Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : poczucie-humoru

Język, poczucie humoru i tolerancja

zona.oburzona

W zasadzie nie wiem tak do końca, jak to się stało, ale wychowano mnie w duchu tolerancji i szacunku dla inności. Zastanawia mnie to czasem, bo już moje rodzeństwo patrzy na pewne tematy zupełnie inaczej. A ja od wczesnych lat nie umiałam pogodzić się np. z rasizmem. Bardzo przeżywałam sceny znęcania się nad niewolnikami w serialu Północ - Południe. Płakałam nad zbyt wcześnie przeczytanymi Medalionami Nałkowskiej. Pamiętacie z Dynastii Stevena, który przez swój homoseksualizm nie mógł dogadać się z ojcem? Nie miałam jeszcze dziesięciu lat, a już byłam oburzona taką postawą.

W związku z niedawnymi wydarzeniami w naszym Sejmie byłam a to świadkiem, a to uczestnikiem różnych dyskusji na temat tolerancji. Bo przecież tak łatwo od związków partnerskich i transseksualizmu przejść do pedałów, a następnie do żydków i czarnuchów*. Nie po raz pierwszy zetknęłam się z wypowiedziami w stylu: nie mam nic przeciwko gejom, ale niech się tak nie afiszują. Albo nie mam nic do Żydów, a wystarczy, że powiem żydek i już mnie biorą za antysemitę. Dlaczego nie mogę nazwać żydówką tenisistki z Izraela? Potwierdza to tylko moim zdaniem tezę, że nasze społeczeństwo nie jest tolerancyjne.

Ostatnio zostałam uznana za osobę pozbawioną poczucia humoru. Nie śmieszą mnie bowiem kawały:

  • o homoseksualistach
  • o Żydach, Romach oraz o innych narodach, czy grupach etnicznych
  • o czarnoskórych i innych rasach**

Nawet jeśli jakiś dowcip wydaje mi się zabawny i tak uważam za szkodliwe opowiadanie go. Przyznaję się, że miałam w swoim repertuarze taki jeden o małym czarnoskórym chłopcu. Przestałam go opowiadać jakiś czas temu. Dlaczego?

Z tego samego powodu, dla którego wiele osób jest oburzonych słowami Bożeny Dykiel, a Berberys nie lubi żartów typu baby do garów.

Język jest potężnym narzędziem. Ta sama sytuacja opisana w różny sposób może być odmiennie zrozumiana. Słowami można zranić, uwieść, omamić. Językiem można wychowywać do określonych postaw, choćby do antyfeminizmu, akceptowania przemocy, czy nacjonalizmu. I to jest moim zdaniem najważniejsze.

Opowiadanie dowcipów wyśmiewających którąś ze wskazanych przeze mnie grup to przyzwolenie na brak tolerancji i dyskryminację. I nie kupuję tutaj wytłumaczenia, że trzeba mieć dystans i nie można być przewrażliwionym. Będziemy mogli pozwalać sobie na dystans, gdy nie będzie przejawów nietolerancji.

A, jeszcze jedno. Strasznie mnie irytują teksty części mieszkańców Warszawy o słoikach. Toż to podszyte jest ksenofobią i nacjonalizmem.

*Wspomnianych słów użyłam celowo jako ilustrację pewnego zjawiska. Uważam, że każde z nich jest obelżywe.

**Nie śmieszą mnie również żarty o pedofilach, ale wątek ten nie mieści mi się we wpisie.

...bo można by pomyśleć, że jest rasistą

zona.oburzona

Pisałam już kiedyś o poczuciu humoru Mojego Męża i opisałam je nawet pozytywnie. No ale ma to również swoją drugą, zdecydowanie mniej atrakcyjną formę. Mojego Męża śmieszą również dowcipy ewidentnie rasistowskie. Mnie doprowadzają do szału. Wszystko, co związane jest z brakiem tolerancji wobec osób o innym kolorze skóry, wyznaniu, orientacji seksualnej, jest dla mnie nie do przyjęcia. Mój Mąż nie jest w stanie jednak zrezygnować z tego drobiazgu. Nie tylko zdarza mu się opowiadać takie kawały w towarzystwie, ale też choćby podczas oglądania jakiegoś meczu używać różnych niewybrednych określeń np. na zawodnika drużyny narodowej Holandii, Francji, czy po prostu Senegalu.Możecie sobie wyobrazić, jak to brzmi...

Czasami mam też wrażenie, że robi to celowo, złośliwie i doskonale się bawi moim oburzeniem.

Pocieszam się jedynie, że podobne symptomy mają niektórzy mężowie moich koleżanek... Ale co to za pocieszenie, skoro patrząc i słuchając go z boku, obiektywnie należałoby uznać go za rasistę?

...bo nie wie, kiedy skończyć

zona.oburzona

Nie, to nie chodzi o to, o czym w pierwszej kolejności pomyślałeś czytelniku bloga :D

Otóż Mój Mąż ma bardzo specyficzne poczucie humoru. Nieco cynizmu, nico ironii, trochę dosadności, szczypta prymitywizmu przy odrobinie finezji. Niektórym trudno to poczucie humoru zrozumieć. Mój Mąż bardzo lubi też przerzucać się żartami z innymi. I tu pojawia się kłopot.

Ktoś rzuca jakiś żart z podtekstem: odnosi się do seksu, defekacji, czy innych dosadnych tematów. Mój Mąż odpowiada, ktoś coś dorzuca i w pewnym momencie chociaż wszyscy nadal mówią wieloznacznie i delikatnie, chociaż tak naprawdę wszyscy chcą tę wymianę zdań zakończyć, bo źródło komizmu zostało wyczerpane,  on wali wprost, dosadnie, na ostro, nie bacząc np. na obecność dzieci w towarzystwie, dam o wyrafinowym poczuciu humoru, czy po prostu teściowej.

Obiecuję, że jak uda mi się zapamiętać taki konkretny dowcip, na pewno go tu przytoczę.

...bo zna na pamięć kwestie aktorów z polskich filmów i seriali

zona.oburzona

To mnie nieustannie zadziwia. Z jednej strony Mój Mąż nie pamięta, że miał odebrać przesyłkę z poczty, obrać ziemniaki, czy wytrzeć kurze. Z drugiej strony zadziwia mnie pojemność jego pamięci, która przechowuje chyba całe scenariusze przeróżnych filmów i seriali.

Należymy do tych ludzi, którzy - podobnie jak inżynier Mamoń ma z piosenkami - lubią te filmy, które znają. W związku z tym mamy pokaźną kolekcję starszych i nowszych filmów na DVD. Nie leżą one odłogiem, wręcz przeciwnie, często je puszczamy nawet nie po to, żeby w skupieniu je oglądać, raczej żeby gdzieś w tle leciały i tak nam towarzyszyły niczym radio. Mamy m. in.  filmy i seriale Barei oraz Koterskiego. Podobnie jak Mąż je uwielbiam. Jest jednak pewien kłopot. Kiedy oglądamy coś z ich twórczości, Mój Mąż na kilka sekund przed tym, jak aktor wypowie jakąś śmieszną, czy istotną kwestię, mówi ją na głos sam. A że takich cytatów w tych filmach mnóstwo, to w zasadzie wychodzi na to, że mój Mąż gada i gada, gada i gada. Ileż można tego słuchać???

Zdarza się, że spotykamy się ze znajomymi i niektórzy również cierpią na podobną przypadłość. I nagle godzina upływa na tym, że Mój Mąż z kimś z towarzystwa przerzuca się różnymi kwestiami - a to wspomnianego już inżyniera Mamonia, a to Adasia Miauczyńskiego, czy Anioła z "Alternatyw 4". Reszta się najpierw śmieje, potem przebiera nogami, potem zaczyna się nudzić, na końcu wkurzać. No ileż można???

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci