Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Po długim czasie... nowa scena

zona.oburzona

Była taka i taka. A dzisiaj?

Jechałam tramwajem, takim nowoczesnym. Na środku wagonu po jednej stronie rząd krzeseł, po drugiej stronie miejsce na bagaże, w zatłoczonym pojeździe robiło za ławę. Siedział tam ojciec z mniej więcej trzyletnim synkiem, obok inny pasażer. Chłopczyk przytulał się do swojego taty, trochę się kręcił. W pewnym momencie pasażer zaczął zaczepiać chłopca.

A to zrobił głupią minę. A to połaskotał. A to podszczypywał. Łapał za stópki. Chłopczyk jakoś się nie zachwycił. Wykręcał się, co jakiś czas wystawiał w kierunku faceta język. Wtulał się w tatę, odwracając od pasażera głowę.

Pasażerowi chyba się nudziło, bo dopóki nie wysiadł, zaczepiał chłopca mimo jego oporu. Ojciec zdobył się jedynie na skarcenie syna za wystawianie języka, chociaż widziałam, że czuł się nieswojo.

Domyślam się, że to nie jest łatwe. W naszej głowie zatłoczony tramwaj  to zbiorowisko oceniających spojrzeń i nieprzychylnych komentarzy. Trzeba mieć siłę, żeby być asertywnym, nawet jeśli zupełnie się nie zna upierdliwego współpasażera, który zaczepia nasze dziecko.

Dlatego zaczynam trenować taką wypowiedź:

Proszę Pana/Pani, mojej córce nie podoba się, że ją Pan/Pani zaczepia. Proszę przestać. 

 

 

Rybka Płetwaczka i obce języki

zona.oburzona

Rybka Płetwaczka kilka miesięcy temu powróciła do stawu. Woda ta sama, ale zmienił się nieco obszar, w którym pływa. Spotyka teraz nieco inne stworzenia. Teoretycznie wszyscy są z tego samego stawu. Teoretycznie wszyscy używają tego samego języka. Ale...

Bardzo szybko po powrocie Płetwaczka dowiedziała się, że musi czelendżować - siebie i innych. Puszować, jeśli inni nie robią tego, co powinni. Forłardować informacje, jeśli inni powinni je znać. Ma być drajwerem, a czasem może przygotować jakiegoś propsa. W niektórych sytuacjach liczy się też krosowe podejście. 

Płetwaczka potrzebuje zatem skilsów. Oczywiście na różnych lewelach. Może liczyć na wsparcie innych rybek. Jeśli ktoś jest ołnerem tematu, może poprosić go o szering nołledż. Jeśli nie uda się spotkać fejs-tu-fejs, pozostanie kol. W stawie jest przecież wiele użytecznych tulsów.

Płetwaczka zawsze lubiła rybomowę, ale rozumiała też, że musi się ona zmieniać wraz z upływem wody w stawie. Jednak to, co teraz musi wysłuchiwać codziennie, wydaje się być grubą przesadą...

Wyobraźcie sobie, że...

zona.oburzona

...macie rewelacyjnego laptopa. Któregoś dnia przychodzą znajomi. Są zachwyceni Waszym sprzętem. Od razu bez pytania biorą do rąk, włączają, najchętniej bawiliby się nim cały wieczór lub nawet wzięli do domu.

Zgadzacie się? 

...Wasze nastoletnie dziecko za zaoszczędzone pieniądze kupiło sobie iPhone'a. Jest zachwycone. Przychodzą do niego znajomi, rzucają się na sprzęt. Wieczorem okazuje się, że Wasze dziecko pożyczyło liPhone'a koledze, bo kolega chciał.

Cieszycie się?

...Wasze dwuletnie dziecko bawi się swoim ulubionym pluszakiem. Wszędzie z nim chodzi, często przytula, pokazuje zabawce cały świat. Podchodzi do niego inny dwulatek i zabiera Waszemu dziecku pluszaka.

Jak reaguje Wasze dziecko - wiadomo. A co mówicie Wy?

Nie bądź takim egoistą
Podziel się.
Daj się koledze pobawić.
Ona tylko chce pożyczyć.

Pewnie pomyślicie, że pluszak to nie to samo, co laptop, czy iPhone. W Waszych oczach rzeczywiście nie, ale w oczach dwulatka...

Ostatnio Córkonii rówieśnik zabrał jej ulubione zwierzątko na sznurku. Zapytałam: kochanie, zdenerwowałaś się, nie chcesz, żeby chłopczyk bawił się Twoim pieskiem? To podejdź do niego i weź pieska, to Twoja zabawka. 

Co na to mama chłopca? Synku, oddaj pieska, bądź mężczyzną, dziewczynkom trzeba ustępować. 

Zdaje się, że jestem na prostej drodze do zostania czarnym charakterem lokalnej piaskownicy.

 

Chwile, gdy dotykasz upływu czasu

zona.oburzona

Niedawno przebiegłam przez nasz Rynek. Mieszkańcy korzystali z przepięknej pogody. Tłumy spacerowały, siedziały na ławkach, czekały na znajomych. Dzieci podziwiały olbrzymie bańki mydlane, starsze naciągały rodziców na lody. Duże prawdopodobieństwo, że się kogoś spotka.

I mi mignęła znajoma - koleżanka z równoległej klasy z liceum. Moja niezawodna pamięć do twarzy podpowiada w takich sytuacjach bez pudła. Dodatkowo przypomniałam sobie, że ta dziewczyna jako jedyna z naszego rocznika zdawała maturę gdzieś pomiędzy porodem a 1 urodzinami jej pierwszego dziecka...

Uśmiechnęłam się, ale mnie nie zauważyła, pogrążona w rozmowie z młodą dziewczyną.

I wtedy mnie zmroziło. Uświadomiłam sobie, że jej towarzyszka, wyglądająca na studentkę, to najprawdopodobniej jej córka...

...bo nie wiem, na jakim świecie żyje

zona.oburzona

Miasto powyżej 500 000 mieszkańców, XXI wiek. Ona, on i ono. I dialog:

Mąż Inspirator: No i byłem w tym żłobku obok nas, ale sam nie wiem, ten językowy były chyba lepszy.
Żona Oburzona: Ale ten językowy jest droższy.
Mąż Inspirator: No a ile kosztuje?
Żona Oburzona: Patrzyłam niedawno na cennik, w zależności od ilości godzin i posiłków tak gdzieś 800-1000 złoty.
Mąż Inspirator: 1000 za semestr? To wcale nie tak dużo.
Żona Oburzona: Za semestr? Żartujesz? Za miesiąc!
Mąż Inspirator: Za miesiąc? To żłobek kosztuje tyle, ile opiekunka? Bez sensu.

Niezły dowcip, nie? 

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci