Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : wino

...bo jestem niewychowana

zona.oburzona

Intrygujące?

Byliśmy niedawno na małej imprezce u znajomych. Żadne tam figo-fago, posiedzieliśmy przy stole, jedzenie przygotowaliśmy wspólnymi siłami, zajadaliśmy, podlewając alkoholem. Dla każdego coś miłego, jedni wódeczkę, drudzy piwko, ja wino, byli też tacy, co nie mieli ochoty się ograniczać do jednego wyboru...

Nasiadówka trwała w najlepsze, w moim kieliszku zrobiło się pusto. Kilka razy z rozpędu po niego sięgnęłam, a tam cisza, nic nie chlupocze. Tak minęło jakieś pół godziny. Mąż nie zauważył, gospodarz miał już głęboko nie tylko kieliszki gości, inni panowie zajęci byli innymi rozrywkami.  W końcu chwyciłam otwartą butelkę wina, która stała przede mną, odkorkowałam, zaczęłam nalewać... W tym momencie zarejestrowałam jakiś pomruk niezadowolenia i dezaprobaty, obecni na imprezce mężczyźni rzucili się do butelki, każdy chciał mi nalać.

To nie była pierwsza sytuacja tego typu, parę takich akcji już zaliczyłam. Wcześniej nalewałam sobie sama niemal od razu, ale reakcje współbiesiadników mnie... zawstydzały. Ale jak sama tego nie robiłam, to doczekać się nie mogłam...

W związku z tym ja się pytam, jak się mam zachować? Znacząco chrząkać? Trącać Męża butem pod stołem? A niemężów łokciem w bok? Poprosić po prostu o nalanie? Grzecznie i cichutko czekać? Co mówi savoir-vivre?

Czy naprawdę nie mogę nalać sobie sama wina na spotkaniu, które nie jest bankietem u ambasadora Gabonu, ani rautem u prezesa Deutsche Banku?

Żona Oburzona potrafi znaleźć ciekawą alternatywę

zona.oburzona

Siedzimy wieczorem, powoli zbieramy się do pójścia spać. Mój Mąż idzie do kuchni po coś do picia. Zauważa wielką butlę czerwonego wina, którą sukcesywnie zużywam na grzańca.

MM: Ooo, mieliśmy się napić dzisiaj grzanego wina, może zrobisz?

ŻO: E, nie, już za późno, przecież zaraz idziemy spać.

MM: Ale ono tak fajnie rozgrzewa.

ŻO: To może ci aspirynę rozpuszczę?

...bo marzy mu się własna winnica

zona.oburzona

W produkcji własnego wina mamy pewne doświadczenia, ale powiedzmy sobie szczerze, to raczej próby, wprawki, udane co prawda, ale raczej dzięki szczęściu nowicjusza, niż winiarskim umiejętnościom, czy posiadaniu specjalistycznej wiedzy z zakresu winoznawstwa. Poza tym trudno wierzyć znajomym, którzy wina tego próbowali na imprezach w połączeniu z różnymi innymi trunkami. Niemniej jednak Mojemu Mężowi marzy się produkcja wina, zachwytem napełniają go pękate baniaki, które czasem w sklepach zauważamy, stelaże, na których można by ustawiać pełne już butelki, a także sadzonki winorośli, które urodziłyby owoc stanowiący o sile smaku naszego wina. Na przeszkodzie tej chałupniczej produkcji stoją zasadniczo dwie sprawy.

Po pierwsze, aby to robić, musielibyśmy się chyba wyprowadzić. Albo chociaż usunąć jakiś zajmujący dużo miejsca sprzęt (łóżko, stół?), aby zrobić miejsce na te baniaki z winem.

Po drugie, produkcja wina wymaga jednak uwagi. Tym akurat dysponujemy z rzadka. Ja często wyjeżdżam służbowo, jak już doskonale wiecie z innych wpisów. Mój Mąż bardzo nieregularnie pracuje, wyjazdy zdarzają mu się również i to zdecydowanie dłuższe. A że i leniwi bywamy, to wyobrażam sobie to biedne przejrzewające wino, którego nikomu nie chce się zlać.

Ale marzyć można, prawda? Produkcję wina Mój Mąż oczyma wyobraźni widzi nadal. Jest na pewno jedna rzecz, którą może zrobić, by choć trochę do tej wizji się przybliżyć. Do domowego wytwórstwa wina potrzebne są przecież jakieś butelki, w które uzyskany trunek się z baniaka zleje.

W związku z tym koło kosza na śmieci, umieszczonego w naszym mieszkaniu, jak w każdym porządnym polskim domu, w szafce pod zlewozmywakiem, stoi zazwyczaj rząd pustych butelek po cabernetach, merlotach i chardonnayach. Jak już się pod zlewem to to nie mieści, przenoszone zostaje w okolice drzwi wejściowych lub do naszej szafki na różne Bardzo Ważne Rzeczy. Jak mnie już szlag całkowicie trafi, zapas pustych butelek ulega likwidacji po to, aby po jakimś czasie niczym feniks z popiołów się odrodzić.

W ciągu tych wszystkich lat wspólnego mieszkania nie zrobiliśmy wina ani razu...

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci