Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : seriale

Serialoumilacz

zona.oburzona

Oglądane przeze mnie i Inspiratora seriale można z grubsza podzielić na trzy kategorie.

Pierwsza obejmuje te, które maniacko oglądamy we dwoje. Najważniejszy to chyba Przyjaciele. Mam wrażenie, że żaden odcinek nigdy nam się nie znudzi.

Druga kategoria to seriale, których fanem jest albo jedno, albo drugie. Ja oglądam Trawkę, Inspirator South Park. Nie mogę w sumie zrozumieć, czemu Inspirator nie znosi Nancy Botwin, a ja reaguję drgawkami na widok wspomnianej kreskówki. Te seriale mają przecież coś wspólnego...

Trzecia kategoria to odmóżdżacze. Nie ma to jak prosty serial, przy którym nie trzeba za bardzo myśleć. Inspirator czasem ogląda Macgyvera, ja... no cóż, ja nie przyznam się, co oglądam, by się intelektualnie upodlić. Kto zgadnie, dostanie ode mnie kartkę z wakacji.

Razem w celu odmóżdżenia zdarza nam się czasem obejrzeć odcinek jakiejś polskiej produkcji z gatunku obyczajowego tasiemca. Standardowym elementem emisji są modyfikacje czołówek oraz dialogów dokonywane przez Inspiratora. I tak śmiało mogę napisać, że nowy tekst piosenki M jak miłość jest znacznie ciekawszy od oryginału, a dodawane do wypowiedzi bohaterów Klanu słowa powodują, że bohaterowie wreszcie przeżywają jakieś autentyczne emocje.

Próbka z dzisiejszego wieczoru. W jednym z seriali matka otwiera drzwi i widzi w progu dawno nie widzianego syna. Co ty tu robisz? pyta. Na to Inspirator: sram na twoją wycieraczkę.

...bo jest jak ciocia Henia

zona.oburzona

Pomysł na dzisiejszy wpis pojawił się dzięki Squirk i jej komentarzowi, za co serdecznie dziękuję.

Ciocia Henia była znana w mojej rodzinie z dwóch powodów. Po pierwsze, miała dość burzliwe życie uczuciowe, a swoimi decyzjami czasami szokowała, gdyż prowadziły do rozwiązań  niegdyś niezbyt popularnych. Po drugie, trudno oglądało się z nią telewizję.

Kiedy w Polsce rozpoczęto emisję słynnych seriali w rodzaju Dynastii, Ptaków z ciernistych krzewów, czy pierwszych rodzimych produkcji tasiemcowych (pamiętacie W labiryncie?), często oglądało się je na rodzinnych spotkaniach. Ciocia Henia nie była fanką telewizji, na co dzień seriali nie oglądała, za to nie lubiła nie rozumieć, co się dookoła dzieje. Kiedy podczas imprezy większość gości chciała sprawdzić, co u Carringtonów, ciocia Henia nie miała nic przeciwko, traktowała to jako nowe doświadczenie o dużej wartości poznawczej. Już od pierwszej sceny odcinka ciocia prezentowała katalog swoich pytań:

Kto to jest?
Dlaczego oni się kłócą?
Oni byli kiedyś małżeństwem?
Dlaczego on do niej przyszedł?
O co chodzi w tej sytuacji?

Wyobraźcie sobie grupę osób rozemocjonowanych tym, co się dzieje na ekranie, a wśród nich taką dociekliwą ciocię Henię...

Mąż Inspirator ma podobnie. Z tą różnicę, że jest fanem różnych seriali, nie rezygnuje z ich oglądania. Są natomiast takie tytuły, które lubię ja, on niekoniecznie. Towarzyszy mi przy ich oglądaniu, ale raczej biernie: ja patrzę w TV lub laptopa, on gra w jakąś grę lub przegląda internet. Jednak podobnie jak ciocia Henia lubi być dobrze poinformowany. Mogę zatem liczyć na następujące pytania:

O co jej chodzi?
A oni się pogodzą?
Gdzie on biegnie?
Dlaczego ona płacze?
Kto ją zaatakował?

Jak widać, Mąż Inspirator koncentruje się również na przyszłości. Nawet gdy oglądam jakiś odcinek po raz pierwszy. Nie jest łatwa ta jego aktywna obecność zwłaszcza, że lubię seriale o wysokim stopniu skomplikowania fabuły, czyli np. Desperate Housewives... Jak odpowiedzieć na pytanie o co jej chodzi?, gdy rzecz dotyczy czegoś, co wydarzyło się 5 sezonów temu?

Sposób na

zona.oburzona

Mam swoje sposoby na to, żeby zrelaksować swój zmęczony umysł. W końcu moje stanowisko jest ponoć pracą umysłową, to się mózgowi jakaś namiastka leżaka i drinka z palemką należy. Jedną z z tych namiastek jest rozwiązywanie różnorodnych łamigłówek. Tak, wiem, trochę nielogiczne. Dla równowagi puszczam w tle jakiś serial, zwany w domu uroczo odmóżdżaczem. Nie przyznam się chyba nigdy, co najlepiej sprawdza się w roli odmóżdżacza, ale możecie spróbować zgadnąć. Jak ktoś trafi, to przemyślę, czy o tym napisać.

Są dobre seriale, które uwielbiam. Są strasznie produkcje, których już nawet dla intelektualnego relaksu nie jestem w stanie obejrzeć. I są właśnie takie, które po prostu przyjemnie mi się ogląda dla odpoczynku. Do nich należy np. Przepis na życie. Albo Prawo Agaty. Albo kolejny serial TVN Lekarze. Tak, tak, wychodzi na to, że jestem grupą docelową tej stacji.

W czwartek postanowiłam sprawdzić, czy dzięki nowemu serialowi Polsatu zyskam nowy odmóżdżacz. No cóż, Przyjaciółki moim zdaniem nie nadają się do oglądania w żadnym celu. Autorzy wcale nie mieli takich głupich pomysłów, parę rzeczy im się udało, ale niestety przesadzili. Bohaterki wzbudzałyby na pewno większą sympatię, gdyby nie ich nachalne podkreślanie, jakie są niezadowolone z przebiegu swojego życia i przeżywanie, że nie mają się czym pochwalić. Przejaskrawienie niektórych postaci byłoby fajne, gdyby wykorzystali tę szansę do końca. W jednej ze scen spotkania klasowego po latach dziewczyna pokazywała album ze zdjęciami pijanej i kompletnie niezainteresowanej nimi jednej z głównych bohaterek. Aż się prosiło, by ta nietrzeźwa na fotografie rzygnęła. Gdyby tak się stało, dałabym serialowi szansę. Ale nic z tego.

Przeczytałam raz jeszcze to, co napisałam, no i zamarzył mi się tu śliczny obrazek mózgu wylegującego się na leżaczku w okularach przeciwsłonecznych i drinkiem w ręce. Kto mi narysuje? :)

Alaska is a state of mind

zona.oburzona

Jak mogłam zapomnieć o "Przystanku Alaska"?

Serial z niezwykłym klimatem, dziwacznymi postaciami, niezwykłymi historiami. Po prostu cudo. Czasem się zastanawiam, która z postaci była moją ulubioną. I nie umiem wybrać, wskazuję trzy:

-Marylin, czyli Indianka pracująca na recepcji w lecznicy dr Fleischmana, odzywająca się absolutnie wyłącznie wtedy, kiedy rzeczywiście jest to konieczne (czyli prawie nigdy);

-Adam, czyli żyjący w lesie, chodzący na boso mistrz kuchni;

-Chris, czyli Chris o poranku;

Seriale, czyli blogowy łańcuszek

zona.oburzona

Osoby, które staż blogowania mają zdecydowanie dłuższy niż ja, pewnie niejeden łańcuszek już przeżyły, dla niektórych taka zabawa to coś zupełnie zwyczajnego. A mnie zaproszenie Fidrygauki ucieszyło niczym wybór do drużyny na wuefie w pierwszej kolejności. Z prawdziwą przyjemnością się wypowiem.

seriale logo

Zasady zabawy:

1. Opublikuj na blogu powyższe logo.

2. Napisz, kto Cię otagował.

3. Zaproś co najmniej 5 innych blogów.

4. Wymień i opisz kilka swoich ulubionych seriali.

 

Zabawa idealnie dla mnie, gdyż, nie ma co ukrywać, bardzo lubię oglądać seriale. I pewnie mogłabym bardzo długo wymieniać, które lubię, a tu trzeba się jakoś ograniczyć...

Absolutny numer 1, serial nad serialami: Sześć stóp pod ziemią (Six feet under) Można poczytać o nim także tutaj. Serial trudny, inny niż wszystkie, świetnie zagrany, doprawiony wyrafinowanym czarnym poczuciem humoru. Bohaterowie są świetnie zarysowani, niełatwo ich jednak lubić. Mnie ten serial wielokrotnie zmusił do refleksji nad sobą, życiem, śmiercią, rodziną... Bardzo podoba mi się też to, że 5 serii stanowi zamkniętą całość, nikt nie ciągnął go niepotrzebnie w nieskończoność. Ale też niezwykle ważne jest, by go po kolei w całości obejrzeć. Umieszczam link do zakończenia serialu (chyba najlepszy sposób by to zrobić) z piękną piosenką Sia.  Osobom, które oglądały, nie muszę pisać, o co chodzi. Osoby, które serialu nie znają, a chcą do niego sięgnąć, lepiej niech ten fragment obejrzą wtedy, gdy przyjdzie na niego czas w ostatnim odcinku.

 

Numer 2, choć w innej kategorii będzie niedościgniony: Przyjaciele (Friends) Serial możemy z Mężem oglądać w nieskończoność, choć znamy go już niemal na pamięć i wybuchamy śmiechem, zanim coś śmiesznego na ekranie się wydarzy. Na półce stoi całość serialu na DVD regularnie przez nas używana. Perypetie szóstki przyjaciół wciąż bawią na pewno w dużej mierze dzięki temu, że każdy z bohaterów jest świetnie scharakteryzowany, nikt nie jest mdły, wszyscy mają swoje komiczne wady.

Czas na numer 3, choć - znowu - w kategorii "serial kostiumowy" to majstersztyk: Duma i uprzedzenie (Pride and prejudice) Doskonała pod każdym względem ekranizacja powieści Jane Austen pod tym samym tytułem. Aktorstwo, kostiumy, wnętrza, muzyka, scenariusz - twórcy wydobyli z tej powieści wszystko to, co najlepsze. Serial jest słynny także dzięki "Dziennikowi Bridget Jones" Helen Fielding, w którym do powieści Jane Austen znajdują się różne nawiązania. To właśnie w tym serialu prezentował swoje wdzięki Colin Firth, co zrobiło takie wrażenie na Bridget. Serial również uwielbiany przez Mojego Męża.

4 pozycja to coś zupełnie innego: Mała Brytania (Little Britain) Na serial składają się 3 pierwsze serie oraz dodatkowe: Mała Brytania za granicą, Mała Brytania w USA, a także wersja na żywo. Każdy odcinek składa się ze skeczy, w których główne role (zarówno męskie, jak i żeńskie, a nawet dziecięce) odgrywa dwóch komików: Matt Lucas i David Williams. Potrafią wcielić się w najbardziej odjechane role. Określenie "niegrzeczny" w stosunku do tego serialu jest zdecydowanie łagodne. Jest obrazoburczy, czasem obsceniczny, bierze się za wszystkie możliwe świętości... Na pewno nie jest to serial dla każdego.  Ale jest przy tym tak bardzo śmieszny, że ja po prostu go uwielbiam. I również mogę go oglądać w nieskończoność. Chociaż początki nie były łatwe, dziwiłam się, czemu Mój Mąż tak się nim zachwyca... Poniżej chyba jeden z łagodniejszych skeczy z moim ulubionym bohaterem Andy'm.

 I jeszcze coś dla wielbicieli Stinga:

I żebym zaliczyła jeszcze jedną parafię, wymienię na 5 miejscu serial Dexter Zapewnia mi on 100% mojego zapotrzebowania na strach. Opowiada o seryjnym mordercy, który jednocześnie jest pracownikiem policji, specjalistą od analizy śladów krwi. Jednak stwierdzenie "serial o policjancie, który po godzinach jest mordercą" jest nie dość, że nie do końca prawdziwe (bo Dexter funkcjonariuszem policji nie jest), to jeszcze mocno upraszcza bardzo skomplikowaną fabułę. Serial obfituje w nieoczekiwane zwroty akcji.  Podczas oglądania muszę co jakiś kwadrans robić sobie krótką przerwę, bo nie wytrzymuję napięcia, chociaż w w scenariuszu przewidziano też sceny humorystyczne. W serialu są świetnie sportretowani bohaterowie, a także Miami, w którym dzieje się akcja. Michael C. Hall (znany również z pierwszego wymienionego przeze mnie serialu) gra rolę życia. Być może to nierzeczywiste, być może nieprawdopodobne psychologicznie. Ale wciąga. I to jak!

 

Do zabawy zapraszam:

Eldkę

Martuuhę

Niespieszną

Dwiesroki

Nienawidzecieplegomleka

Nie wiem, czy się skusicie, nie wiem, jaki jest Wasz stosunek do takich łańcuszków, ale spróbować warto. Może też poczujecie się, jak beznadziejna w sportach zespołowych nastolatka, wybrana jako pierwsza do drużyny na wuefie :)

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci