią dla siebie drogę. Inną niż niektóre znane mi osoby, które w domu spędziły kilka ładnych lat lub całe dorosłe życie. Czuję, że dla mnie nie byłoby to dobre. A jeśli nawet za 1,5 roku nie będzie mi się chciało wracać do pracy, to podejrzewam, że nie ze względu na całkowitą zmianę obszaru zainteresowań, ale z powodu odzwyczajenia się od rytmu praca - dom.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci