Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Przecieram oczy...

zona.oburzona

Nie pojmuję. Z tygodnia na tydzień jest coraz gorzej z poziomem mojego rozumienia bieżącej sytuacji społeczno-politycznej. O co tu chodzi? 

Szkoła, prawo, przyroda, medycyna... Po tym już walec przejechał. Miażdży też wizerunek naszego państwa. I chociaż wiem, że dla wielu 500+ waży zdecydowanie więcej, niż Trybunał Konstytucyjny (świetnie wytłumaczył to kiedyś Robert Biedroń w jednym z wywiadów), to jednak nie rozumiem, jak dla nie aż tak wielkiego strumyczka pieniędzy (który nawiasem mówiąc kiedyś przyschnie), można godzić się na taką destrukcję.

Jechałam ostatnio przez Polskę, minęłam kilka nieruchomych wiatraków. W swoim mieście natknęłam się na puste miejsca po drzewach. Wizja przyszłości jest bardzo smutna.

Słucham tego małego, zaciętego człowieczka i nie dziwi mnie już nic, co wypluwa. Ale te całe zastępy jego bezkrytycznych wyznawców mnie jednak szokują. 

Liberum veto do niczego dobrego Polski nie doprowadziło, ale nie tej historii będą uczyć w szkołach. Pewnie moje dziecko przeczyta kiedyś w podręczniku, jak to nasza premier pokazała siłę, ustawiając do pionu całą Europę. A dla mnie to, co się dzisiaj wydarzyło, to nieudolne i śmieszne machanie szabelką.

 

Jak co roku...

zona.oburzona

Tu, tu, tu, tutu i tu już pisałam, co o tym wszystkim sądzę. W tym roku w związku z jakże świetną, wspaniałą i cudowną dobrą zmianą toczącą jak nowotwór rzeczywistość w moim kraju, sądzę tak samo i to jeszcze dziesięć razy mocniej. Obejrzyjcie, co Play przygotował dla WOŚP - ja też oprócz przelewu i drobniaków do puszki oglądam. Przecież musi być rekord, jak co roku!

 

Nowy wymiar macierzyństwa

zona.oburzona

Ach ta paleta uczuć związanych z byciem mamą! Zalewająca serce fala miłości, gdy zobaczyłam Córkonię po raz pierwszy. Strach, gdy patrzyłam na nią przez szybę inkubatora. Wzruszenie, gdy po raz pierwszy mogłam ją przytulić. Współczucie, gdy widziałam, że coś ją bolało, a ja mogłam ją tylko przytulić. Pierwsza złość, gdy długo nie mogła zasnąć... I wstyd, bo jak mogłam złościć się na takie maleństwo?

Niedawno do tej listy dołączyło poczucie winy. 

W łóżeczku Córkonii od pierwszych dni zamieszkał dziwny Pluszak. Milusi, choć trochę straszny, z długimi i cienkimi łapkami. To ostatnie było akurat kluczowe, ponieważ nasza córeczka mogła bez przeszkód złapać go swoimi malutkami rączkami. Na początku robiła to odruchowo podczas zasypiania. Głaskała jego pyszczek, gaworzyła do niego. Z biegiem czasu okazało się, że Pluszak jest niezbędny, by nasze dziecko udało się w objęcia Morfeusza. Co więcej, kiedy miała Pluszaka, rodzic mógł oddalić się od łóżeczka. Przytulany Pluszak stawał się też lekarstwem na ból po szczepionce i inne dramaty niemowlęcego życia. Od miesięcy wiemy, że kiedy Córkonia bierze do rąk Pluszaka, zbliża się czas drzemki. 

I ja tę ukochaną zabawkę mojego dziecka zgubiłam!

Wieczór był straszny. Inspirator próbował uśpić Córkonię, ja szukałam zabawki. Nawet kupiłam jej nowego misia, durna byłam, przecież było oczywiste, że to nie załatwi sprawy. Na szczęście takiego samego Pluszaka posiada synek kuzynki, wspaniałomyślnie Córkonii pożyczył. Dopiero wtedy, kiedy późnym wieczorem go przywiozłam, spokojna zasnęła... 

O sile poczucia winy niech świadczy fakt, że przez godzinę biegałam po parkingu i sklepach centrum handlowego, w którym zgubiłam Pluszaka. Ciekawe, jak na mnie patrzyli ludzie, których o zabawkę pytałam. Matka szalona? Czy bardzo kochająca?

 

...bo ma parcie na szkło

zona.oburzona

Wybieram się z Córkonią na spacer. Jak mi żal, że to nie lato! Teraz trzeba zakładać te wszystkie warstwy, wbijać dziecko w kombinezon, śpiworek, założyć własną kurtkę i buty, a to wszystko robić w takim tempie, by Córkonia nie oszalała z gorąca. Jeśli jesteśmy w domu razem z Inspiratorem, jakoś się tymi zadaniami dzielimy. A więc ja wiąże swoje buty, w tym czasie Inspirator przygotowuje mi małą kosmitkę w zimowym kombinezonie.

Żona Oburzona: Włożysz mi ją? [do wózka]
Mąż Inspirator: Dobrze, że nie mamy chłopaka.
Żona Oburzona: Dlaczego?
Mąż Inspirator: Bo byś powiedziała... (...)

Ryknęłam śmiechem. 

Mąż Inspirator: Co, tekst na bloga? Wydaje mi się, że moja twórczość wynika z tego, że chcę być sławny na Twoim blogu.

A jednak...

zona.oburzona

Już naprawdę bardzo niedługo nastąpi ważna zmiana w życiu moim, Córkonii i Inspiratora. Otóż po 18 miesiącach "laby", "urlopu", "siedzenia w domu" Żona Oburzona wraca do pracy!

Od kilkunastu tygodni czuję, że jest mi to potrzebne. Bo czuję znużenie. Bo promocja pieluch nie wyczerpuje moich potrzeb w zakresie atrakcji dnia codziennego. Bo chcę robić coś ambitniejszego. Bo chcę wyjść do ludzi. Bo lubię swoją pracę ze wszystkimi jej absurdami (o których możecie poczytać tu).

Czuję przyjemne podekscytowanie. Zaplanowałam już, w co się ubiorę pierwszego dnia po powrocie. Wszak nic tak nie dodaje pewności siebie w niepewnej sytuacji, jak ładna sukienka, w której rewelacyjnie się czuję i koniecznie fajne rajstopy. 

Siłą rzeczy stresu trochę jest. O wykonywanie obowiązków na stanowisku się nie obawiam. Choć miałabym do tego święte prawo. Z własnej woli co prawda, ale jednak, postanowiłam zmienić zespół. Będę miała nieco inne zadania, nowych współpracowników i siedzibę biura. Ale z tym sobie poradzę. 

O Córkonię się nie martwię. Będą się nią opiekowały osoby, które zna i z którymi lubi spędzać czas. Inspirator i Babcie będą robili to, co dotychczas. Będą dawać jej od siebie to, co najlepsze, tylko częściej. 

Bardziej obawiam się pierwszych tygodni. Na nowo będziemy musieli zorganizować nasze codzienne życie. Czyli tak naprawdę ja będę musiała to zrobić.

I wydawało mi się do niedawna, że to już wszystko. Ale jednak nie...

Inspirator przejmuje też ode mnie jeżdżenie z Córkonią na basen. Na ostatnich zajęciach, na których mogłam być, w ramach wdrażania to on wszedł do wody. A ja siedziałam na brzegu i powstrzymywałam płacz. A jednak będę tęsknić za dzieckiem... Do głowy mi to nie przyszło!

Czy to o to chodziło tym wszystkim, którzy się pytali, czy nie boję się wrócić do pracy?

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci