Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : ksiazki

Droga do pracy - znów aktualizuję

zona.oburzona
Wiecie, że mogę tak w nieskończoność? Okazuje się, że to dobry sposób na podtrzymanie kontaktu...

Jeszcze 2 tygodnie temu podczas jazdy czułam pod kołami  przyjemne chrzęszczenie liści. Uprzątnięto mi jednak ten dywanik.  Jedzie się może wygodniej, ale uroku dużo  mniej...  Dzisiaj  akurat Maksiu został w domu, a ja pobiegłam do autobusu, mając na sobie po raz pierwszy w tym sezonie puchową kurtkę. Zima jednak się zbliża. A ja w domu zakopuję  się coraz bardziej pod kocem, mocniej  rozkręcam kaloryfer, sięgam po coraz grubsze książki. Od tego roku przestaję narzekać na listopad. W grudniu wpadnę w wir przygotowań do  Wigilii, na którą po raz pierwszy zapraszamy obie rodziny do siebie. A teraz miewam czas dla siebie  i mojej biblioteczki.

droga11
droga_2
droga3

Wieczór

zona.oburzona

Dzisiaj wieczorem ułożyłam się przed telewizorem jako wielki i nieruchawy, po prostu leżący klocek. Wykończyła mnie podróż samochodem. Niby niedaleko, niby autostradą, a jednak... Ciekawych atrakcji dostarczyła mi jazda za piaskarką lub solarką, a może to było dwa w jednym. Jeszcze fajniej było w olbrzymim korku, który powstał po wypadku dwóch ciężarówek. Zwiałam stamtąd na boczne drogi, gdzie również natrafiłam na korek złożony z takich jak ja uciekinierów z A4. No i tam nie było piaskarko-solarki... Na szczęście w telewizji znalazłam ulubiony film.

Macie na pewno takie filmy, które możecie oglądać w nieskończoność. Dla mnie takim obrazemJapoński wachlarz. Powroty jest Między słowami, film - arcydzieło. W podziwianiu go jestem w domu odosobniona, Mąż Inspirator owszem popatrzy, pośmieje się i tyle. A ja się zachwycam i wzruszam, za każdym razem czymś innym. Tym razem patrzyłam przez pryzmat aktualnie czytanej książki: Japoński wachlarz. Powroty Joanny Bator. Polecam w ciemno wszystko to, co napisała. Ta książka ma w sobie trochę reportażu, coś z osobistego pamiętnika, chwilami czytam ją niczym przewodnik... Im więcej stron mam za sobą, tym bardziej widzę, jak inna jest to kultura. Inna - tak po prostu. Nie umiem się śmiać, nie umiem oburzać, nie jestem w stanie oceniać, ale daleko mi też do fascynacji. Chyba jestem Europejką z krwi i kości. Czytam o Japonii, obejrzałam film i myślę, że gdybym się kiedyś tam znalazła, czułabym się równie obco jak Charlotte i Bob.

Ale słowami Joanny Bator się delektuję.

Już mam i czytam

zona.oburzona

Książki Musierowicz zaczęłam czytać w podstawówce, podsunęła mi je polonistka, jedna z nowa Musierowicznajukochańszych nauczycielek. Do dzisiaj zastanawiam się, dlaczego nie reagowała, gdy na jej lekcjach pod ławką czytałam, dusząc się ze śmiechu, Trędowatą Heleny Mniszkówny... Kiedy przeczytałam jedną z pozycji Jeżycjady, wiedziałam, że muszę poznać cały cykl. I tak mi już zostało. Oficjalna premiera jutro najnowszej części jutro, a ja swój egzemplarz odebrałam dzisiaj, gdyż zamówiłam go w przedsprzedaży w empiku (pozdrowienia dla szalenie niemiłej i niesympatycznej uczącej się ekspedientki w jednym z wrocławskich sklepów!). Czytam i już mi się podoba.

Zmieniłam się ja, moje życie i podejście do wielu spraw. W niektórych obszarach nie zgadzam się z Borejkami. Co nie przeszkadza mi delektować się tą literaturą i dobrze czuć się w tym świecie. Lubię też w książkach Musierowicz odnajdywać realne miejsca w Poznaniu. Bywam czasem w tym mieście i bardzo mi się w nim podoba. Pozdrawiam ciepło Żonkę Bronka, której przeze mnie zawalił się świat, gdy uświadomiłem jej, że pewien dom na Noakowskiego wcale nie jest willą, w której mieszkali Kłamczucha, Tomcio i Romcia.

Idę się położyć. Z książką oczywiście.

Co poprawia mi humor

zona.oburzona

Jestem niereformowalna. Niedługo będę mogła zbudować wokół siebie zasieki z książek. Sterta tego, co mam i/lub chcę przeczytać, rośnie. I nie mogę się opanować. Jeśli tylko zapragnę coś przeczytać, to zazwyczaj kończy się to wydaniem pieniędzy. Miałam tego nie robić, ale niestety. Odbijam sobie te lata, kiedy książki mogłam kupować rzadko, a tak bardzo lubię to robić. Również dzięki temu wczorajszy dzień był lepszy od poprzedniego.

Etgara Kereta najpierw usłyszałam w radiowej Trójce, potem znalazłam fragment w magazynie Książki. Następnie przeczytałam o nim u Chiary, co potraktowałam jako zbieg okoliczności. A może po prostu pana Kereta wszędzie teraz pełno... Miałam odczekać, nie dałam rady, skoro zakochałam się w tym autorze od pierwszych liter. Kupiłam.

Druga książka kosztowała grosze w jakiejś promocji, więc wyrzutów nie mam. Tak jakbym miałam z powodu tamtej... Napisał ją Michal Viewegh, którego mój ulubiony Mariusz Szczygieł określił jako czeską Grocholę, bo to ponoć najpopularniejszy czeski pisarz pośród mas. Grocholi nie czytam, nie lubię. Ale w wersji czeskiej - rewelacja. Polecam.

książki

Mam nadzieję, że dzisiaj wieczorem coś jeszcze poprawi mi humor. Chłopaki, trzeba to wygrać!

O różnicach między dziewczynką a chłopcem

zona.oburzona

Pamiętacie późną jesień, kiedy to mogłam stać się królową marudzenia? Często wyjeżdżałam wtedy służbowo. Plusy delegacji (kilometrówka, jeśli jadę autem, czas dla siebie, kino) były w stanie osłodzić mi życie tylko do pewnego momentu. Potem zaczęłam tęsknić za domem, zauważać drobniejsze i większe konflikty z Moim Mężem z powodu mojej nieobecności. Po czym wyjazdy ustały i... zaczęło mi ich brakować. Ostatnio moja praca wróciła do sensownej równowagi, czyli trochę tu, trochę tam i tak jest najlepiej.

Ale kilka tygodni temu wyjeżdżać zaczął Mój Mąż. Póki co wraca na weekendy, zobaczymy, jak długo to potrwa. Na razie ma to dobry wpływ na naszą relację, weekendy jak miesiąc miodowy. Ale pewnie niedługo zacznę się wkurzać, że to ja muszę odkurzać i czar pryśnie.

Na razie śledzę różnice między nami w radzeniu sobie bez współmałżonka.

Jadłospis Mojego Męża podczas mojej nieobecności to tosty i frytki, no czasem zrobi sobie jajko sadzone. Ja też nie mam oczywiście ochoty, by codziennie gotować dla samej siebie, ale mimo to staram się jeść normalnie. Czasem z kimś się umówię, by zjeść coś na mieście, albo pojadę do Mamy, Teściowej, czy wywlekę coś z zamrażalnika. Staram się też zostawić coś z weekendu. No i mam swój repertuar szybkich, smacznych i pożywnych dań.

Mojemu Mężowi nie chce się ścielić codziennie rano łóżka. Zostawia je rozłożone i rozbebeszone. Ja radzę sobie z tematem inaczej, po prostu nie chce mi się łóżka rozkładać. Zarzucam sobie kołderkę na plecy, pod głowę wciskam jasieczek, przytulam ulubioną maskotkę (mamy wpis z gatunku wstydliwe wyznania) i tak na złożonej sofie śpię. Wiem, głupota. Ale przynajmniej nie czuję się w tym łóżku jakaś taka sama.

Jak jestem sama, zdecydowanie dłużej śpię, bo wcześniej się kładę. Mąż korzysta z tego, że nikt mu nie truje, żeby się już położył. I przesiaduje po nocach, choć bywa to nawet efektywne, bo pracuje przy komputerze.

Ogólnie staram się jakiś porządek w domu zachować, czyli nie robić bałaganu. Mój Mąż na odwrót: robi bałagan, a stara się przywrócić porządek. Przecież nikt mu nie każe ciuchów wrzucać od razu do brudnika, więc zostawia je gdzie bądź, ani myć na bieżąco naczyń, więc zalegają stosami. Starania, aby przywrócić porządek... no cóż, pozostają staraniami.

Również inaczej zagospodarowujemy sobie czas w pojedynkę. Ja myślę o tym zawczasu, umawiam się ze znajomymi, planuję załatwianie różnych spraw, zabieram się za dawno odkładane zadania. A Mój Mąż bierze to, co przynosi mu każdy dzień, okraszając to np. oglądaniem nielubianych przeze mnie filmów i seriali.

A podstawowa dla mnie różnica to częstotliwość naszych kontaktów. Kiedy ja wyjeżdżam, dzwonię dość często. Z trasy, gdy dotrę na miejsce, gdy wydarzy się coś ciekawego, przed snem. Jak wiecie z wcześniejszego wpisu, Mój Mąż nie pozwoliłby mi na brak kontaktu telefonicznego... Natomiast On niestety nie ma podzielnej uwagi. W momencie, kiedy wyjeżdża, zaczyna pracować. Pracuje. Myśli o pracy. Przygotowuje się do pracy. Odpoczywa po pracy. Dzwoni, ale sporadycznie. Do tego stopnia jest zaabsorbowany pracą, że zdarza mu się zapomnieć o poinformowaniu mnie, że dojechał na miejsce.

Nie da się ukryć, że jest trochę różnic między nami.

Na ten tydzień zaplanowałam przegląd wiosenno-letniej garderoby, kino, spotkanie z dawno niewidzianą koleżanką i codzienne rowerowe przejażdżki. A początek tygodnia rozpoczęłam miło, kupując w promocyjnej cenie z okazji Światowego Dnia Książki kilka tytułów. To się dopiero nazywa fajniedziałek!

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci