Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : buty

Kontynuacja wątków

zona.oburzona

Wciąż nieśmiało cieszę się wiosną. Po tak długiej i ponurej zimie mam jeszcze obawy, że ta przyjemna pogoda długo nie potrwa. Nie pozostaje zatem nic innego, jak korzystać z wiosny, póki się da. Jedni buszują w ogrodzie, inni stawiają na wysiłek fizyczny na świeżym powietrzu, jeszcze inni przygotowują garderobę na nowy sezon. Ja zdecydowałam się na drugą i trzecią opcję.

Wybór trasy na dzisiejszą przejażdżkę rowerową nie był trudny. W grę wchodziły tylko ścieżki rowerowe lub równiutki asfalt. I chociaż ciągnęło mnie do parku lub na polne ścieżki, moja pupa mogłaby tego nie wytrzymać. W tej chwili najbardziej dotkliwe skutki zimowego letargu odczuwam właśnie w rejonie pośladków. Nagrodziłam się póki co nowiutkim dresem i mam nadzieję, że chęć pokazywania się w twarzowej bluzie będzie wystarczającą motywacją do regularnych przejażdżek.

Zrobiłam też porządek w szafce z butami. Okazało się, że mam jeszcze więcej par, niż sądziłam - 24. Inspirator się uśmiał, bo z wrażenia wyrwało mi się: ja p..., ile ja mam butów! Liczba ta nie uwzględnia trzech dodatkowych par, które zdecydowałam się wyrzucić...

I żeby pociągnąć jeszcze jeden zasygnalizowany niedawno temat, chciałabym Was zachęcić do podziwiania bocianów. Ostatnio trochę się niepokoiłam, bo w gnieździe w Przygodzicach gościł tylko jeden ptak, ale dzisiaj pojawiły się już dwa. I wyobraźcie sobie, że od razu przystąpiły do rzeczy. To może jednak wiosna pełną gębą?

boćki w Przygodzicach

Jestem lepsza od Kasi Tusk!

zona.oburzona

Zaskoczenie czy nie? Hę?

Dzisiaj po raz pierwszy od wielu miesięcy spędziłam popołudnie w towarzystwie jednej z moich przyjaciółek. Dzieli nas kilkadziesiąt kilometrów i różne obowiązki, które nie pozwalają spotykać się tak często, jak by się chciało i potrzebowało. Regularne rozmowy telefoniczne nie zapewnią wszystkich atrakcji. Zwłaszcza, że jedną z naszych ulubionych rozrywek są wspólne zakupy odzieżowo-obuwnicze. Znamy się długo, więc w tym obszarze nastąpiła ewolucja, świetnie pamiętamy czasy studenckie, gdy za o wiele mniej kasy niż teraz potrafiłyśmy kupić o wiele więcej ciuchów... Niezły paradoks, prawda?

Przede wszystkim świetnie się rozumiemy. Objawia się to tym, że każda doskonale wie, kiedy ma zachęcać, a kiedy odradzać zakup. Wiecie, jak to jest, nie zawsze  chodzi o to, jak się wygląda, czasem jest to kwestia ceny, a czasem tego, że podobnych sweterków w szafie ma się już sześć.

Dzisiejsze spotkanie było bardzo owocne. I co najważniejsze, udało nam się naszą więź pogłębić, a nie zaburzyć. Mam satysfakcję, bo Premierówna ponoć pokłóciła się ze swoją najlepszą przyjaciółką na zakupach i zupełnie się jej przez to wyprawa nie udała!

Ponadto chciałam Was poinformować, że sama sobie nałożyłam embargo na buty. Wystarczy. Co prawda daleko mi jeszcze do słynnej Berberysowej szafy, która nawiasem mówiąc, jest moim marzeniem... Ale jednak zdecydowałam, że biorę na wstrzymanie. A dla tych, co nie mają takich oporów informacja: sklep z butami, na który z oczywistych względów mówimy z Inspiratorem Buźko, ma w ofercie sporo par z doczepianymi kokardkami lub innymi ozdóbkami. Dzięki czemu kupując jedną parę, zyskujemy dwie, a nawet trzy, bo możemy przecież przyczepić kokardkę również w okolicach kostki.

Chyba powinnam zaznaczyć, że wpis zawiera lokowanie produktu?

...bo nie umie kupować butów

zona.oburzona

Mój Mąż nie jest fanem zakupów odzieżowych. Na szczęście raz na jakiś czas, budzi się w nim potrzeba. Jest w nim coś z cywilizowanego człowieka, gdyż potrzeba ta budzi się mniej więcej raz na sezon jesienno-zimowy i raz na wiosenno-letni. Dodatkowo pobudzam ją jeszcze w trakcie wyprzedaży. I niektóre znajome i tak zazdroszczą mi, twierdząc, że to duża częstotliwość.

Z butami jest gorzej dlatego, że Mój Mąż do butów się przywiązuje. I jak już mu się chodzi w jakimś obuwiu dobrze, to nie ma ochoty porzucać  go dla nowej pary. Mąż jest z tych, co to nie muszą mieć butów do każdego płaszcza i do każdej kurtki. Co ma swoje plusy, ale minusy również.

Wspólne kupowanie męskich spodni, koszuli, swetrów lubię, ale poszukiwania butów mnie męczą. Częściej podczas takich wypraw pada zdanie nic tu nie ma, idziemy stąd (po przekroczeniu progu sklepu o metr), nierzadko Mój Mąż po samym dotyku stwierdza, że buty będą niewygodne i nieodpowiednie rozmiarowo. Trzeba go czasem motywować do zmierzenia.

Brak mojej obecności na obuwniczych zakupach miał w przeszłości złe skutki. Mój Mąż postanowił zakupić sobie samodzielnie sandały. Przyniósł zakupione do domu, bardzo zresztą ładne i skórzane. Sandały miały jednak jedną podstawową wadę. Były dwa rozmiary za duże...

 

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci