Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : filmy

...bo kiepsko zna moje ulubione filmy z dzieciństwa*

zona.oburzona

No nie, nie mogę się powstrzymać. Ilekroć leci na jakimś kanale, a ja nie mam nic lepszego do roboty, zasiadam przed telewizorem i oglądam. Oglądam, chociaż fabuła jest mało przekonywująca, a dialogi niedobre... bardzo niedobre dialogi są. Jedynie muzyka jak dla mnie się broni. Kiedyś patrzyłam jak w obrazek przede wszystkim dla niego. Po 25 latach również ideał męskiej urody mi się zmienił, a nie tylko oczekiwania kinematograficzne.

No więc siedzę, oglądam, Inspirator dzielnie towarzyszy.

Mąż Inspirator: A kiedy ją puknie? Przy lepieniu dzbanka?

...bo nie mogę obejrzeć filmu

zona.oburzona

Dzisiejszy dzień przeznaczyłam sobie na odpoczynek. W ramach relaksu coś czytam, słucham Adama Cohena (och, jak dobrze czasem, że niedaleko pada jabłko od jabłoni!), a koło południa obejrzę sobie film Mój przyjaciel Hachiko. Chociaż nie wiem, czy to  ostatnie mi się uda. Mąż Inspirator kategorycznie zabronił mi oglądania tego filmu. Wyobrażacie sobie?!

No dobrze, uczciwie przyznam, jak do  tego doszło.

Wczoraj wieczorem obejrzałam film Marley i ja. To miała być czysta przyjemność, film lekki, zabawny ze zwierzakiem w roli głównej. Wszystko było super do momentu, w którym tytułowy bohater nie zaczął chorować. Spłakałam się okrutnie. I chociaż wydawało mi się, że zdołam ukryć to przed Inspiratorem, rozpłakałam się raz jeszcze, gdy zapytał o wrażenia.

Niestety, wiem, że Inspirator ma rację. Historia psa Hachiko z pewnością poruszy mnie dokładnie tak samo...

Jeszcze o "Idzie"

zona.oburzona

W zeszłą  środę jak co tydzień kupowałam  "Politykę". Na okładce Agata Trzebuchowska w kadrze z filmu,  hasło: spór o Idę. Sprzedawczyni dłużej niż procedura tego wymaga trzymała gazetę w ręku, wpatrując się w obrazek.  Po chwili oznajmiła: no właśnie, spór o Idę. Mi się ten film nie bardzo podobał. Od razu pomyślałam, że zdecydowanie jest jakiś problem z tym filmem, nie sądzę, by podobny komentarz wywołał kadr z filmu  "50 twarzy Grey'a", chociaż gdyby był mocno  pikantny... Pospieszyłam z zapewnieniem, że mnie akurat  film bardzo się podobał. Na co sprzedawczyni westchnęła: za mało w nim treści.

Na jednym z portali czytam o bezdomnym psie, który zagrał w "Idzie". Pies? Jaki pies? Zupełnie nie pamiętam.

Zaproponowałam Inspiratorowi,  że jeśli ma ochotę nadrobić tę zaległość, jestem gotowa pójść raz jeszcze na "Idę" razem z nim. Przy okazji może tego psa bym sprawdziła...  Inspirator nieoczekiwanie wyraża zgodę na takie rozwiązanie. Po filmie pytam:

Żona Oburzona: I jak się podobało?
Mąż Inspirator: Ok. Świetne zdjęcia. Ale nie wiem, czy powinien dostać Oscara.

Wczoraj czytam, że jeden z mądrzejszych dziennikarzy nie poszedł na "Idę", bo jego koledzy pisali, że to film o holocauście. A przecież tu już naprawdę niczego nie można dodać (czyżby?), no to nie chciał tego filmu oglądać. Jego zdaniem pewnie inni Polacy z tego samego powodu nie poszli  i dlatego właśnie frekwencja była niska.

Zadziwia mnie to wszystko.

Co musiałoby się dziać w tym filmie, by zdaniem pani w sklepie była w nim zadowalająca ilość treści? Czy gdyby trwał dwa razy dłużej i pokazał drastyczne sceny, o których bohaterowi tylko mówią, byłoby lepiej?

Co ma na myśli przeciętny widz w kinie twierdząc, że film  powinien lub nie powinien dostać nagrody? Czyżbyśmy byli narodem krytyków filmowych, zdolni do oceny, co się nadaje, co nie  - nie znając jednak  konkurentów?

Czy dziennikarz opiniotwórczego  tygodnika nie ma w sobie naprawdę na tyle otwartości, by jednak obejrzeć film już wcześniej obsypany nagrodami na różnych festiwalach? Przez jakąś łatkę?

A pies pojawia się dwa razy przez kilka sekund. Ale niektórzy jednak widać głównie na tym zwierzaku skupili swoją uwagę.

 

Sukces

zona.oburzona

Dzisiejszej nocy źle spałam. Obudziłam się, wierciłam. Inspirator chrapnął raz i drugi, przeziębiony. W końcu zostawiłam go samego w sypialni, a sama udałam się na nasz słynny i wygodniutki narożnik. Włączyłam do  towarzystwa radiową Trójkę. Po kilkunastu sekundach razem z całym światem  dowiedziałam się, że polski film otrzymał statuetkę Oscara w kategorii najlepszy film  nieanglojęzyczny.

To świetna wiadomość. Dla mnie "Ida" to piękny i niesamowity film, tak inny od większości produkcji.

Pozostaje mi się tylko uśmiechnąć z politowaniem, gdy widzę oskarżenia o antypolskość, antysemickość, antycokolwiek. Historia może być w pewnym sensie uniwersalna, nie generalizując jednocześnie.

I tylko żal polskich dokumentów, które również stanęły w tym wyścigu, ale nagrody nie zdobyły. I "Joanna", i "Nasza klątwa" jest już Wam pewnie znana, tyle się o nich ostatnio mówiło i pisało, na blogach również. Chociaż w tych przypadkach sama nominacja jest  już przecież olbrzymim wyróżnieniem. A to, że tylu z nas te filmy obejrzało i obejrzy, poruszonych i wzruszonych, jest najlepszą nagrodą dla twórców.

Dla kontrastu mam jeszcze filmowe rozczarowanie. Obejrzałam "Teorię wszystkiego" i szczerze mówiąc, zmieniłabym tytuł na "Teorię niczego". Moim zdaniem film jest nudny, przegadany, a scenariusz pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Mocno się zawiodłam. Może ktoś ma ochotę podyskutować?

Filmowo

zona.oburzona

Chodzę do kina znacznie rzadziej niż kiedyś, mniej więcej raz na miesiąc lub dwa. Zorientowałam się właśnie, że każdy z czterech ostatnio widzianych filmów to produkcje. To chyba dobry znak, prawda? Mam wrażenie, że póki co kretyńskie komedie o tym samym i z identyczną obsadą nie stanowią już przeważającej większości.

Każdy z tych filmów został doceniony. Można rzec, że to tzw. głośne filmy. Obsypane nagrodami, oryginalne, niektóre kontrowersyjne. Świetnie zrobione i doskonale zagrane.

Dziewczyna z szafy, W imię, Chce się żyć, Ida. Zachęcam Was do ich obejrzenia.

Z perspektywy czasu jednak stwierdzam, że jedna z tych produkcji odstaje od reszty. O ile Ida jest dowodem na to, że nie trzeba wielu słów i drastycznych obrazów, by przekazać coś ważnego, o tyle W imię to przykład tego, że czasami kontrowersyjny temat nie wystarczy. Ten film wydawał mi się dobry, a jednak stwierdzam, że dobry nie jest. Popsuła go ostatnia scena... Nie piszę, żeby nie psuć niespodzianki tym, którzy by chcieli zobaczyć. A tych, którzy widzieli, proszę o wrażenia, bardzo jestem ciekawa, czy są podobne, czy odmienne od moich.

A o Idzie czytałam dzisiaj, że szkodliwa. Bo stereotypy, bo klisze. Dla mnie jednak to była historia tych konkretnych bohaterów, a nie jakaś uniwersalna przypowieść o wojennych i powojennych losach. Skoro ja - znana w swoich kręgach z niechęci do dowcipów o podtekście antysemickim, wyczulona na wszelkie przejawy ksenofobii, rasizmu i nietolerancji - zachwyciłam się tym filmem, to chyba nie ma co się doszukiwać w nim szkodliwych stereotypów. Chociaż... może ja po prostu potrafię zrozumieć i zaakceptować, że po każdej stronie barykady mógł znaleźć się ktoś zły?

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci