Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : sport

Emocji, wrażeń i odczuć gulasz

zona.oburzona

Gulasz to taka  potrawa, w której może być wszystko. Zwłaszcza w wersji warzywnej, którą ostatnio wybieram najczęściej. I jak  taki gulasz wygląda dzisiaj mój wieczór. Dominuje zmęczenie po weekendowej imprezie i towarzyskich spotkaniach - to wszystko na drugim końcu Polski. Jest  radość i wzruszenie, które towarzyszą mi zawsze, gdy oglądam naszych sportowców otrzymujących medale. No i napięcie, w którym wysłuchiwałam relacji radiowej w pociągu. Do tego niestety dokładają się obawy przed kolejnym tygodniem. Będzie długi, ciężki i trudny. Czekają mnie nierealizowane dotąd zadania, ważne wystąpienia, dużo  stresu... To taki stan, w którym nie mam   siły na chwytanie byka za rogi, raczej kombinuję, jak uniknąć tych wyzwań. Wiem, to nie jest racjonalne i efektywne myślenie. Ale dzisiaj nie stać mnie na nic więcej. Czuję, że  jutro obudzę się z potężnym deficytem snu. 

Ech. Niezbyt smaczny ten dzisiejszy gulasz jednak...  Łyżka dziegciu psuje mi wszystko. Myślcie o mnie ciepło w nadchodzących dniach!                  

Gramy z Katarem... dobrze, że nie z biegunką

zona.oburzona

Wybaczcie ten jakże prosty żart... Tak mi się jakoś wymyśliło, chociaż czuję, że gdybym weszła na demotywatory, czy jakąś inną tego typu stronę, to znalazłabym podobne dowcipy. Nie będę ukrywać, że nasi szczypiorniści - moja druga ulubiona drużyna tuż po siatkarzach - sprawili mi wczoraj ogromną niespodziankę. Wiem, wiem, powinnam bardziej wierzyć, ale jak, skoro Chorwacja to naprawdę mocny i niewygodny przeciwnik? Żałuję tylko, że nie mogłam tego oglądać, ale niestety, nieprzekładalne obowiązki zawodowe mi to uniemożliwiły. Za to jutro zasiądę i będę całym sercem kibicować.

Kilka lat temu zrobiłam to zdjęcie. To jeden z moich ulubionych zawodników tej drużyny, choć i do jego zmiennika czuję ogromną sympatię.

20120822_20.22.42

Chłopczyk z Rakietką i Pan Piąstka

zona.oburzona

Panie Dzieju, co to się wyprawia!

Parę lat temu nasze rodzime telewizje zaczęła toczyć bakteria. Epidemia polegała na udowadnianiu, że każdy może robić wszystko. I tak aktorzy tańczyli. Tancerze śpiewali. A piosenkarze uprawiali łyżwiarstwo figurowe. W tym samym nurcie jeden z programów udowadnia nam teraz, że podrzędna i syfiasta knajpa może stać się elegancką restauracją.

Nie martwmy się, to nie koniec. Okazuje się, że rozgrywa się właśnie kolejne widowisko, a w nim każdy może zostać politykiem.

Z możliwości zaczęli korzystać sportowcy. Nawet mój niegdyś ulubiony siatkarz. Chociaż to "nawet" powinnam jednak zarezerwować dla marnego człowieczka, jakim okazał się niegdyś podziwiany przez wielbicieli boksu pięściarz. W tym przypadku mowa nie jest nawet aluminium, a milczenie nigdy nie będzie złotem, skoro wiadomo, jak płytkie jest to, co pod spodem.

Ale zaistnieć można nie tylko w polityce. Wystarczy widowiskowo się wkurzyć na dziennikarzy, by ukryć frustrację z powodu fatalnej przegranej. I obrazić przy okazji całe rzesze studentów, którzy po latach nauki zdobywają w naszym kraju dobrą pracę, sportowców, którzy osiągają świetne wyniki i nie narzekają na jakość sali treningowej, przedsiębiorców, których firmy uczciwie prosperują, osiągając sukces.

Ja też się czuję obrażona i zawiedziona. Boksu nie lubię, ale tenis owszem. Dotąd uważałam naszego młodego tenisistę za zadziornego, teraz widzę w nim rozpieszczonego dzieciaka. I nie dostrzegam szans na to, by dorósł.

Sportowa niedziela

zona.oburzona

Zazwyczaj mam ze sobą aparat fotograficzny, ale tym razem o nim nie pomyślałam. W związku z tym pozostało mi zrobić Puchar Davisa Wrocławkiepskie zdjęcie telefonem. I dlatego dzisiaj zobaczycie tylko biało-czerwoną plamę, która tak naprawdę jest nadzieją polskiego tenisa. W moim mieście odbył się w miniony weekend mecz Pucharu Davisa pomiędzy Polską a Słowenią. Rywale nie byli raczej wymagający, nie jestem może ekspertem, ale różnica w poziomie gry była widoczna. Niemniej jednak oglądanie zawodów było dużą przyjemnością.

Myślę, że przed Jerzym Janowiczem piękna kariera. Podoba mi się jego lekko szalona gra, spontaniczność i zadziorność. Trzymam za niego kciuki.

 

Wielkie kłamstwo

zona.oburzona

Po pierwsze, nie lubię kłamstwa. Zdobyłam się dotąd tylko na kilka np.:

Nie, ta bluzka nie była droga, przecież są wyprzedaże. Nie wiem, po co to mówię, Mąż Inspirator i tak nie wie, co to znaczy drogi ciuch...
Mamusiu, wypiłam tylko soczek! Ech, to były czasy...
Ojej, ale niespodzianka! Słynę z tego, że domyślam się, co dostanę w prezencie...

Zasadniczo jednak kłamać nie umiem i nie lubię. Tak zostałam wychowana.

Po drugie, kibicuję wielu sportowcom, o czym moi stali Czytelnicy doskonale wiedzą. Podziwiam ich za zaangażowanie, wytrwałość w dążeniu do celu. Lubię emocje, które wywołuje we mnie kibicowanie. Wczoraj nabawiłam się nerwicy podczas meczu naszych szczypiornistów z Serbią...

Czy już wiecie, o czym chcę napisać?

Oprah Winfrey gościła u siebie w programie Lance'a Armstronga. Sportowca, który był na szczycie, po czym spadł z niego z wielkim hukiem, gdy okazało się, że po swoje triumfy jechał na dopingu. W wywiadzie przyznał, że brał koks, że przetaczał krew. Że jeśli ktoś chce wygrać Tour de France, to musi brać. Że inni też to robią. Można było pomyśleć, że jeszcze przed nim całkowite dno, czyli procesy, które mogą wytoczyć sponsorzy, Fundacja Livestrong. Ale coś mi się zdaje, że wizyta w telewizyjnym studiu to początek pokuty, która ma odbudować wizerunek kolarza. Mało się nie przewróciłam z wrażenia, gdy w radiu usłyszałam wypowiedzieć jakiegoś eksperta, że Lance Armstrong jeszcze może wrócić do sportu, że to przyznanie się do winy jest początkiem odkupienia win.

Dla mnie to, co robiła grupa US Postal, w której jeździł Armstrong, to skandal. Czytałam niedawno bulwersujący artykuł o tym, jak perfidne stosowano praktyki. A teraz Lance mówi, że odbierał to, jako wyrównywanie szans... Pewnie nie oburzałoby mnie to tak bardzo, gdyby nie to, że przez tyle lat wszystkiego się wypierał.

No i jeszcze jedna rzecz. Miał być przecież przykładem dla wielu chorych na nowotwór ludzi. Sam pokonał raka, po czym osiągnął niesamowite wyniki sportowe. Niestety, to było jedno wielkie kłamstwo. Co nim kierowało? Czy naprawdę tak bardzo chciał wygrywać?

 

 

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci