Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : ciaza

...bo dobrze się rozumie z naszym ginekologiem (prawdopodobnie ostatni ciążowy wpis)

zona.oburzona

Nasz Ulubiony Ginekolog: I tak naprawdę nie ma co już odwlekać tej decyzji. Wszystko wskazuje na to, że waszemu dziecku środowisko macicy już nic nie daje i trzeba rozwiązanie ciąży przyspieszyć. 

Żona Oburzona: Czy to oznacza, że mała na pewno trafi do inkubatora?

Nasz Ulubiony Ginekolog: Prawdopodobnie tak. Ale dzięki temu szybko nadgoni i urośnie.

Mąż Inspirator: Czyli to jest tak, jak z pomidorem. Zrywasz z krzaczka zielony i on potem spokojnie sobie dojrzewa.

Nasz Ulubiony Ginekolog: Dobre! Muszę to sobie zapamiętać i będę to w ten sposób tłumaczył pacjentkom!

Jak widzicie Inspirator jest w formie. A ja w ramach relaksu przed godziną W postanowiłam tu jeszcze zajrzeć i podzielić się z Wami tym dialogiem. 

P.S. Przepraszam za nie taki wygląd wpisu-nie chce mi się walczyć z moim smyrofonem.

Do zobaczenia...

zona.oburzona

...w innej rzeczywistości.

Dziękuję Wam za trzymanie kciuków. Na pewno mieliście swój udział w  tym, że podarowano mi jeszcze kilka tygodni z córką w brzuchu i w domu. Ale nie dostaliśmy tyle, ile byśmy chcieli, nie doczekamy do planowanego terminu. Dzisiaj udaję się tam, skąd wrócimy z Inspiratorem jako trzyosobowa rodzina. Kiedy? Tego niestety nie wie nikt.

Raz jeszcze zatem proszę o ciepłe myśli, trzymanie kciuków i inne rzeczy, które Waszym zdaniem mogą pomóc. Ja na razie jestem skołowana. Podekscytowana i przerażona, szczęśliwa i wkurzona. Sama nie wiem, co czuję i jak się czuję.

Jak wrócę, dojdę do siebie i zorganizuję sobie czas, by mieć choć chwilę dla siebie, na pewno się odezwę. A póki co, pamiętajcie o mnie, dobrze?

 

...bo chce się przygotować

zona.oburzona

Pakujemy się na weekend, który zamierzamy spędzić poza domem. Na jakieś ekscesy nie mam co liczyć, ale tak czy siak pożegnamy się z życiem tylko we dwoje, bo już za chwilę wszystko się przecież zmieni. Inspirator tradycyjnie wrzuca do plecaka różne książki, nigdy nie wie, na co będzie miał ochotę. Ze stosu książek o ciąży, porodzie, pielęgnacji, wychowaniu itp. wybiera Język niemowląt:

Mąż Inspirator: No, trzeba się trochę przygotować i coś fachowego poczytać. Wczoraj w ramach przygotowań do porodu i bycia rodzicem obejrzałem sobie film.
Żona Oburzona: O, jaki?
Mąż Inspirator: "Dziecko Rosemary".

Równowaga musi być

zona.oburzona

Różne mam teraz dni, raz lepsze, raz gorsze. Samopoczucie fizyczne nadal kiepskie, psychiczne jak sinusoida. W takich chwilach trzeba się jakoś wspomóc. Jeśli nie lody, to chociaż kawa i dobre  ciacho. Kawa bezkofeinowa, raz na jakiś czas tylko normalna, choć zdaniem lekarza przy moim ciśnieniu (obie wartości dwucyfrowe) jedna dziennie porcja kofeiny krzywdy dziecku nie wyrządzi. Moje ulubione dobre ciacho można zjeść w cukierni, której punkty sprzedaży znajdują się w wielu galeriach handlowych.

Ustawiam się grzecznie w kolejce. Dwie obsługujące panie trochę nie nadążają, jest tłok. Ekspedientka zaczyna obsługiwać klientkę zainteresowaną tortem. Jakimś. Za nią stoi pani tak na oko pięćdziesięcioletnia. Ja jestem następna. Okazuje się, że wybór tortu to sprawa bardzo trudna. Z chałwą. Chociaż najlepiej smakują z czekoladą. Ale czy są z alkoholem? A może jednak z dodatkiem owoców? Nagle słyszę ujmujący i grzeczny głos klientki, która czeka przede mną:

Klientka: Przepraszam, skoro ta pani jeszcze się nie zdecydowała i tylko ogląda, to może obsłuży pani najpierw tę panią (tzn. Żonę Oburzoną), bo ciężko jej się stoi?
Żona Oburzona: wyraża swoje zdziwienie i wdzięczność uśmiechem oraz niezdarnym podziękowaniem.
Ekspedientka 1: kontynuuje obsługę niezdecydowanej.
Ekspedientka 2: Już do pań pochodzę!
Klientka (do Żony Oburzonej): Proszę stanąć przede mną, bo naprawdę zaraz pani zasłabnie.

Gorąco podziękowałam, uśmiechając się najszczerzej i najpiękniej, jak tylko potrafię.

W tej konkurencji Kobiety kontra Mężczyźni - 1:0.

Szwedzkie klopsiki i polskie buraki

zona.oburzona

Obecne temperatury są niczym wobec niedawnej fali upałów. Chociaż pod pewnymi względami jest mi teraz ciężej. Po pierwsze, brzuch puchnie w oczach. Po drugie, walczę z zapaleniem gardła. Chociaż "walka" to niezbyt odpowiednie słowo, skoro moim orężem jest herbatka z lipy, napar z szałwii do płukania gardła i witamina C ukryta w cytrynie i malinach. Infekcja  uniemożliwia skorzystanie z większości moich sposobów redukujących uciążliwości  wysokich temperatur. Jakie to sposoby?

  • Częste odwiedziny w mojej ulubionej lodziarni,
  • Leżenie na sofie przed wentylatorem,
  • Odwiedziny na basenie,
  • Siedzenie w  przeciągu,
  • Odwiedziny w klimatyzowanych pomieszczeniach, przede wszystkim w galeriach handlowych;

Odkryłam w sierpniu idealne miejsce dla ciężarnych na upalne dni. IKEA! Jest tam chłodno, ale nie zimno jak w markecie w rejonie lodówek z żywnością. Znajduje się tam mnóstwo przydasiów i nieprzydasiów do pokoju dziecinnego, można je w nieskończoność oglądać, brać do koszyka, by potem zdecydować, że to jednak zbytni wydatek, a  w rezultacie i tak pójść z nimi do kasy. Gdy potrzebna jest chwila relaksu, można sobie usiąść na jednej z mięciutkich sof lub na wygodnym  fotelu. A kiedy przychodzi czas na przekąskę, można się udać do restauracji. A tam moje ulubione klopsiki z frytkami! Nie wiem i nie chcę wiedzieć, co jest w tych klopsikach, wiem, że są przepyszne. Porządna wyprawa do ikei nie może się bez nich obyć.

Ale okazuje się, że w ikei można znaleźć nie tylko szwedzkie klopsiki, czasem trafi się polski burak. Doświadczenie to było dla mnie wręcz szokujące. Do tej pory z niedowierzaniem czytałam o negatywnym stosunku społeczeństwa do ciężarnych. Jakoś mnie to omijało, spotykałam się natomiast głównie z życzliwością i wsparciem. Tymczasem w ikei...

Wtedy wybrałam się z przyjaciółką będącą równie w ciąży jak  ja. Mimo opisanych powyżej dogodności byłyśmy jednak  solidnie zmęczone. Podeszłyśmy zatem do kasy pierwszeństwa, w której poza kolejnością obsługiwane są  ciężarne, niepełnosprawni i rodzice z małymi dziećmi. Zgodnie z poleceniem umieszczonym nad kasą, podeszłyśmy do kasjerki. Tam płaciła już inna klientka w ciąży, stała też para  w wieku około 60 lat. I się zaczęło.

Polski burak:  No i kolejne ciężarne. My tu już piątą  kobietę przepuszczamy, to nie może tak być!
Żona Oburzona: Ale to jest kasa pierwszeństwa i na tym to polega.
Polski burak: Ale myśmy nie wiedzieli o tym, jak tu stanęliśmy. I to powinno być inaczej zorganizowane, na zakładkę, raz normalny klient, raz kobieta w ciąży.
Żona Oburzona: Może pan przecież zmienić kasę, jeżeli to panu nie odpowiada.
Polski burak: Te informacje są niewidoczne, jakiś pracownik powinien kierować tu ruchem. A poza tym ciąża to nie choroba!
Żona Oburzona: A był pan kiedyś w ciąży?
Polski burak (głaskając się po dość sensownym kawałku  brzucha): Jestem!
Żona Oburzona: Ale to jest ciąża spożywcza.
Polski burak: A moja córka z żadnych takich przywilejów nie korzystała, gdy była w ciąży! A panie mogłyby chodzić na zakupy z mężami, żeby oni w kolejkach normalnie stali!
Żona Oburzona: To był jej wybór. A to jest kasa pierwszeństwa i mamy prawo z tego skorzystać.

Wydaje mi się, że  ten dialog jeszcze trwał i trwał. Zestresowana kasjerka poprosiła nas o przepuszczenie tego pana. Nie zdążyłyśmy zareagować, a naprawdę nie miałyśmy ochoty, by mu ustępować, z uwagi na jego agresywną i nieprzyjemną postawę. Burak jednak łaskawie nas przepuścił.

I wiecie, ja naprawdę nie przesadzam z tymi przywilejami. Tam, gdzie nie ma takich zasad, to się nie pcham, stoję grzecznie w kolejce, a zdarzało się, że i tak byłam przepuszczana. Chyba należy współczuć towarzyszce tegoż pana. Jak żyć z takim burakiem?

 

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci