Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

...bo zna na pamięć kwestie aktorów z polskich filmów i seriali

zona.oburzona

To mnie nieustannie zadziwia. Z jednej strony Mój Mąż nie pamięta, że miał odebrać przesyłkę z poczty, obrać ziemniaki, czy wytrzeć kurze. Z drugiej strony zadziwia mnie pojemność jego pamięci, która przechowuje chyba całe scenariusze przeróżnych filmów i seriali.

Należymy do tych ludzi, którzy - podobnie jak inżynier Mamoń ma z piosenkami - lubią te filmy, które znają. W związku z tym mamy pokaźną kolekcję starszych i nowszych filmów na DVD. Nie leżą one odłogiem, wręcz przeciwnie, często je puszczamy nawet nie po to, żeby w skupieniu je oglądać, raczej żeby gdzieś w tle leciały i tak nam towarzyszyły niczym radio. Mamy m. in.  filmy i seriale Barei oraz Koterskiego. Podobnie jak Mąż je uwielbiam. Jest jednak pewien kłopot. Kiedy oglądamy coś z ich twórczości, Mój Mąż na kilka sekund przed tym, jak aktor wypowie jakąś śmieszną, czy istotną kwestię, mówi ją na głos sam. A że takich cytatów w tych filmach mnóstwo, to w zasadzie wychodzi na to, że mój Mąż gada i gada, gada i gada. Ileż można tego słuchać???

Zdarza się, że spotykamy się ze znajomymi i niektórzy również cierpią na podobną przypadłość. I nagle godzina upływa na tym, że Mój Mąż z kimś z towarzystwa przerzuca się różnymi kwestiami - a to wspomnianego już inżyniera Mamonia, a to Adasia Miauczyńskiego, czy Anioła z "Alternatyw 4". Reszta się najpierw śmieje, potem przebiera nogami, potem zaczyna się nudzić, na końcu wkurzać. No ileż można???

...bo ponoć chciałby schudnąć

zona.oburzona

Co miesiąc odbywa się następujący rytuał. Mąż konsumuje jakiś posiłek, ubiera się, czy bierze prysznic, albo wykonuje jakiś niestandardowy wysiłek (np. przeniesienie czegoś cięższego), staje przed lustrem i stwierdza, że musi schudnąć. Bo jest gruby, bo się zaniedbał, bo nie ma kondycji. Pojawia się postanowienie, że teraz to już naprawdę przechodzi na dietę i będzie się pilnował. Następnego dnia nie je prawie nic, bo przecież trzeba oczyścić organizm. Potem nawet wytrzymuje jakiś dzień racjonalnego żywienia. Poćwiczy nawet w domu, do tego stopnia, że nie może się ruszyć przez następny tydzień. Mija kilka dni, okazuje się, że może nawet jakieś 0,5 kilo mniej na liczniku, więc...  na śniadanie można zjeść 5 kromek chleba z żółtym serem, na obiad gyros z frytkami, a kolację zjeść o 22. I tyle w temacie odchudzania. Do następnego zrywu.

Na ten temat świetny wpis tutaj. Oj, jak ja to doskonale znam.

Ale o co chodzi...

zona.oburzona

Pragnę zaznaczyć, że wkurzające mnie fakty/sytuacje/zwyczaje dotyczące mojego Męża, nie powodują, że:

- chodzę lub zamierzam chodzić do psychoanalityka
- rozważam separację, czy rozwód
- myślę o zakupie dwóch połączonych ze sobą, a jednak oddzielnych mieszkań (coś na kształt domu Heleny Bohnam-Carter i Tima Burtona)

Trochę tak jest, że parując się z kimś, bierzemy tę osobę z całym bagażem - zalet i wad. Niektóre są ogromne i ważne, ale mnóstwo pośród nich najprzeróżniejszych drobnostek. Niektóre wkurzają, ale... bez nich byłoby już jakoś inaczej. Niektórych się nie da, a innych się nie chce zmienić. Niektóre po prostu trzeba zaakceptować.

To tyle - troszkę w nawiązaniu do propozycji poważnej rozmowy o jedzeniu jajka na miękko ;)

...bo uważa, że nie umiem jeść jajka na miękko

zona.oburzona

Brzmi absurdalnie? Nie dla Mojego Męża! Niezmiennie od lat przy każdym posiłku, na który składają się jajka na miękko, toczymy burzliwą dyskusją na temat metody ich jedzenia. I nie chodzi wcale o dylemat "odcinać czubek, czy rozbijać łyżeczką". Ponoć źle robię dwie rzeczy:

1. Jem jajko od szerszej strony zamiast od tej, która jest wąska.

2. Rozbijam i ściągam zbyt mało skorupki, czym uniemożliwiam sobie prawidłowe dostanie się do zasadniczej zawartości.

Pół biedy, jeśli jesteśmy sami. Niestety ta żenująca dyskusja odbywa się również wtedy, gdy jemy śniadanie w towarzystwie...

Witam na pokładzie :)

zona.oburzona

Niniejszym chciałam powitać nieme na razie wspólniczki doli-niedoli. Mam nadzieję, że lada moment pojawią się pierwsze wpisy lub chociaż komentarze Żon zaproszonych przeze mnie do tej ściany śmiecho-płaczu. Śmiecho-płaczu, bo czasami coś jest tak śmieszne, że aż się można popłakać, albo tak smutne, że pozostaje już tylko śmiech.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci