Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : wstawanie

...bo się nie wyspałam

zona.oburzona

Mąż Inspirator od kilku tygodni w weekendy chadza na zajęcia w ramach studiów zaocznych. Godziny wykładów ustalał chyba jakiś sadysta, gdyż zaczynają się o 7.30. W związku z tym dzisiaj budzik Męża zadzwonił o 6.00. Oto przebieg zdarzeń:

6.00 Budzik dzwoni.
6.01 Inspirator mruczy i powarkuje. Ja otwieram oczy, sprawdzam, która jest godzina. Mówię, że pora wstawać.
6.05 Udaje mi się lekko przysnąć, ale słyszę, że Mąż coś ustawia w komórce. Przypominam mu, że powinien już iść do łazienki. W odpowiedzi słyszę mruczenie i powarkiwanie.
6.15 Przebudzam się, sprawdzam godzinę. Każę Mężowi wstać i maszerować do łazienki. On w odpowiedzi przekręca się na drugi bok, mruczy i powarkuje.
6.30 Podniesionym głosem przypominam, że poprzedniego wieczora uznał swoją obecność na tych zajęciach za niezbędną. W odpowiedzi ciągle to samo: mruczenie i powarkiwanie.
6.35 Udaje mi się chyba przysnąć, bo nawiedza mnie wizja wizyty w salonie Citroena, co prawdopodobnie ma związek z niedawno odkrytą reklamą.
6.45 Coś wyrywa mnie ze snu, sprawdzam godzinę. Siadam i wkurzona przypominam Inspiratorowi o zajęciach. Ten na wpół mrucząc, na wpół powarkując oznajmia, że nie idzie na pierwszy wykład, potem ma okienko, więc pojedzie na 11.
6.50 Mąż Inspirator śpi. Ja nie. Wstaję więc i zaczynam dzień od kawy i śniadania.
7.30 Mąż Inspirator śpi. Ja nastawiam pranie.
7.45 Mąż Inspirator śpi. Ja czytam książkę.
8.15 Mąż Inspirator śpi. Ja ubieram się i idę na zakupy.
9.00 Mąż Inspirator śpi. Ja wieszam pranie.
9.45 Mąż Inspirator wstaje. Ja jestem wkurzona.
10.15 Mąż Inspirator je śniadanie. Ja wprost (czyli werbalnie) i nie wprost (nalewam tylko sobie kawy) wyrażam swoją irytację.
10.30 Mąż Inspirator wychodzi.

Pewnie się zastanawiacie, dlaczego tak długo ciągnę ten harmonogram, dlaczego nie poprzestałam na godzinie 6.45 lub 9.45?

11.15 Odbieram telefon od Męża Inspiratora, który informuje mnie, że zajęć w tym dniu nie ma, co jasno wynika choćby z planu zajęć. Wystarczyłoby tylko do niego zajrzeć...

...bo śpi

zona.oburzona

A potrafi spać bardzo długo, bo bardzo to lubi.

Oczywiście ja też lubię spać, ale wystarcza mi sześć godzin pod kołderką i już jestem w stanie normalnie funkcjonować. Budzenie i wstawanie Mojego Męża to proces wieloetapowy. Niewiele rzeczy jest go w stanie zrzucić w łóżka, kluczem do sukcesu jest tu konsekwencja w stosowaniu bodźców i brak wrażliwości na reakcje. Ja natomiast na co dzień zrywam się na pierwszy dźwięk budzika i mogę już żyć. Ma to niestety swoją ciemną stronę. Otóż jeżeli coś mnie obudzi powiedzmy po godzinie 6, czy 7, marne szanse, żebym zasnęła z powrotem.

I tak o to obudzona przez czynniki zewnętrzne snuję się po domu od godziny 8, co jednak jest wyczynem, zważywszy na to, że położyliśmy się o 4. Teraz jest godzina 11.45. Mąż nadal śpi.

Pod względem spania jesteśmy kompletnie niedopasowani. W trakcie kilku lat wspólnego mieszkania doszliśmy do pewnego kompromisu, wyjścia nie było. Polega to na tym, że w tygodniu wstajemy wcześnie, bo jednak przydałoby się zarobić jakieś pieniądze. W sobotę nieco dłużej śpimy, ale wstajemy na tyle wcześnie, aby jeszcze zdążyć wygonić sforę kotów spod mebli i załapać się na jakieś pieczywo w ogarniętych zakupowym szałem osiedlowych sklepikach. Natomiast w niedzielę i dni świąteczne - o ile nigdzie nie wyjeżdżamy - Mąż ma prawo do takiej ilości snu, na jaką tylko ma ochotę.

Jest godzina 12.10. Mąż nadal śpi. W międzyczasie odebrałam dwa telefony, czym zupełnie Mój Mąż się nie przejął, nadal smacznie pochrapując dokładnie w tym samym rytmie.

Tak, wiem, kompromis i tak dalej, nie ma co marudzić. Ale patrzę za okno, widzę przebijające przez słońce chmury i jednak trochę mi żal.

Jest godzina 12.30. Mój Mąż nadal śpi.

Dzień z życia z wkurzającym mężem, czyli Żona Oburzona prezentuje

zona.oburzona

Rano się nie udało, pośpiech jest złym doradcą... Teraz na spokojnie (choć ten spokój jest względny w obcym mieście i na obcym komputerze) zamieszczam obiecany wpis.

Tym razem prezentuję notkę drugiego zwycięzcy konkursu, czyli Węża znanego z dwóch blogów: za-co-ona-sie-obrazila oraz zajajco-kontrblog. Jednego jest autorem, drugiego bohaterem. Ja oba blogi uwielbiam.

Poniżej na zielono notka. Zatytułowałam ją "dzień z życia z wkurzającym mężem", bo w zasadzie w tym wpisie wszystko jest takie zwyczajne, codzienne. Ale jak ja to świetnie znam... i pewnie część czytelników również. To już nie chodzi nawet o to, że konkretnie te same myśli się pojawiają. Może godzina jest inna, może zamiast lasagne zrobi spaghetti, ale zasada jest taka sama: po prostu wkurza. Do dyskusji pozostawiam temat, z czego to się bierze? I czy Wy Mężowie też tak macie, że co byśmy nie zrobiły, nie powiedziały, to i tak jest źle? No?


02:00

Chrapie. Chrrrrrr-hhhhr! Kiedyś przynajmniej przytulił, ciepło było. A teraz leży do mnie plecami, z jedną nogą na MOJEJ części łóżka. Wkurza mnie.

06:00

Czy wstawanie musi odbywać się w tak głośny sposób? Mógłby się postarać nie przesuwać krzeseł, ciszej otwierać szuflady i nie skrzypieć podłogą, ja chcę jeszcze pospać. Kiedyś podobało mi się, że wstaje tak rano, a nie wyleguje się bez celu w łóżku, ale żeby nie dać swojej żonie pospać, kiedy ona idzie do pracy na ósmą? Na pewno specjalnie mnie wkurza.

06:55

Nie pocałował mnie na do widzenia przy wyjściu. Co z tego, że za 5 minut musi być być w pracy?Co z tego, że miałam zamknięte oczy? Przecież powinien wiedzieć, że czekam na całusa. Powinien się zorientować, że wcale nie śpię, tylko czekam na odrobinę czułości przed dniem pracy. Pewnie się obraził, jak mnie to wkurza!

11:00

Drugi telefon od niego, pyta się, czy wszystko OK, bo wczoraj narzekałam na bolącą głowę i łamanie w kościach. Oczywiście, że OK. Czy on nie wie, że ja jestem w pracy i nie mogę sobie tak gadać przez telefon o piedołach? Przecież jakbym się źle czuła, to bym sama do niego zadzwoniła. Mam zaraz ważne spotkanie i teraz nie mogę się skupić, bo mnie wkurzył.

15:30

Znowu dzwoni, co kupić w sklepie. Przecież doskonale wie, co kupić, to po co się pyta. Ja nie mam czasu odbierać głupich telefonów. I jeszcze się czepia, że jak ostatnio kupił chleb razowy zamiast żytniego, to się niby czepiałam. Kiedyś pamiętał, który dokładnie cheb lubię, i jaki potem mi smakował, i ten, który potem taki smaczny pojawił się, ale go po dwóch miesiącach wycofali. Ale nie, trzeba wkurzyć.

17:30

Zrobił obiad. Tylko dlaczego taki ciężki? Czy on naprawdę sądzi, że zjem lasagne i będę się dobrze czuła? Powinien jeść warzywa, sałatę i chrupkie pieczywo, a tymczasem nie dość, że sam objada się makaronem i tłustym mięsem, to jeszcze mnie chce utuczyć. Kiedyś potrafił zrobić to danie tak, że się chciało aż zjeść, ale czy naprawdę trzeba jeść lasagne co tydzień? No mnie wkurzył, obżartuch jeden.

19:00

Włączył telewizor, skacze z kanału na kanał. Dobrze wie, jak tego nie lubię. Jak się go zapytałam, czy coś zamierza oglądać dłużej niż dziesięć sekund, to oburzony odparł, że za dziesięć minut zaczyna się jego film. To nie mógł włączyć pudła za dziesięć minut? Jakby specjalnie chciał mnie wkurzyć.

22:00

Nie ma tak dobrze, cały dzień mnie wkurzał, więc niech w łóżku na nic nie liczy. Ostentacyjnie idę do sypialni poudawać, że śpię. Na pewno się nie zorientuje. Ale cały dzień nie może mu ujść płazem.

02:00

Chrapie. Chrrrrrr-hhhhr!


Wężu, bardzo dziękuję! Teraz czytelnicy kolej na Was - czekamy na komentarze!

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci