Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : kino

Jeszcze o "Idzie"

zona.oburzona

W zeszłą  środę jak co tydzień kupowałam  "Politykę". Na okładce Agata Trzebuchowska w kadrze z filmu,  hasło: spór o Idę. Sprzedawczyni dłużej niż procedura tego wymaga trzymała gazetę w ręku, wpatrując się w obrazek.  Po chwili oznajmiła: no właśnie, spór o Idę. Mi się ten film nie bardzo podobał. Od razu pomyślałam, że zdecydowanie jest jakiś problem z tym filmem, nie sądzę, by podobny komentarz wywołał kadr z filmu  "50 twarzy Grey'a", chociaż gdyby był mocno  pikantny... Pospieszyłam z zapewnieniem, że mnie akurat  film bardzo się podobał. Na co sprzedawczyni westchnęła: za mało w nim treści.

Na jednym z portali czytam o bezdomnym psie, który zagrał w "Idzie". Pies? Jaki pies? Zupełnie nie pamiętam.

Zaproponowałam Inspiratorowi,  że jeśli ma ochotę nadrobić tę zaległość, jestem gotowa pójść raz jeszcze na "Idę" razem z nim. Przy okazji może tego psa bym sprawdziła...  Inspirator nieoczekiwanie wyraża zgodę na takie rozwiązanie. Po filmie pytam:

Żona Oburzona: I jak się podobało?
Mąż Inspirator: Ok. Świetne zdjęcia. Ale nie wiem, czy powinien dostać Oscara.

Wczoraj czytam, że jeden z mądrzejszych dziennikarzy nie poszedł na "Idę", bo jego koledzy pisali, że to film o holocauście. A przecież tu już naprawdę niczego nie można dodać (czyżby?), no to nie chciał tego filmu oglądać. Jego zdaniem pewnie inni Polacy z tego samego powodu nie poszli  i dlatego właśnie frekwencja była niska.

Zadziwia mnie to wszystko.

Co musiałoby się dziać w tym filmie, by zdaniem pani w sklepie była w nim zadowalająca ilość treści? Czy gdyby trwał dwa razy dłużej i pokazał drastyczne sceny, o których bohaterowi tylko mówią, byłoby lepiej?

Co ma na myśli przeciętny widz w kinie twierdząc, że film  powinien lub nie powinien dostać nagrody? Czyżbyśmy byli narodem krytyków filmowych, zdolni do oceny, co się nadaje, co nie  - nie znając jednak  konkurentów?

Czy dziennikarz opiniotwórczego  tygodnika nie ma w sobie naprawdę na tyle otwartości, by jednak obejrzeć film już wcześniej obsypany nagrodami na różnych festiwalach? Przez jakąś łatkę?

A pies pojawia się dwa razy przez kilka sekund. Ale niektórzy jednak widać głównie na tym zwierzaku skupili swoją uwagę.

 

Sukces

zona.oburzona

Dzisiejszej nocy źle spałam. Obudziłam się, wierciłam. Inspirator chrapnął raz i drugi, przeziębiony. W końcu zostawiłam go samego w sypialni, a sama udałam się na nasz słynny i wygodniutki narożnik. Włączyłam do  towarzystwa radiową Trójkę. Po kilkunastu sekundach razem z całym światem  dowiedziałam się, że polski film otrzymał statuetkę Oscara w kategorii najlepszy film  nieanglojęzyczny.

To świetna wiadomość. Dla mnie "Ida" to piękny i niesamowity film, tak inny od większości produkcji.

Pozostaje mi się tylko uśmiechnąć z politowaniem, gdy widzę oskarżenia o antypolskość, antysemickość, antycokolwiek. Historia może być w pewnym sensie uniwersalna, nie generalizując jednocześnie.

I tylko żal polskich dokumentów, które również stanęły w tym wyścigu, ale nagrody nie zdobyły. I "Joanna", i "Nasza klątwa" jest już Wam pewnie znana, tyle się o nich ostatnio mówiło i pisało, na blogach również. Chociaż w tych przypadkach sama nominacja jest  już przecież olbrzymim wyróżnieniem. A to, że tylu z nas te filmy obejrzało i obejrzy, poruszonych i wzruszonych, jest najlepszą nagrodą dla twórców.

Dla kontrastu mam jeszcze filmowe rozczarowanie. Obejrzałam "Teorię wszystkiego" i szczerze mówiąc, zmieniłabym tytuł na "Teorię niczego". Moim zdaniem film jest nudny, przegadany, a scenariusz pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Mocno się zawiodłam. Może ktoś ma ochotę podyskutować?

Filmowo

zona.oburzona

Chodzę do kina znacznie rzadziej niż kiedyś, mniej więcej raz na miesiąc lub dwa. Zorientowałam się właśnie, że każdy z czterech ostatnio widzianych filmów to produkcje. To chyba dobry znak, prawda? Mam wrażenie, że póki co kretyńskie komedie o tym samym i z identyczną obsadą nie stanowią już przeważającej większości.

Każdy z tych filmów został doceniony. Można rzec, że to tzw. głośne filmy. Obsypane nagrodami, oryginalne, niektóre kontrowersyjne. Świetnie zrobione i doskonale zagrane.

Dziewczyna z szafy, W imię, Chce się żyć, Ida. Zachęcam Was do ich obejrzenia.

Z perspektywy czasu jednak stwierdzam, że jedna z tych produkcji odstaje od reszty. O ile Ida jest dowodem na to, że nie trzeba wielu słów i drastycznych obrazów, by przekazać coś ważnego, o tyle W imię to przykład tego, że czasami kontrowersyjny temat nie wystarczy. Ten film wydawał mi się dobry, a jednak stwierdzam, że dobry nie jest. Popsuła go ostatnia scena... Nie piszę, żeby nie psuć niespodzianki tym, którzy by chcieli zobaczyć. A tych, którzy widzieli, proszę o wrażenia, bardzo jestem ciekawa, czy są podobne, czy odmienne od moich.

A o Idzie czytałam dzisiaj, że szkodliwa. Bo stereotypy, bo klisze. Dla mnie jednak to była historia tych konkretnych bohaterów, a nie jakaś uniwersalna przypowieść o wojennych i powojennych losach. Skoro ja - znana w swoich kręgach z niechęci do dowcipów o podtekście antysemickim, wyczulona na wszelkie przejawy ksenofobii, rasizmu i nietolerancji - zachwyciłam się tym filmem, to chyba nie ma co się doszukiwać w nim szkodliwych stereotypów. Chociaż... może ja po prostu potrafię zrozumieć i zaakceptować, że po każdej stronie barykady mógł znaleźć się ktoś zły?

Bagaż

zona.oburzona

Po raz pierwszy od naprawdę dłuższego czasu byłam w kinie. Skończyły się kilkudniowe delegacje w stolicy, nawet do Łodzi już nie jeżdżę, w Poznaniu służbowo też niestety nie bywam. Od kilku lat kino stało się dla mnie sposobem na zabicie czasu, którego nadmiar pojawiał się dzięki kreatywności mojego pracodawcy. I kiedy okazało się, że przyszła pora na to, by wyjście do kina na nowo stało się wyborem i sposobem spędzania wolnego czasu, ciężko było mi się przestawić.

A dzisiaj obejrzałam w kinie Dziewczynę z szafy. Film dziwny i intrygujący, zabawny tylko chwilami, zdecydowanie bardziej smutny. To, co mi się w nim podobało, to skupienie się na tu i teraz: bez prostackiego psychologizowania, bez schematycznego tłumaczenia bohaterów. Oni są, jacy są, nie pojawiają się żadne widma okrutnych matek, emocjonalnie chłodnych ojców, nie ma porzuceń, molestowań, biedy i głodu. Film pozostawił mnie z refleksją, że wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej szaleni...

A to koresponduje z myślami, które ostatnio upodobały sobie moją głowę i ciągle po niej łażą. Te myśli jednak wiążą się z tym, o czym Dziewczyna z szafy nie opowiada zbyt dokładnie. Czyli z bagażem, który każdy z nas dźwiga.

Do pewnego momentu wydawało mi się, że moja torba wcale nie jest ciężka. Że poradziłam sobie z tym, co mnie ukształtowało, a niektórych rzeczom ukształtować się nie dałam. Ale chyba jednak wcale nie jest to takie proste. Zastanawiam się czasem, czy nie zrobić w tym bagażu jakiegoś większego porządku...

Zawód

zona.oburzona

Od kilku dni nieustannie się nagradzam. A to kupię sobie sukienkę, a to książkę. Napiję się wina, zjem dobry obiad, albo wrąbię całego melona. W ramach sprawiania sobie nagród za wykonanie dobrej roboty, jaką jest zmiana pracy, poszłam też niedawno do kina. I to był błąd. Wyboru akurat w tym dniu nie było, więc poszłam na film, który chciałam zobaczyć, mimo bardzo kiepskich recenzji. Nad życie opowiada historię siatkarki, a ja tę dyscyplinę sportu maniacko uwielbiam. I Agacie Mróz kibicowałam, kiedy walczyła o zdrowie, o macierzyństwo, o życie...

Niestety, film jest moim zdaniem beznadziejny. Żałuję, że powstał w takiej formie. Nie widzę w nim żadnego pozytywnego aspektu. Co prawda, krytycy podkreślają dobrą grę Olgi Bołądź, ale jak mogę chwalić aktorstwo, skoro rola była kiepsko napisana? Kompletnie nieprzekonywująca jest historia miłości Agaty Mróz i jej męża. W tym, co pokazano na ekranie, oprócz namiętności nie dostrzegłam uczucia, a wsparcie jedynie w ostatnich najbardziej dramatycznych chwilach.

Decyzja podjęta przez siatkarkę może wzbudzać kontrowersje, we mnie samej budzi to duży dylemat, nie wiem, jak ja bym postąpiła. W zasadzie nie wiem też, dlaczego Agata Mróz zdecydowała się na dziecko być może kosztem swojego życia. Nie wykorzystano tego aspektu, być może ktoś bał stawiania się trudnych pytań i konsekwencji, jakie może to wywołać.

I ta muzyka rzewna. I te żenujące sceny, które w prymitywny sposób chcą wzruszyć i poruszyć. Te kiepskie dialogi..

Aż mi się chciało wyjść z kina... Szkoda.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci