Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

O emocjach różnych

zona.oburzona

Piątek. Jakoś tak się złożyło, że nasz najbardziej gadatliwy członek rodziny, czyli telewizor, miał wolne. Tylko rano posłuchaliśmy wiadomości, nawet ja, tym razem chętnie, przełączyłam na TVN24 wiedziona ciekawością, jak wygląda zapowiadany dzień bez polityków. Popatrzyliśmy, posłuchaliśmy o proteście i tyle. Dopiero wieczorem przed 22 uznałam, że warto zobaczyć, jak ten dzień skomentują w Szkle Kontaktowym. Znacie to uczucie, kiedy spodziewacie się, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie, a okazuje się, że jest zupełnie inaczej? W piątek poczułam się tylko nieznacznie lepiej, niż w pewien kwietniowy, sobotni poranek...

Jestem zła i przerażona tym, co się dzieje. Media w Sejmie są bardzo potrzebne. Nasz wspaniały rząd, fundujący nam rewelacyjne dobre zmiany (pozdrawiam rodziców, uczniów i nauczycieli, czy wszystkie dzieci, które będą musiały robić za ZUS, bo bez ich pomocy zwłaszcza mamy nie będą miały za co żyć na starość), może zrobić nam wszystko. Jeżeli nikt nie będzie im patrzył na ręce, uchwalą takie rzeczy, o których nam się nie śniło. Za to niektórzy mogli już je kiedyś przeżyć. Ciekawe, że wiele osób z pokolenia moich rodziców twierdzi, że to, co się dzieje, coś im przypomina.

Człowieku niegłosujący w wyborach, bo to Cię nie dotyczy - czy naprawdę nadal uważasz, że wszystko jedno kto rządzi? Oni uchwalą coś, a Ty się dowiesz o tym wtedy, kiedy będziesz chciał skorzystać z praw, które okażą się nieaktualne.

Bo np. bez rozgłosu, bo mało to medialne, dzieje się też to. Poczytajcie jeszcze i tutaj, a tu możecie podpisać apel. Złość to mało. Jestem wściekła.

Czy Wy też?

zona.oburzona

Wiem, że wszędzie o tym piszą, wszędzie pokazują, kiedy komuś o tym opowiadam, każdy wie, o co chodzi. Ale nie mogę Was nie zapytać!

Czy Wy też zachwycacie się nową reklamą Allegro? Wyciska mi z oczu łzy za każdym razem, gdy ją widzę!

Dzisiaj odwiedził nas Święty Mikołaja. Trudno orzec, co Córkonia z tego wszystkiego rozumie, ale wielką radością dla mnie jest przygotowywanie jej prezentów. Niestety nadal cierpię na zabawkozę. Czuję, że to rekompensata za deficyt zabawek w dzieciństwie... Mogę sobie mówić, że dzięki temu jestem taka kreatywna. Mogę twierdzić, że to właśnie robienie domku dla laleczek z pudełek od papierosów ukształtowało mój charakter. Ale kiedy Córkonia podaje mi swoje pudło z klockami duplo, rzucam się na nie i mogę budować, i budować, i budować...

A gdybym dzisiaj wieczorem się nudziła, mogę z kolei wyprowadzić na spacer nowego pieska Córkonii na sznureczku.

Niestety doszłam do tego etapu, w którym własna przyjemność zeszła już nawet nie na drugi plan, tylko gra epizodyczną rolę.

...bo olewa

zona.oburzona

Jednym z minusów urlopu rodzicielskiego jest to, że bardzo, ale to bardzo rzadko zdarza mi się w samotności załatwiać potrzeby fizjologiczne. Jeśli tylko jestem w domu i jest w nim Córkonia, to na bank w łazience mam towarzystwo. Nie ma przecież lepszych atrakcji, niż rolka papieru toaletowego, mama siedząca na sedesie, czy wanna, do której można wrzucać różne przedmioty. Znoszę to ze stoickim spokojem, no wyjścia nie ma. Córkonii samej poza zasięgiem wzroku póki co zostawić nie można, zbyt pomysłowym jest dzieckiem. 

Zatem bardzo irytuje mnie Inspirator, który ma wyraźny problem z tym, żeby Córkonia towarzyszyła mu w łazience. Do wczoraj nie rozumiałam w czym rzecz i traktowałam to jako fanaberię.

Mąż Inspirator: Kotek! Weź ją zabierz z łazienki! 
Żona Oburzona: No ale w czym ona Ci tam przeszkadza?
Mąż Inspirator: Łazi mi tu obok sedesu. Już ją kiedyś przecież prawie obsikałem! 

Równia pochyła

zona.oburzona

Nigdy nie byłam w USA, wiem, że w mediach i kulturze masowej widzę tylko jakiś wycinek rzeczywistości. A jednak i tak trudno mi uwierzyć, że to kraj będący w ruinie, kraj, który trzeba odbudować i uczynić wielkim. Może coś jest nie tak z moimi zmysłami, w Polsce też jakoś zgliszcz nie widzę. 

Rano włączyłam telewizor i wybrałam kanał informacyjny po to, by zaraz zakrzyknąć w głos bardzo niecenzuralne słowa. Podobnie było w trakcie wyborczych wieczorów w 2015 roku, potem w dniu, w którym obwieszczono Brexit. Ale dzisiaj zakrzyknęłam znacznie głośniej.

Czuję się dziwnie. Niby coś tam o historii wiem, jako tako obserwuję rzeczywistość, racjonalnie umiem to, co się w USA wydarzyło, wyjaśnić. Ale jednocześnie pojąć nie mogę, co to się na tym świecie wyrabia. Np. jak nasza daleka rodzina - imigranci oczywiście - mieszkająca na Florydzie mogła podjąć taką właśnie decyzję w trakcie wyborów?

Moja mama od kilku miesięcy powtarza, że będzie wojna. Trochę się z tego nabijałam. Dzisiaj bardzo mocno poczułam, że teraz to już naprawdę nie wiadomo, co jeszcze może się wydarzyć. 

...bo ma alternatywny model komunikacji

zona.oburzona

Wiem o tym od dawna. Niestety są chwile, kiedy przestaje to być zabawne. Ale dzisiaj pozwolę Wam się pośmiać.

Nasi znajomi doczekali się potomka. Nie widujemy się często, bo to tacy nieco dalsi znajomi, a jednak kiedy już dojdzie do spotkania, pałamy do siebie sympatią. W związku z tym ja odczuwam teraz silną potrzebę odwiedzin u nich i poznania potomka, zanim przestanie być niemowlęciem. Wiem, że rodzicom nie jest łatwo, mają jakieś trudności z karmieniem, mały nie śpi tak dobrze jak Córkonia. No ale raz na jakiś czas przypominam Inspiratorowi o mojej potrzebie. Nie inaczej było ostatnio, gdy rozmawiał przez telefon z tymże znajomym. Przekazał moje życzenie, zostało ono gruntownie omówione. Ze strzępek rozmowy wywnioskowałam, że ze spotkaniem nie będzie tak łatwo.

Żona Oburzona: I co? Nie chcą na razie zapraszać?
Mąż Inspirator: Nie no, co ty, bardzo chcą nas zaprosić.
Żona Oburzona: Ale co, nie chcą zapraszać gości, bo potrzebują czasu, żeby się ogarnąć i żeby sytuacja się unormowała?
Mąż Inspirator: Oni bardzo chcą nas zaprosić, ale chcą to zrobić tak, żeby było dobrze.
Żona Oburzona: Ale co to znaczy?
Mąż Inspirator: No na razie tam jest chaos, ona często karmi, mały płacze, nie mają uporządkowanego dnia, ale jak już się to ułoży, to nas zaproszą.  

Nie, w sumie to nie wiem, czy to jest dla Was zabawne. Może lepiej zadumajcie się nad tym, jak trudno jest czasem dogadać się w małżeństwie w najprostszych sprawach...

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci