Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Chwile, gdy dotykasz upływu czasu

zona.oburzona

Niedawno przebiegłam przez nasz Rynek. Mieszkańcy korzystali z przepięknej pogody. Tłumy spacerowały, siedziały na ławkach, czekały na znajomych. Dzieci podziwiały olbrzymie bańki mydlane, starsze naciągały rodziców na lody. Duże prawdopodobieństwo, że się kogoś spotka.

I mi mignęła znajoma - koleżanka z równoległej klasy z liceum. Moja niezawodna pamięć do twarzy podpowiada w takich sytuacjach bez pudła. Dodatkowo przypomniałam sobie, że ta dziewczyna jako jedyna z naszego rocznika zdawała maturę gdzieś pomiędzy porodem a 1 urodzinami jej pierwszego dziecka...

Uśmiechnęłam się, ale mnie nie zauważyła, pogrążona w rozmowie z młodą dziewczyną.

I wtedy mnie zmroziło. Uświadomiłam sobie, że jej towarzyszka, wyglądająca na studentkę, to najprawdopodobniej jej córka...

...bo nie wiem, na jakim świecie żyje

zona.oburzona

Miasto powyżej 500 000 mieszkańców, XXI wiek. Ona, on i ono. I dialog:

Mąż Inspirator: No i byłem w tym żłobku obok nas, ale sam nie wiem, ten językowy były chyba lepszy.
Żona Oburzona: Ale ten językowy jest droższy.
Mąż Inspirator: No a ile kosztuje?
Żona Oburzona: Patrzyłam niedawno na cennik, w zależności od ilości godzin i posiłków tak gdzieś 800-1000 złoty.
Mąż Inspirator: 1000 za semestr? To wcale nie tak dużo.
Żona Oburzona: Za semestr? Żartujesz? Za miesiąc!
Mąż Inspirator: Za miesiąc? To żłobek kosztuje tyle, ile opiekunka? Bez sensu.

Niezły dowcip, nie? 

Przecieram oczy...

zona.oburzona

Nie pojmuję. Z tygodnia na tydzień jest coraz gorzej z poziomem mojego rozumienia bieżącej sytuacji społeczno-politycznej. O co tu chodzi? 

Szkoła, prawo, przyroda, medycyna... Po tym już walec przejechał. Miażdży też wizerunek naszego państwa. I chociaż wiem, że dla wielu 500+ waży zdecydowanie więcej, niż Trybunał Konstytucyjny (świetnie wytłumaczył to kiedyś Robert Biedroń w jednym z wywiadów), to jednak nie rozumiem, jak dla nie aż tak wielkiego strumyczka pieniędzy (który nawiasem mówiąc kiedyś przyschnie), można godzić się na taką destrukcję.

Jechałam ostatnio przez Polskę, minęłam kilka nieruchomych wiatraków. W swoim mieście natknęłam się na puste miejsca po drzewach. Wizja przyszłości jest bardzo smutna.

Słucham tego małego, zaciętego człowieczka i nie dziwi mnie już nic, co wypluwa. Ale te całe zastępy jego bezkrytycznych wyznawców mnie jednak szokują. 

Liberum veto do niczego dobrego Polski nie doprowadziło, ale nie tej historii będą uczyć w szkołach. Pewnie moje dziecko przeczyta kiedyś w podręczniku, jak to nasza premier pokazała siłę, ustawiając do pionu całą Europę. A dla mnie to, co się dzisiaj wydarzyło, to nieudolne i śmieszne machanie szabelką.

 

Jak co roku...

zona.oburzona

Tu, tu, tu, tutu i tu już pisałam, co o tym wszystkim sądzę. W tym roku w związku z jakże świetną, wspaniałą i cudowną dobrą zmianą toczącą jak nowotwór rzeczywistość w moim kraju, sądzę tak samo i to jeszcze dziesięć razy mocniej. Obejrzyjcie, co Play przygotował dla WOŚP - ja też oprócz przelewu i drobniaków do puszki oglądam. Przecież musi być rekord, jak co roku!

 

Nowy wymiar macierzyństwa

zona.oburzona

Ach ta paleta uczuć związanych z byciem mamą! Zalewająca serce fala miłości, gdy zobaczyłam Córkonię po raz pierwszy. Strach, gdy patrzyłam na nią przez szybę inkubatora. Wzruszenie, gdy po raz pierwszy mogłam ją przytulić. Współczucie, gdy widziałam, że coś ją bolało, a ja mogłam ją tylko przytulić. Pierwsza złość, gdy długo nie mogła zasnąć... I wstyd, bo jak mogłam złościć się na takie maleństwo?

Niedawno do tej listy dołączyło poczucie winy. 

W łóżeczku Córkonii od pierwszych dni zamieszkał dziwny Pluszak. Milusi, choć trochę straszny, z długimi i cienkimi łapkami. To ostatnie było akurat kluczowe, ponieważ nasza córeczka mogła bez przeszkód złapać go swoimi malutkami rączkami. Na początku robiła to odruchowo podczas zasypiania. Głaskała jego pyszczek, gaworzyła do niego. Z biegiem czasu okazało się, że Pluszak jest niezbędny, by nasze dziecko udało się w objęcia Morfeusza. Co więcej, kiedy miała Pluszaka, rodzic mógł oddalić się od łóżeczka. Przytulany Pluszak stawał się też lekarstwem na ból po szczepionce i inne dramaty niemowlęcego życia. Od miesięcy wiemy, że kiedy Córkonia bierze do rąk Pluszaka, zbliża się czas drzemki. 

I ja tę ukochaną zabawkę mojego dziecka zgubiłam!

Wieczór był straszny. Inspirator próbował uśpić Córkonię, ja szukałam zabawki. Nawet kupiłam jej nowego misia, durna byłam, przecież było oczywiste, że to nie załatwi sprawy. Na szczęście takiego samego Pluszaka posiada synek kuzynki, wspaniałomyślnie Córkonii pożyczył. Dopiero wtedy, kiedy późnym wieczorem go przywiozłam, spokojna zasnęła... 

O sile poczucia winy niech świadczy fakt, że przez godzinę biegałam po parkingu i sklepach centrum handlowego, w którym zgubiłam Pluszaka. Ciekawe, jak na mnie patrzyli ludzie, których o zabawkę pytałam. Matka szalona? Czy bardzo kochająca?

 

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci