Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : stereotypy

Co mnie tu dzisiaj przygnało

zona.oburzona

Dało się zauważyć, że byle co mnie do pisania nie sprowokuje. Każdy temat wydawał się mało istotny lub blakł w ciągu kilku dni, podczas których nie mogłam się zebrać. A tu proszę: minutę temu przeczytałam coś i już od razu tu jestem! Pewnie ma znaczenie fakt, że leżę porządnie chora, ale przecież jeszcze pół godziny temu ból głowy i gardła zniechęcał mnie nawet do obejrzenia filmu.

Wiele rzeczy jest dla mnie ważnych w wychowywaniu Córkonii. Część z nich wynika z chęci uczynienia jej dzieciństwa lepszym w stosunku do naszego. Nie jesteśmy z patologicznych rodzin, ale w tych zwyczajnych znajdzie się mnóstwo do poprawienia w zakresie komunikacji na przykład.  Pewnie przyjdzie taki moment, a może nadszedł już,  że przegniemy w drugą stronę. Córkonia też będzie miała co poprawiać...

Wracając do tematu. Są też inne kwestie, które wynikają już z naszych wartości i priorytetów. 

Oboje pracujemy, zajmujemy się odpowiedzialnymi rzeczami.  Jesteśmy jakoś wykształceni, samodzielni. Nie nazwałabym niestety naszego małżeństwa partnerskim (w końcu z czegoś wynika nazwa tego bloga...), ale Inspirator umie gotować i myje podłogę,  a ja zmienię zepsute koło w wózku, skręcę meble i pomaluję ściany. Mam też znacznie lepszą orientację w terenie, a Inspirator bywa nadwrażliwy. Zabawki Córkonii są bardzo różne, może trzy są różowe.  Ma lalkę i autka, zestaw do gotowania i narzędzia, zabawkowy odkurzacz i łódź podwodną. Nosi ciuszki i po dziewczynkach, i po chłopcach, a nowe często kupuję jej chłopięce, bo bywają po prostu ładniejsze. Gdy chce się bawić rzeczami, które zabawkami nie są (wiadomo, takie najlepsze), to raz dostaje koraliki, a raz metalowe podkładki. Wydaje się,  że otrzymuje jasny przekaz, że wszystko jest dla niej. A raczej nie otrzymuje przekazu, że coś się dla niej nie nadaje, bo jest dziewczynką.

Ale to nie wystarczy. Oprócz sygnałów i powtarzania, że może wszystko, powinna usłyszeć,  że nie może wierzyć tym, którzy myślą inaczej. A ja powinnam ją nauczyć rozpoznawać tych ktosiów, zwłaszcza tych, którzy działają podstępnie.  Przyjdzie taki moment, w którym powinna sama zrozumieć,  że ma do czynienia ze szkodliwą propagandą, sugerującą, że jej zadaniem jest pranie, sprzątanie i gotowanie. No i rodzenie dzieci -może w pierwszej kolejności właśnie to powinnam wymienić.  A chłopcy to wiadomo: nauka, technika, kosmos i odkrycia. Jakże szkodliwe to i dla chłopców,  którzy np. lubią gotować. 

Pierwszy taki sprawdzian może ją spotkać bardzo szybko. Teraz mają go dzieci w piątej klasie. Chłopiec jest jak Kolumb,  a dziewczynka wiadomo: do garów. Koniecznie z mamusią. Bo sama to nawet nie umie wyszukać informacji. Co innego jej kolega - ten samodzielnie zaplanuje zdobywanie Ameryki! 

Czy naprawdę autorce (sic!) nie przyszło do głowy przeznaczyć obu zadań dla wszystkich?  Albo dać wybór każdemu dziecku? Czy naprawdę nikt nie widział ogromnej dysproporcji w skali trudności tych ćwiczeń?

Jestem bardzo ciekawa, co z tym idiotyzmem robią nauczyciele. I nauczycielki. Ktoś coś wie? Halo, rodzice piątoklasistów, macie jakieś doświadczenia?

Czas zamówić dla Córkonii Kosmonautkę Piotra Wawrzeniuka

To smutne, że taką książkę napisał mężczyzna. A to zadanie - kobieta.

...bo generalizuje. I nie pamięta, co mówił

zona.oburzona

Tym razem nie będzie z przymrużeniem oka, czy żartobliwie. Rasowy wpis taki, jak wkurzający wpis powinien być.

Podczas wieczornej pogawędki, gdy relacjonowaliśmy sobie miniony dzień, usłyszałam następujące słowa.

Inspirator: Opowiem ci 3 sytuacje, stanowiące dowód na to, że kobiety jeżdżą jak idiotki.

W opowieści było coś o jednej, która stanęła na pasach, inna bez sensu wyprzedzała, reszty nie pamiętam. Wkurzyłam się.

Ja: Wiesz, to przykre, że tak mówisz. Prawdopodobnie gdybyś dotyczyło to mężczyzn powiedziałbyś: opowiem ci o trzech o facetach, którzy jechali jak debile.
Inspirator: O co ci chodzi? Przecież tak właśnie powiedziałem: że ci opowiem o trzech idiotkach za kierownicą.

Nie cierpię generalizowania i stereotypów. A także wmawiania mi, że się powiedziało coś innego, niż w rzeczywistości.

Poczet Wkurzających Mężów Polskich

zona.oburzona

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego od razu nie napisałam o mężach z polskich seriali tasiemcowych. Silę się na jakieś przykłady literackie, pojawia się notka o "Przepisie na życie", a tymczasem najlepsze przykłady niemal na wyciągnięcie ręki, od września prawie codziennie w telewizji... nic tylko podziwiać i w zachwyt wpadać. "M jak miłość" kiedyś nawet jako nastolatka oglądałam, potem stał się serialem do prasowania i drzemki, od paru lat prasuję jednak przy czymś innym. "Klan" oglądałam ze znajomymi na studiach po to, by nabijać się ze stereotypów. Obecnie moja wiedza na temat fabuły pochodzi z opisów odcinków z programów telewizyjnych. Czasami tylko do jakiegoś podwieczorku, czy kolacji włączę, jak nic innego nie ma.

Uprzedzam zatem, że mogę się mylić podając jakieś szczegóły. Wybaczcie. Niech Mostowiaki i Lubicze wybaczą również. Niniejszym zapraszam do zapoznania się z subiektywnym rankingiem najbardziej wkurzających mężów z polskiej telewizji.

1. Stary Mostowiak

Facet zwracający się do żony per kobieto. Kwestionujący możliwości intelektualne żony, odmawiając jej zdolności do zrozumienia gry w szachy. Wyskakujący z sąsiadem potajemnie na kielonka. Obrażający się na żonę. Koszmarny typ.

2. Jerzy określany w moim domu nazwą pewnej firmy reklamowanej teraz przez pewną aktorkę i jej rodzinę

To było strasznie dawno temu, zamierzchłe czasy. Zdradzał i okłamywał żonę, po czym nie mógł zdzierżyć, że żona robi to samo. Nagle ni stąd, ni zowąd stał się idealnym mężem, zięciem, co w konsekwencji doprowadziło do tego, że to żona była ta zła. Bo przecież facet może zaszaleć. Żona absolutnie.

3. Rysio alias "jakoś to będzie" Lubicz

Swojego czasu miałam wrażenie, że słowa te padają z jego ust w każdym odcinku, w którym Rysio występował. Reakcja na każdą wątpliwości, obawę, problem żony: jakoś to będzie Grażynko. Tekst ten działa na mnie jak płachta na byka. Jakoś może oznaczać równie dobrze wylądowanie pod mostem.

4. Jacek, czyli zięć Lubiczów

Mąż wiecznie zdradzający, niemalże cyklicznie wplątujący się w długi romans. Żona koniec końców zaginęła, przerywając tym samym to błędne koło. Nawiasem mówiąc, niedługo po zaginięciu mąż oczywiście w ramionach kolejnej pani.

5. Marek Mostowiak

Co za mąż kupuje taki sam prezent żonie i kochance???

 

A Wy jakie macie typy?

 

P.S. Z tym przeglądem mężów pozostawiam Was na kilka dni, ponieważ zamierzam spędzić czas w towarzystwie Mojego Męża z dala od codziennych i przyziemnych spraw. Znaczy się zwiedzać i odpoczywać będę. Do zobaczenia!

P.S.2 I żeby nie było, że ja taka kryształowa jestem, to okazało się, że moje ulubione wycieczkowe spodnie przepadły jak kamień w wodę. I naprawdę nie umiem ich znaleźć.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci