Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

...bo kiepsko zna moje ulubione filmy z dzieciństwa*

zona.oburzona

No nie, nie mogę się powstrzymać. Ilekroć leci na jakimś kanale, a ja nie mam nic lepszego do roboty, zasiadam przed telewizorem i oglądam. Oglądam, chociaż fabuła jest mało przekonywująca, a dialogi niedobre... bardzo niedobre dialogi są. Jedynie muzyka jak dla mnie się broni. Kiedyś patrzyłam jak w obrazek przede wszystkim dla niego. Po 25 latach również ideał męskiej urody mi się zmienił, a nie tylko oczekiwania kinematograficzne.

No więc siedzę, oglądam, Inspirator dzielnie towarzyszy.

Mąż Inspirator: A kiedy ją puknie? Przy lepieniu dzbanka?

...bo chce, żeby Córkonia jak najdłużej pozostała dzieckiem

zona.oburzona

Dumni rodzice szaleją. Tzn. my szalejemy, a szaleństwo oznacza w tym wypadku dwie zabawy urodzinowe* z okazji ukończenia przez Córkonię pierwszego roku życia. A jak impreza, to wiadomo, jaki kobieta ma podstawowy problem. W przypadku urodzin córki problem jest podwójny: w co się ubrać? W co ubrać dziecko?

Odpowiecie na pewno: jak to w co? W jakąś uroczą sukienusię! Otwieram malucią szafeczkę z malucimi wieszaczkami i wzdycham, patrząc na rząd uroczych niemowlęcych sukienek. Jest to jednak strój dla Córkonii absolutnie nieodpowiedni, gdyż uniemożliwia zdobywanie przestrzeni. Nabyłam zatem specjalnie na tę okazję uroczy komplecik: granatowe legginsy w kwiecisty deseń i tunikę białą z falbanką oraz koronkowymi ozdobami. 

Pokazuję zdobycz Inspiratorowi:

Żona Oburzona: I co sądzisz? Nie tak strojnie, jak w sukience, ale chyba wystarczająco. A przede wszystkim będzie jej wygodniej raczkować.
Mąż Inspirator: To? Przecież ona będzie w tym staro wyglądać. Tak się ubierają babcie, które grają w bingo!

*Czy ja pisałam tu kiedyś, zanim byłam w ciąży, o tym, jak bardzo bawią mnie wypasione imprezy dla maluchów? No to mam :) 

Szaleństwo zapisane w genach

zona.oburzona

Mieszkanie wygląda tak, jakby przed chwilą ktoś się tu włamał i szukał czegoś cennego. Zabawki wymieszane z płytami cd, sztućcami, tekturowymi pudełkami po kosmetykach  Dodatkowo złodziej przygotował sobie posiłek, pozostawiając mnóstwo brudnych naczyń i pustych opakowań po półproduktach. W łazience rozwinięta rolka papieru toaletowego, którego strzępy walają się po podłodze. 

Córkonia śpi. Ja siedzę i nawet patrzeć na to wszystko nie jestem w stanie. Zrobiłam sobie herbatę, przyniosłam książkę, której lektury jestem bardzo ciekawa, to efekt wakacyjnych wojaży. Ale intuicja mi podpowiada, że niewiele z tego wyjdzie. Mój wieczór, o którym myśl podtrzymywała mnie przez cały dzień, zakończy się zapewne tak szybko, jak się rozpoczął. 

Taki stan będzie się utrzymywał przez najbliższy tydzień, ponieważ Inspirator wziął i wyjechał bardzo daleko stąd. Jest zatem spora szansa, że zwariuję, albo któregoś dnia padnę i nie wstanę na skutek ciągłego nadążania za naszym dzieckiem. 

Córkonia jest kochana, ale szalona. Porusza się po schodach, wspina się na pchacz interaktywny, by stojąc na nim, wleźć na sofę, raczkuje po betonie, kamieniach i wystających korzeniach drzew. Włazi w szczeliny między meblami, na półkę kawowego stolika. Wróżę jej karierę alpinistki lub grotołazki. Na razie aktywność fizyczną przedkłada nad rozrywki intelektualne.

Ale czego innego spodziewać się po dziewczynce, której tatuś w wieku trzech lat potrafił, w porze dziecięcej drzemki, opuścić domek kempingowy przez okno i wybrać się samotnie na plażę? I której mamusia w wieku dwóch lat wędrowała po kanapach, wersalkach, fotelach, z upodobaniem wspinając się na ich oparcia oraz na meble stojące za nimi?

Kolejna scena

zona.oburzona

Wyglądamy sobie z Córkonią przez okno. Patrzymy na kołyszące się w rytm wiatru drzewa, pracowników firmy budowlanej, stawiających naprzeciwko nas nowy blok, szczekające psy i klientów wychodzących ze sklepu. Przechodzi też mama, prowadząca za rękę rozpaczliwie płaczące dziecko. Mieszkamy nisko, więc dobrze słyszę, co mówi dorosła kobieta do mniej więcej trzyletniej dziewczynki: rozumiesz, że musiałam Cię tak mocno ścisnąć za rękę, żebyś wiedziała, że źle zrobiłaś?

Pewnie nie można było wytłumaczyć dziecku, dlaczego jego działanie jest złe. Bo za małe, nie zrozumie, nic nie dotrze do tej małej łepetyny. Ale można temu samemu dziecko wytłumaczyć, że sprawiło mu się ból w imię wyższej konieczności, ukarania za to, co zrobiło źle. Małe, nierozumiejące, ale to pojmie na pewno. 

Scena

zona.oburzona

Idę moim ulubionym parkiem, przede mną w wózku dokazuje Córkonia. Krążę po jego bardziej zapuszczonych rejonach. Na ścieżce znajduje się chyba pozostałość po jakiejś cmentarnej bramie: dwa betonowe słupki. Zbliżam się do nich, możliwości są dwie: albo przejdę między słupkami, albo bokiem, gdzie trawa już dawno została wydeptana. 

Tą samą ścieżką na spacer podąża dziadek z kilkuletnim wnuczkiem. Wnuczek kopie piłkę, co chwilę podaje do dziadka, ewidentnie rozgrywa się tu jakiś mecz. Chłopiec podbiega do słupków i wesoło krzyczy:

-Przepraszam panią, ale tędy nie można przechodzić, tutaj jest moja bramka!

Z uśmiechem odpowiadam, że nie wiedziałam, ale skoro tak, to już skręcam i nie przeszkadzam. Wózek kieruję na bok, by nie przeszkadzać przyszłemu Błaszczykowskiemu.

A co na to dziadek? Dziadek jest oburzony.

-Co ty mówisz? Co ty robisz? Nie wolno tak! 

Mój uśmiech i wyjaśnienia, że przecież zostałam grzecznie poproszona, niewiele pomogły, dziadek nie zwrócił na to większej uwagi.

Wytłumaczcie mi, o co tu chodzi.

Nie wolno grzecznie o coś poprosić? 
Nie wolno się bawić w przestrzeni publicznej?
Nie wolno zadbać o realizację własnego pomysłu? 

Życzyłabym sobie, by Córkonia potrafiła tak o siebie zawalczyć, nawet w drobnych sprawach.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci