Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : choroba

Droga do pracy - aktualizacja

zona.oburzona

Kilka tygodni temu było tak. A kilka dni temu wyglądała jeszcze,  jak na poniższym zdjęciu. Od wczoraj jest mokro, zimno i mniej przyjemnie. Piękną pogodę podczas ostatniego świątecznego weekendu przypłaciłam lekkim przeziębieniem. Nic dziwnego, skoro ubrałam się za ciepło i w desperacji ściągnęłam na cmentarzu kurtkę...

W każdym bądź razie wszystko się składa do kupy. Chłód, wilgoć, katar i lekki ból gardła. A do tego... ogromny leń! Taka kombinacja jest  jednoznaczna z decyzją: biorę wolny dzień. Leżę pod moim ulubionym polarowym kocykiem, popijam  kawę i czytam. Oderwałam się na chwilę, by zza monitora do Was pomachać. A jak skończę czytać nową książkę Musierowicz, ugotuję pożywną i rozgrzewającą zupę z soczewicy. Taki właśnie będę miała miły dzień.

droga2

Nie umiem chorować

zona.oburzona

Póki co, jestem nie najgorszego zdrowia. Przez 8 lat pracy zawodowej skorzystałam raptem z 8 dni zwolnienia lekarskiego w trzech transzach, że tak to określę. To nie jest jakoś szczególnie dużo, prawda? Ponadto strasznie mnie wkurza wyłudzanie zwolnień: bo wyjazd, bo zmęczenie, bo wypowiedzenie, żaden argument mnie nie przekonuje. Może zabrzmi to dla kogoś dziwnie, ale naciągane L4 to dla mnie kradzież.

Można zatem wysnuć wniosek, że nie nadwerężam budżetu NFZ i nie wykorzystuję naiwności lekarzy. Wytłumaczcie mi zatem jak to się dzieje, że w przeciągu mniej więcej pół roku 2 razy odmówiono mi zwolnienia lekarskiego, bo prawdopodobnie wzięto mnie za symulantkę?

Pierwszy raz stało się to 31 października, gdy do internisty udałam się z paskudnym przeziębieniem. Dowiedziałam się, że mogę nawet 1 listopada udać się na cmentarz (ciekawe, skąd troska u pani doktor o podtrzymywanie tradycji i więzi ze zmarłymi członkami mojej rodziny?), byle żebym się ciepło ubrała i wzięła parasol. Drugi raz to sprawa bardzo świeża, związana z pewną kontuzją, przez którą nie mogę siedzieć, leżeć, właściwie w żadnej pozycji nie jest mi wygodnie dłużej niż kilka minut. A moja praca wiąże się z siedzeniem cały dzień przy biurku i przed komputerem.

Ostatecznie zwolnienie dostałam od innego lekarza. Idąc do niego na wizytę, czułam, że mi się to L4 absolutnie nie należy, chociaż czułam się fatalnie. Co jest ze mną nie tak? Czy może jednak problem leży po stronie eleganckiej przychodni, w której się leczę, gdyż wspaniałomyślny pracodawca dorzuca się do mojego ubezpieczenia?

Nie tylko nie umiem w chorobie poruszać się pomiędzy medykami, ja w ogóle nie umiem w tym stanie funkcjonować. Miałabym ochotę na zdecydowanie inne zajęcia niż te, które jestem w stanie teraz wykonywać. Kręcę się po domu, zawracam głowę Inspiratorowi, gotuję i piekę, więc póki co dietę szlag trafił. Nie mam natomiast nastroju na oglądanie i czytanie zaległości.

Ale za to tutaj jestem częściej. Zauważyliście?

...bo przywiózł sobie pamiątkę z podróży

zona.oburzona

Wróciliśmy z bardzo udanej wycieczki, o której na pewno będzie i tu, i tu. Udaliśmy się tam, gdzie bawiła się też Droga Berberys :) Może porównamy wrażenia? Ale to kiedy indziej. Dzisiaj spieszę donieść, że Mąż Inspirator jak zawsze przywiózł sobie pamiątkę z podróży, tylko tym razem niematerialną - właśnie leży w sypialni z paskudną anginą. Wyniosłam się na sofę dla gości zgodnie z zaleceniami pani doktor, która oznajmiła, że Inspirator zionie na wszystkie strony bardzo nieżyczliwymi zarazkami. A ja, zamiast się wściekać, próbuję nowego podejścia do życia, którego przez te kilka dni uczyłam się od pewnego szczającego grzdyla.

armia szczających grzdyli

Rybka Płetwaczka u weterynarza

zona.oburzona

Rybka Płetwaczka jest młoda, zwinna i cieszy się dobrym zdrowiem. Może jedynie to, co znajduje się tuż pod łuskami, wzbudza pewne wątpliwości: łuski są dość napięte, gdyż z Płetwaczki jest mały łakomczuszek i udało jej się zgromadzić warstewkę tłuszczyku. Nie jest to jednak poziom otłuszczenia utrudniający funkcjonowanie. Ot, drobne wałeczki. Poza tym Płetwaczka już na pierwszy rzut oka wygląda na zdrową, silną i odporną rybę. Rzadko zdarza się, by nasza bohaterka zachorowała. W każdym ze stawów wiedziano, że Płetwaczki byle katar nie zmoże. Niezwykle rzadko rezygnowała z wykonywania swoich obowiązków ze względu na samopoczucie. Ale czasami nawet takie silne rybki zapadają na jakąś wyjątkowo paskudną infekcję i postanawiają odwiedzić weterynarza. Tak właśnie postąpiła niedawno Płetwaczka, zmęczona kaszlem i katarem. Jakże się zdziwiła, gdy lekarz uznał, że to nic takiego, wystarczy ciepła pelerynka i Płetwaczka może wykonywać najcięższe prace nawet w zimnej wodzie. Gdyby w rybim kalendarzu znajdowały się dni wolne wypadające pomiędzy dniami roboczymi, Płetwaczka byłaby przekonana, że wzięto ją za symulantkę, która próbuje wyłudzić usprawiedliwienie dla swojej nieobecności...

...bo ciepłej nocy uruchomił farelkę

zona.oburzona

Spałam sobie dzisiaj smacznie. Nad ranem się obudziłam, bo zrobiło mi się strasznie gorąco i duszno, chociaż okno zostawiliśmy otwarte, a kołdry jeszcze z letniej na zimową nie zmieniliśmy. To odczucie gorąca było bardzo dziwne, postanowiłam więc przerwać miły sen o niespodziewanej fortunie, dzięki której porzucam pracę, doprowadzając tym swoją szefową do zawału. Okazało się, że źródłem ciepła jest farelka. Głęboko ukryta w ciele Męża Inspiratora.

Mój Mąż zazwyczaj przejawia olbrzymie zdolności grzewcze, ale to już była przesada. Termometr pokazał prawie 40 stopni.

Tak się właśnie kończy niedoleczone przeziębienie, z którym Mąż Inspirator nie umiał się rozstać od dwóch tygodni...

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci