Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : sprzatanie

...bo nie lubi się powtarzać

zona.oburzona

Sprzątamy kuchnię. Po tygodniu pospiesznego mycia naczyń i spontanicznej imprezce ze znajomymi zdecydowanie trzeba już opróżnić suszarkę. Wchodzę na taboret, by schować kilka suchych, a rzadko używanych naczyń na najwyższej półce.

Mąż Inspirator: O, to jak już tam jesteś, to schowaj może jeszcze te kieliszki.
Ja: Ale one chyba nie zostały jeszcze umyte?
Mąż Inspirator: No nie. Dobra, to wstawiam je do zlewu. Chociaż w sumie skoro i tak zawsze myję je i wycieram przed nalaniem wina, to może schowamy je takie nieumyte?

...bo zamiata pod dywan

zona.oburzona

Od kilku dni nie mogłam dogadać się z Inspiratorem w kwestii czystości podłogi. Ja mu pokazywałam kolejne kurzoty*, on uparcie twierdził, że jeszcze nie czas. Ja wyliczałam, ileż to dni nasz odkurzacz nie jadł, on wmawiał mi, że przecież w tamten dzień, kiedy ja byłam zmęczona i spałam... Dzisiaj uznałam, że czas użyć twardszych argumentów.

Ja: Przecież nawet na podłodze leży ziemia, którą ostatnio używałeś do przesadzania kwiatków!
Mąż Inspirator: Nie, wcale nie leży!
Ja: Jakim cudem? Sama widziałam!
Mąż Inspirator: No przecież wkopałem ją pod szafkę...

Tu nastąpił wybuch śmiechu. A odkurzacz został nakarmiony.

*skrót od "koty z kurzu"

Kontynuacja wątków

zona.oburzona

Wciąż nieśmiało cieszę się wiosną. Po tak długiej i ponurej zimie mam jeszcze obawy, że ta przyjemna pogoda długo nie potrwa. Nie pozostaje zatem nic innego, jak korzystać z wiosny, póki się da. Jedni buszują w ogrodzie, inni stawiają na wysiłek fizyczny na świeżym powietrzu, jeszcze inni przygotowują garderobę na nowy sezon. Ja zdecydowałam się na drugą i trzecią opcję.

Wybór trasy na dzisiejszą przejażdżkę rowerową nie był trudny. W grę wchodziły tylko ścieżki rowerowe lub równiutki asfalt. I chociaż ciągnęło mnie do parku lub na polne ścieżki, moja pupa mogłaby tego nie wytrzymać. W tej chwili najbardziej dotkliwe skutki zimowego letargu odczuwam właśnie w rejonie pośladków. Nagrodziłam się póki co nowiutkim dresem i mam nadzieję, że chęć pokazywania się w twarzowej bluzie będzie wystarczającą motywacją do regularnych przejażdżek.

Zrobiłam też porządek w szafce z butami. Okazało się, że mam jeszcze więcej par, niż sądziłam - 24. Inspirator się uśmiał, bo z wrażenia wyrwało mi się: ja p..., ile ja mam butów! Liczba ta nie uwzględnia trzech dodatkowych par, które zdecydowałam się wyrzucić...

I żeby pociągnąć jeszcze jeden zasygnalizowany niedawno temat, chciałabym Was zachęcić do podziwiania bocianów. Ostatnio trochę się niepokoiłam, bo w gnieździe w Przygodzicach gościł tylko jeden ptak, ale dzisiaj pojawiły się już dwa. I wyobraźcie sobie, że od razu przystąpiły do rzeczy. To może jednak wiosna pełną gębą?

boćki w Przygodzicach

Punkt widzenia

zona.oburzona

Tak, jak przypuszczałam, więcej głosów otrzymał mąż - niedzielny sybaryta. Otrzymał również mój głos. A nawet dwa, bo korzystam z bloxa na dwóch urządzeniach i chciałam kontrolować wyniki. Oznacza to innymi słowy, że leniuszek jest bardziej irytującym typem od pracusia.

Jak się zapewne domyślacie, Inspirator lubi sobie niedzielę spędzić leniwie, ja zresztą też. I jest to fajne, o ile mieszkanie jest uporządkowane i wszystkie ważne sprawy załatwione. Jeśli nie, ja potrafię się za to wziąć. Inspirator w niedzielę dostaje syndromu dwóch lewych rąk i głębokiej niemocy.

Niedawno miałam możliwość obserwowania męża cudzego, który dzielnie spędza każdą wolną chwilę na pracy. Rozmarzyłam się, że wyślę tam w celach resocjalizacyjnych i reedukacyjnych Inspiratora. Właścicielka tegoż męża jednak niekoniecznie mnie rozumiała.

Tak, tak, stara prawda, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i tym razem znajduje zastosowanie.

I zgadzam się z Wami, najlepsze by było połączenie obydwu kategorii.

...bo powiedział, kto jest mordercą

zona.oburzona

Mąż Inspirator nie dziecko, mężem potrząsnąć można, a czasem nawet trzeba. Mąż wstrząśnięty i zmieszany to mąż dostarczający różnorodnych dóbr, niekoniecznie materialnych. 

Mąż Inspirator na skutek potrząśnięcia, będącego - jak się zapewne domyślacie - efektem tego, że Mąż Inspirator raczył niestety wstrząsnąć mną, pięknie sprzątnął mieszkanie i ugotował niespodziewanie bardzo smaczny obiad.

Ponieważ umożliwiono mi relaks, postanowiłam odpocząć podczas meczu Skra Bełchatów - Dynamo Moskwa, rozgrywanego w ramach Ligi Mistrzów siatkarzy. Moja sympatia krążyła od drużyny do drużyny. Zainteresowani wiedzą, że w tym drugim zespole gra od tego sezonu jeden z naszych najlepszych siatkarzy, wcześniej zawodnik Skry, co stanowiło dodatkowy smaczek tej rywalizacji. Mecz oczywiście musiałam sobie nagrać, gdyż terminarz meczy, czas lokalny w Moskwie oraz moje godziny pracy nie są ze sobą kompatybilne. A może właściwie są bardzo kompatybilne, bo się pokrywają. No i Mąż Inspirator niestety nie zachował czujności, poinformował mnie radośnie, kto wygrał, co ujemnie wpłynęło na satysfakcję z oglądania meczu. Jakbym wiedziała, kto zabił już w połowie kryminału. Na szczęście postarali się o atrakcje panowie komentatorzy, informując radośnie np. o tym, że pieszczą Holendra partnerzy z zespołu.

Fajnie, że polski klub wygrał, ale z drugiej strony żal mi tego naszego Kurka. Chyba pójdę do lodówki po monte. Listopad to właśnie ten miesiąc, kiedy wspieram producentów słodyczy i mlecznych deserów.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci