Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Nowy wymiar macierzyństwa

zona.oburzona

Ach ta paleta uczuć związanych z byciem mamą! Zalewająca serce fala miłości, gdy zobaczyłam Córkonię po raz pierwszy. Strach, gdy patrzyłam na nią przez szybę inkubatora. Wzruszenie, gdy po raz pierwszy mogłam ją przytulić. Współczucie, gdy widziałam, że coś ją bolało, a ja mogłam ją tylko przytulić. Pierwsza złość, gdy długo nie mogła zasnąć... I wstyd, bo jak mogłam złościć się na takie maleństwo?

Niedawno do tej listy dołączyło poczucie winy. 

W łóżeczku Córkonii od pierwszych dni zamieszkał dziwny Pluszak. Milusi, choć trochę straszny, z długimi i cienkimi łapkami. To ostatnie było akurat kluczowe, ponieważ nasza córeczka mogła bez przeszkód złapać go swoimi malutkami rączkami. Na początku robiła to odruchowo podczas zasypiania. Głaskała jego pyszczek, gaworzyła do niego. Z biegiem czasu okazało się, że Pluszak jest niezbędny, by nasze dziecko udało się w objęcia Morfeusza. Co więcej, kiedy miała Pluszaka, rodzic mógł oddalić się od łóżeczka. Przytulany Pluszak stawał się też lekarstwem na ból po szczepionce i inne dramaty niemowlęcego życia. Od miesięcy wiemy, że kiedy Córkonia bierze do rąk Pluszaka, zbliża się czas drzemki. 

I ja tę ukochaną zabawkę mojego dziecka zgubiłam!

Wieczór był straszny. Inspirator próbował uśpić Córkonię, ja szukałam zabawki. Nawet kupiłam jej nowego misia, durna byłam, przecież było oczywiste, że to nie załatwi sprawy. Na szczęście takiego samego Pluszaka posiada synek kuzynki, wspaniałomyślnie Córkonii pożyczył. Dopiero wtedy, kiedy późnym wieczorem go przywiozłam, spokojna zasnęła... 

O sile poczucia winy niech świadczy fakt, że przez godzinę biegałam po parkingu i sklepach centrum handlowego, w którym zgubiłam Pluszaka. Ciekawe, jak na mnie patrzyli ludzie, których o zabawkę pytałam. Matka szalona? Czy bardzo kochająca?

 

...bo ma parcie na szkło

zona.oburzona

Wybieram się z Córkonią na spacer. Jak mi żal, że to nie lato! Teraz trzeba zakładać te wszystkie warstwy, wbijać dziecko w kombinezon, śpiworek, założyć własną kurtkę i buty, a to wszystko robić w takim tempie, by Córkonia nie oszalała z gorąca. Jeśli jesteśmy w domu razem z Inspiratorem, jakoś się tymi zadaniami dzielimy. A więc ja wiąże swoje buty, w tym czasie Inspirator przygotowuje mi małą kosmitkę w zimowym kombinezonie.

Żona Oburzona: Włożysz mi ją? [do wózka]
Mąż Inspirator: Dobrze, że nie mamy chłopaka.
Żona Oburzona: Dlaczego?
Mąż Inspirator: Bo byś powiedziała... (...)

Ryknęłam śmiechem. 

Mąż Inspirator: Co, tekst na bloga? Wydaje mi się, że moja twórczość wynika z tego, że chcę być sławny na Twoim blogu.

A jednak...

zona.oburzona

Już naprawdę bardzo niedługo nastąpi ważna zmiana w życiu moim, Córkonii i Inspiratora. Otóż po 18 miesiącach "laby", "urlopu", "siedzenia w domu" Żona Oburzona wraca do pracy!

Od kilkunastu tygodni czuję, że jest mi to potrzebne. Bo czuję znużenie. Bo promocja pieluch nie wyczerpuje moich potrzeb w zakresie atrakcji dnia codziennego. Bo chcę robić coś ambitniejszego. Bo chcę wyjść do ludzi. Bo lubię swoją pracę ze wszystkimi jej absurdami (o których możecie poczytać tu).

Czuję przyjemne podekscytowanie. Zaplanowałam już, w co się ubiorę pierwszego dnia po powrocie. Wszak nic tak nie dodaje pewności siebie w niepewnej sytuacji, jak ładna sukienka, w której rewelacyjnie się czuję i koniecznie fajne rajstopy. 

Siłą rzeczy stresu trochę jest. O wykonywanie obowiązków na stanowisku się nie obawiam. Choć miałabym do tego święte prawo. Z własnej woli co prawda, ale jednak, postanowiłam zmienić zespół. Będę miała nieco inne zadania, nowych współpracowników i siedzibę biura. Ale z tym sobie poradzę. 

O Córkonię się nie martwię. Będą się nią opiekowały osoby, które zna i z którymi lubi spędzać czas. Inspirator i Babcie będą robili to, co dotychczas. Będą dawać jej od siebie to, co najlepsze, tylko częściej. 

Bardziej obawiam się pierwszych tygodni. Na nowo będziemy musieli zorganizować nasze codzienne życie. Czyli tak naprawdę ja będę musiała to zrobić.

I wydawało mi się do niedawna, że to już wszystko. Ale jednak nie...

Inspirator przejmuje też ode mnie jeżdżenie z Córkonią na basen. Na ostatnich zajęciach, na których mogłam być, w ramach wdrażania to on wszedł do wody. A ja siedziałam na brzegu i powstrzymywałam płacz. A jednak będę tęsknić za dzieckiem... Do głowy mi to nie przyszło!

Czy to o to chodziło tym wszystkim, którzy się pytali, czy nie boję się wrócić do pracy?

Świąteczne życzenia

zona.oburzona

 Pojutrze o tej porze już będziemy po uroczystej kolacji. Nie mam złudzeń, że dla wszystkich będzie to radosny czas. W świątecznej atmosferze bywa przecież najtrudniej.

Czy widzisz przy wigilijnym stole uśmiechy, które skrywają łzy?

Czy widzisz osoby, które wolałyby ten dzień spędzać - z wielu różnych powodów - gdzie indziej, z kim innym, inaczej?

Czy oprócz pustego talerza dla zbłąkanego wędrowca widzisz przy wigilijnym stole inne miejsce, na którym powinien siedzieć ktoś, kto już nigdy na nim nie usiądzie?

Czy w napięciu czekasz, by żaden nieodpowiedni gest, żadne przykre słowa nie zakłóciły wieczoru? 

Czy obawiasz się, że ktoś może poruszyć niewygodny temat, o którym nie chcesz rozmawiać Ty lub inny gość?

A może ostatnio wydarzyło się coś, co spowodowało, że to spotkanie jest dla Ciebie wyjątkowo ciężkie?

Jeżeli chociaż na jedno pytanie odpowiesz TAK, to znaczy, że i dla Ciebie Święta Bożego Narodzenia niosą nie tylko radość, ale również trudne sytuacje, z którymi trzeba się zmierzyć.

Przecież i ja, chociaż uwielbiam świąteczne piosenki, zakupy, prezenty i całą tę atmosferę, mam swoje lęki. W pamięci przechowuję złe wigilijne wieczerze i wcale nie chodzi w tych wspomnieniach o to, że karp był niesmaczny. Na część z tych pytań mogę odpowiedzieć twierdząco, na inne mogłam odpowiedzieć twierdząco w przeszłości. Ale od kilku lat udaje mi się w trakcie Świąt wznieść ponad te kwestie i cieszyć się tym, co dobre, a dystansować się od tego, co świąteczny nastrój psuje. Lub też z pewnymi rzeczami się pogodzić. 

W imieniu swoim, Inspiratora i Córkonii
życzę wszystkich odwiedzającym mnie tutaj
jak największej ilości dobrych chwil w czasie Świąt.
I tego, czego potrzebujecie, by Święta były radosne. 

20161218_231510

Świąteczny nastrój

zona.oburzona

No jest, nie da się ukryć. Choć widzę, co się dzieje na świecie... Ale Święta to - uwaga, będzie banalnie - takie magiczne dni, kiedy mam nadzieję, że ich blask będzie promieniował na kolejne miesiące.

Jak nie mieć świątecznego nastroju, skoro na balkonie czeka już na swoją szatę niezwykle kształtna choinka? Dodam, że wybrana przez Inspiratora, który swoją decyzją naraził się wielu klientom, również urzeczonym figurą drzewka.

Jak nie mieć świątecznego nastroju, gdy w skrzynce znaleźć można takie cacko? Eldko, dziękuję za życzenia!

Do tego pierniczki już dawno upieczone i polukrowane, zamknięte w puszkach oczekują Wigilii. Prezenty zapakowane. Tylko ten idealny porządek jakoś nie chce się sam zrobić, ale tutaj jako wymówkę puszczam sobie reklamę polecaną przez Myszkę i rozgrzeszona tarzam się z Córkonią po nieupranym dywanie. Pomiędzy jedną a drugą sesją tarzania Córkonia przynosi widoczną na zdjęciu książeczkę, cieniutkim głosikiem robi o! o! o!, co oznacza, że należy natychmiast znaleźć stronę z przyciskiem umożliwiającym odtworzenie charakterystycznego śmiechu Świętego Mikołaja.

20161221_202610

No i jak nie mieć świątecznego nastroju, gdy RMF Classic puszcza mnóstwo moich ulubionych piosenek związanych z Bożym Narodzeniem? I nawet Inspirator mi go nie zepsuje stwierdzeniem, że piosenka "Santa Claus is coming to town" to piosenka o pedofilu. You'd better watch out... You'd better not cry...

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci