Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : Walentynki

Wpis z serduszkami

zona.oburzona

Nie będę przedstawiać swoich rozważań o Walentynkach. Odsyłam Was tutaj. Część z Was jeszcze wtedy moich wypocin nie czytała... Przy okazji mam pytanie, Duma_i_uprzedzenie, moja wierna niegdyś Czytelniczko, gdzie jesteś?

W każdym bądź razie, ja obchodzę to święto drobnym gestem. I w sumie jego idea bardzo mi się podoba. Bo w zasadzie, dlaczego nie można zrobić czegoś miłego dla ukochanej osoby? Nawet jeśli powinniśmy to robić częściej? Prawda jest taka, że na co dzień nie zdarza się mi się dmuchać 10 baloników w kształcie serca. Tak, wiem, kicz. Dlatego nie napiszę, do czego te baloniki przywiązałam. Możecie zgadywać...

Inspirator nieproszony, nienagabywany, nomen omen nieinspirowany, też przygotował drobną niespodziankę. I to jest najmilsze, co mogło się dzisiaj wydarzyć.

A jeśli ktoś z Was narzeka na Walentynki, że nie nasze, że komercja itp., to zachęcam do lektury. Ewa Maria pięknie i mądrze napisała niegdyś to, czego ja nie jestem w stanie napisać, bo nie mam tak szerokiej wiedzy. Moim zdaniem, tekst trafił w samo sedno.

serduszka

A jednak...

zona.oburzona

Nie wiem, czy ma to jakiś związek z bardzo cichą ostatnią niedzielą, ale w domu czekał dziś na mnie kwiatek i pół kilo ulubionych cukierków. Jak dla mnie - bomba (nie tylko kaloryczna)!

 

walentynki

Brzydkie słowo na W

zona.oburzona

Jestem rasową kobietą z krwi i kości, bo taka jestem czasem niezdecydowana. No bo sama już nie wiem. Lubię te walentynki czy nie?

To, co dzieje się w sklepach i mediach od kilku tygodni z kulminacją, której dopiero się spodziewamy za kilka dni, przyprawia mnie o silny odruch wymiotny. Parafrazując klasyk polskiej muzyki rozrywkowej, wszystko mi mówi, że trzeba się kochać. Konieczna w tym dniu jest kolacja przy zarezerwowanym specjalnie na tę okoliczność  stoliku w modnej restauracji. Najlepiej, żeby ta restauracja znajdowała się w jakimś innym mieście, by przy okazji można było odbyć super hiper romantyczną walentynkową podróż. Do tego szampan. Do tego nocleg. A najpierw musimy odbyć wizytę w SPA, czy chociaż u kosmetyczki, by się do świętowania walentynek przygotować. Czyli ogólnie rzecz biorąc po prostu chodzi o seks. Takie bezeceństwa w tym naszym pożal się boże katolickim kraju...

A przecież idea tego święta, ta pierwotna idea, jest fajna. Tylko kto pamięta, że to o kartki walentynkowe chodziło? O obdarowanie się drobnym upominkiem? O wyznanie uczuć? Ja w tym dniu lubię wręczyć ciasteczko-serduszko (zwane w skrócie ciastuszkiem lub serdeczkiem) Mężowi, Mamie, przyjaciołom... Ale nijak to się ma do obrazu tego dnia, jaki wyłania się z reklam obowiązkowo czerwonych i w serduszka prezentów oraz wycieczek ze specjalnym walentynkowym programem.

Mąż walentynki ma tam, gdzie słońce nie dochodzi, jak sam obrazowo to określa. Lata temu próbowałam go do tego święta przekonać. Tak, tak, był taki okres w moim życiu, gdy w euforii spowodowanej posiadaniem delikwenta, którego można w to święto wmanewrować, unikałam tradycyjnego doła, że walentynki, a ja sama. Na swoją obronę chciałam zaznaczyć, że moje pomysły na świętowanie walentynek były zawsze niestandardowe i nie generowały wydatków, za które można by kupić auto, albo chociaż opłacić kurs prawa jazdy. Ale im bardziej ja się starałam i wymyślałam, tym bardziej ten mój facet nie wiedział, co ma przygotować. I jak mi w końcu zrobił jednego roku prezent (takie nie-wiadomo-co ze sklepu z głupotami, na szczęście nie była to plastikowa kupa, ani porcelanowy penis, ale równie użyteczne), to przekonałam się, że nie mam wyjścia, muszę zaakceptować to, gdzie umiejscowił walentynki. I najlepiej włożyć je w to samo miejsce.

Zatem w tym roku tak, jak w poprzednich latach, coś nam dobrego upiekę i tylko sobie po cichu pod nosem powiem, że to z tej okazji. Mój Mąż nie zauważy podstępu, w końcu ma problem z datami, o czym już wiecie.

Chociaż być może  skończy się na niczym. Jak wchodzę na blogi kulinarne, to aż mnie razi w oczy mnogość propozycji i wezwań, że oto koniecznie muszę coś walentynkowego upiec, ugotować, przyrządzić, podać. A skoro muszę, to zaczynam mieć to dokładnie w tym samym miejscu, co Mój Mąż.

Chociaż idea tego święta naprawdę jest całkiem fajna...

Przypominam o sondzie, która znajduje się w po prawej stronie w bocznej szpalcie.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci