Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Idą

zona.oburzona

Co roku w grudniu tak się dzieje. Niby planuję Wigilię, jakieś prezenty już kupuję, grzańca na jarmarku świątecznym wypiję, ale jeszcze nie dociera do mnie, że Boże Narodzenie tuż, tuż. Aż w końcu przychodzi jakiś moment, który uzmysławia mi, że ulubiony okres w roku już się zaczął.

W tym roku ten moment nastąpił w dniu dzisiejszym, kiedy to wyszłam z domu, by zakupić cukier puder, a wróciłam po czterech godzinach, mając na koncie wizytę w hipermarkecie na K, na T, tzw. galerii i oldskulowym centrum handlowym, w którym można znaleźć różne użyteczne rzeczy, rzadko spotykane w innych miejscach. Nie kupowałam prezentów, bo te prawie wszystkie już mam. Tym razem skupiłam się na światełkach, dodatkach do pakowania, wstążkach do  stroików świątecznych i szmatkach, które zamierzam ładnie ułożyć na wigilijnym stole. I jak to wszystko przywlokłam, na poręczy schodów zamontowałam choinkowe lampki*, to wreszcie zrozumiałam, że to  naprawdę już niedługo i wpadłam w lekką panikę. Stan nieprzypadkowy, w tym roku po raz pierwszy gościmy rodzinę na Wigilii u nas.

Tłumy w galerii handlowej nawet mnie nie zmęczyły, o dziwo. Dotkliwszym doświadczeniem było chodzenie. Przecież idąc po cukier puder, nie dba się zazwyczaj o to, by buty były wygodne. Jednak nie ma tego złego...  Jak wiemy, potrzeba jest matką wynalazku. I przyszedł mi  do głowy pomysł na biznes, który mógłby być przebojem i wyobraźcie sobie, że podzielę się tym pomysłem z Wami zupełnie za darmo, bierzcie, realizujcie i zarabiajcie. Co powiecie na wypożyczalnię hulajnóg w dużych galeriach handlowych?

Wrócę jeszcze na chwilę do kwestii prezentów, bowiem potrzebuję Waszej pomocy w wymyśleniu prezentu dla Teściowej. Mam już dla niej dwie rzeczy, raczej praktyczne. Bo moja Teściowa to bardzo praktyczna osoba. Pracowita, nie umie odpoczywać, ciągle robi coś dla innych. Chciałabym dorzucić jej jakiś drobiazg. Nie za drogi, ale bardziej osobisty. Macie jakieś pomysły?

gwiazda

 

*w naszym domu taka instalacja nosi nazwę nadaną przez Inspiratora: świąteczna wiocha.

Zmiana dekoracji*

zona.oburzona

Listopad, oszust jeden, dał nadzieję, że pięknie może być już zawsze.  I człowiek naiwnie myślał, że może zima w tym roku przezimuje gdzie indziej. Nic z tego. Dochodzą mnie jakieś słuchy, że w innych  regionach już biało. Tutaj póki co mamy szron o poranku, chociaż wieczorem  nieśmiało padało z góry coś, co na pewno deszczem nie było.

Rower nadal w użyciu. Chociaż co rano, gdy objeżdżam  mój nieduży bloczek,  mówię sobie, że wracam do domu  po kołdrę. Budynek bowiem postawiono jakoś tak nieszczęśliwie, że się za winklem spotyka chyba z pięć bardzo intensywnych  prądów powietrznych. Zimno uderza w policzki, mrozi nierozgrzane  jeszcze mięśnie. Pierwsze pięć minut walczę sama ze sobą, potem jest już tylko lepiej. A w pracy już od wejścia odpowiadam na pytania: dzisiaj też na rowerze? Nie zmarzłaś? Oszalałaś?! No i już mam motywację do następnej  przejażdżki. Zawsze chciałam być szalona. A że nie jestem, to niech przynajmniej  o  mnie tak mówią.

No a w charakterze mobilizatora poza kolegami z pracy występuje też Bożena,  za co gorąco jej dziękuję. No bo skoro Bożena może, to czemu ja nie?

 szron1

*Tym razem nieco inny tytuł. Jakbym  wpisała "droga do pracy", to  pewnie mało kto chciałby to  zowu czytać...

 

 

Jeszcze potrafi zaskoczyć

zona.oburzona

Mikołaj co roku odwiedza nas w specyficzny sposób. Podrzuca jedynie drobiazgi, a zasadnicze prezenty przynosi nam Gwiazdor. Do Mikołaja wraz z częścią rodziny piszemy krótkie bileciki, więc ułatwiamy mu w tym dniu działanie  - każdy dostaje jeden prezent: niespodziankę  lub jakieś konkretne zamówienie. Wspomniane bileciki rozlosowujemy.

Nie spodziewałam się zatem dzisiaj żadnych szaleństw,  tym bardziej, że spotkanie z uczestnikami losowania dopiero się odbędzie. Wyszłam z domu rano na cały dzień. Inspirator podrzucił  mi  jeszcze  kilka pomysłów na to, co  mogłabym zrobić poza domem. Jak się okazało, chodziło mu po prostu o to,  by jak najdłużej mnie nie było.  Gdzieś w tak zwanym  międzyczasie oznajmił,  że będzie mnie czekała niespodzianka.  Nie spodziewałam się niczego konkretnego. Może ulubione piwo i chipsy? Kolacja?

Tymczasem okazało się, że w tym roku mój Mikołaj miał pełne ręce roboty. Podejrzewam, że nawet musiał zdjąć swój czerwony kubrak, żeby się za bardzo nie spocić. Otóż kiedy wróciłam do domu, w przedpokoju  -  dotąd zawalonym torbami z ikei i walającymi się luzem butami - stoi  przepiękna szafa, na której montaż czekaliśmy. Szalony Inspirator, gdy tylko pytałam, kiedy pan od szafy zamierza ją zamontować,  odpowiadał, że jeszcze nie wiadomo. Nie miałam nawet cienia podejrzenia, że niespodzianka=szafa.

Dziękuję bardzo Mikołajowi :)

Zgodność charakterów

zona.oburzona

Kurz jest  zadziwiającym stworzeniem. No nie patrzcie tak, jak nie jest żyjątkiem, skoro żyje? Kurz się przemieszcza, fruwa, zagnieżdża, formuje się w kłębuszki i rośnie. Jest niczym najbardziej znienawidzony insekt. Jest też taki... akameleoniczny. Mógłby się jakoś tak wtapiać w rzecz, na którą opada. Tymczasem czarne meble pokrywają się jasną warstwą. A na naszych  białych meblach w sypialni osadza się czarny, znakomicie widoczny pył.

Któregoś wieczora leżeliśmy już w sypialni, ja czytałam, leżąc na brzuchu. I zauważyłam na ramie łóżka oraz na wezgłowiu kurz. Przykuł skubany moją uwagę.

Mąż Inspirator: Co ty tam masz, czym się tak bawisz?
Żona Oburzona: A kurz zauważyłam. Strasznie się go nazbierało.
Mąż Inspirator: No rzeczywiście. Sporo. Ale tu się kurzy.
Mąż Inspirator i  Żona Oburzona (jednocześnie i jednogłośnie): Jutro pościeram kurze!

Zanim  się zachwycicie tą niewątpliwą synchronizacją myśli i wypowiedzi, dodam, że kurzy nie starło następnego dnia żadne z nas.

...bo nie zna historii mody

zona.oburzona

Inspirator bawi się pilotem, sprawdza, co gdzie nadają, co jest w zasadzie czynnością skazaną na porażkę. W telewizji  bowiem nie ma nic ciekawego. Czasem trafi się jakiś film, ale zazwyczaj jest on powtórką.  Filmowe kanały do perfekcji opanowały sztukę żonglowania ograniczonym zestawem pozycji, rzadko emitując akurat te, na których by mi zależało.  

Mąż Inspirator: O, film dla ciebie. "Coco Chanel".
Żona Oburzona: Widziałam, byłam na nim w kinie.
Mąż Inspirator: Coco Chanel... A co to w ogóle jest?
Żona Oburzona: Nie co, tylko kto. Projektantka mody. Zrewolucjonizowała modę damską. Dzięki niej nosimy spodnie.
Mąż Inspirator: No i po co. Niewygodnie wam sikać. I majtki musicie nosić.

Hmm... Nie macie wrażenia, że nie tylko nie zna historii mody, ale ma również osobliwe zdanie na temat funkcji poszczególnych elementów garderoby?

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci