Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : euro-2012

Punkt widzenia

zona.oburzona

Gawędziłam sobie ostatnio z psiapsiółką między innymi o wzruszających reklamach w telewizji. Najpierw wspomniałam, że przed każdym meczem na Euro 2012 w oczach miałam łzy, gdy Kuba Błaszczykowski mówił do zestresowanego dzieciaka bez ciebie nie idę. A potem wskazałam reklamę jednego z olbrzymich koncernów o wspieraniu mam. Wiecie na pewno, o którą mi chodzi. Pierwszy raz widziałam ją zresztą na którymś z blogów. W każdym bądź razie zachwycam się i wzruszam, a psiapsiółka na to: zwariowałaś?!

I wiecie co? Przekonała mnie! Teraz zupełnie inaczej na to patrzę.

Po pierwsze, żal mi się zrobiło tej dziewczynki, która jest po prostu wymęczona. I chociaż mam olbrzymi szacunek do sportowców i ich osiągnięć i wiem, że są to poświęcenia, dzięki którym ja się potem cieszę przed telewizorem jak głupia, to jednak trudno nie mieć wrażenia, że dziewczynka z reklamy ma smutne dzieciństwo.

A po drugie... gdzie jest tatuś? No gdzie?

Chyba wolałabym jednak promowanie Rodzicielstwa, a nie Macierzyństwa.

Kilka słów na koniec

zona.oburzona

Dzisiaj finał Euro 2012. Mecz oczywiście obejrzę, chociaż bez większych emocji, gdyż moje drużyny odpadły wcześniej. Do Hiszpanii się nieco zniechęciłam, bo ich kręcenie się z piłką wokół własnej osi i kolegów z drużyny staje się trochę nudne. Do Włochów się przekonałam, bo na tych mistrzostwach mniej w nich agresji i teatralnego upadania na murawę w celu uzyskania rzutów wolnych, a Pirlo i Buffon pokazują klasę. W związku z tymi obserwacjami każdy wynik przyjmę z godnością. Karne oglądać lubię, ale głupio by było, aby akurat ten mecz się tak zakończył.

Jutro pewnie już na całego zacznie się festiwal rozliczeń, zachwytów i pretensji. Pewnie nie będę tego wszystkiego jakoś szczególnie śledzić, wystarczy mi to, co sama myślę i co napisze ten opiniotwórczy tygodnik, który zazwyczaj czytam, czyli "Polityka". Trzeba mieć jakiś kierunkowskaz.

Chociaż nie zawsze zgadzamy się z autorytetami. Kilka dni przeczytałam właśnie w "Polityce" komentarz na temat Euro 2012 etyczki i feministki, którą lubię i szanuję. Cenię jej punkt widzenia. Ale jakoś nie mogę zgodzić się, że Euro to święto fallusa i jego potrzeb. W moim otoczeniu niemal wszystkie kobiety przejawiały zainteresowanie mistrzostwami, a nie jestem żoną piłkarza, czy kibola. Nawet Moja Siostra, która nie interesuje się sportem (podejrzewam, że dotąd nie wiedziała nie tylko, co to jest spalony, ale również czym jest rzut karny lub rożny) wciągnęła się w oglądanie rozgrywek. I nie czuję, abym w ten sposób którakolwiek z nas składała hołd patriarchatowi. To był nasz wybór, by śledzić Euro 2012 i kibicować zmaganiom piłkarzy.

Co to będzie?

zona.oburzona

Czy zdajecie sobie sprawę, że do końca Euro zostały już tylko dwa mecze? Jakoś tak pusto się zrobi.

Na razie w zasadzie wszystko idzie zgodnie z moimi przewidywaniami, obstawiałam finał Niemcy - Hiszpania i jest blisko. Kibicuję Niemcom niemal od początku. A Hiszpania zaczęła mnie irytować swoim brakiem skuteczności. Wiem, wiem, przecież wygrywają. Ale tak jakoś się męczą, czy co?

Mecz Portugalia - Hiszpania zakończył się rzutami karnymi, podobnie jak Włochy - Anglia. Jest we mnie jakiś rys sadystyczny, bo chociaż nie jest to sprawiedliwe, to lubię je oglądać. Niesamowite jest to, jak w tej sytuacji górę biorą emocje. Największe gwiazdy, najskuteczniejsi snajperzy wysiadają.

A teraz się pytam, co to będzie? Co mam robić wieczorami?

No dobra, żałoba po Euro potrwa krótko. Po kilku dniach rozpocznie się przecież finał Ligi Światowej. A potem trzeba będzie wytrzymać do igrzysk. W międzyczasie trzeba by się jednak przejąć nową pracą.

Z ciekawostek: pracowałam kiedyś z kumplem, wielkim fanem piłki nożnej. Jego żona celowo w trakcie mistrzostw rezerwowała urlop i nie akceptowała w planie dnia oglądania transmisji w hotelu, czy knajpie. Facet potulnie na te wakacje jeździł. Ciekawe, czy próbował kiedykolwiek powalczyć. Nie mam z nim kontaktu i nie wiem, czy podczas Euro w Polsce też go gdzieś wywiozła. Tak czy siak, milusia, prawda?

Szkoda

zona.oburzona

Szkoda...

...tej pozytywnej energii, która płynęła od kibiców. Mam nadzieję, że nie odwrócimy się od Euro i nadal będziemy kibicować, tylko już innym drużynom. Dla mnie nadal godzina 20.45 jest najważniejsza w ciągu dnia.

...tych przygotowań, imprez, barw narodowych. Ale przecież możemy cały czas z dumą pokazywać światu biel i czerwień na samochodzie.

...zawiedzionych nadziei. Było przecież tak blisko. Ze smutną satysfakcją stwierdzam, że mszczą się remisy z poprzednich meczy. Tak, tak, Panie Trenerze.

...tego, że większość z nas żyła dzisiejszym meczem. To tkwiło gdzieś w podświadomości. Opowiadałam dzisiaj przyjaciółce o ostatnim odkryciu: LEWANDOWEJ kąpieli do stóp. Dopiero po chwili zorientowałam się, że się przejęzyczyłam. A w drodze na spotkanie z przyjaciółmi, z którymi oglądałam mecz, poszłam na lody. Poprosiłam o dwie gałki: malinowy sorbet i waniliową. Ekspedientka popatrzyła na moją koszulkę z napisem Polska, na biało-czerwone kolczyki, wreszcie na wafelek z lodami i zapytała: te lody to tak specjalnie pani biało-czerwone zamówiła?

Nic to. Pozostaje emocjonować się rozstrzygnięciami w poszczególnych grupach. U nas zakończyło się to kompletnie nieoczekiwanie. Nie obejrzę już w akcji jednego z moich ulubionych piłkarzy Andrieja Arszawina. Zobaczymy, co jeszcze się wydarzy...

I jeszcze te bójki kibiców z policją we Wrocławiu... I sąsiad, który pali w oknie, zasmradzając mi mieszkanie... I piwo, którego już nie mam w lodówce...

Idę wyprać koszulkę.

koszulka

Co poprawia mi humor

zona.oburzona

Jestem niereformowalna. Niedługo będę mogła zbudować wokół siebie zasieki z książek. Sterta tego, co mam i/lub chcę przeczytać, rośnie. I nie mogę się opanować. Jeśli tylko zapragnę coś przeczytać, to zazwyczaj kończy się to wydaniem pieniędzy. Miałam tego nie robić, ale niestety. Odbijam sobie te lata, kiedy książki mogłam kupować rzadko, a tak bardzo lubię to robić. Również dzięki temu wczorajszy dzień był lepszy od poprzedniego.

Etgara Kereta najpierw usłyszałam w radiowej Trójce, potem znalazłam fragment w magazynie Książki. Następnie przeczytałam o nim u Chiary, co potraktowałam jako zbieg okoliczności. A może po prostu pana Kereta wszędzie teraz pełno... Miałam odczekać, nie dałam rady, skoro zakochałam się w tym autorze od pierwszych liter. Kupiłam.

Druga książka kosztowała grosze w jakiejś promocji, więc wyrzutów nie mam. Tak jakbym miałam z powodu tamtej... Napisał ją Michal Viewegh, którego mój ulubiony Mariusz Szczygieł określił jako czeską Grocholę, bo to ponoć najpopularniejszy czeski pisarz pośród mas. Grocholi nie czytam, nie lubię. Ale w wersji czeskiej - rewelacja. Polecam.

książki

Mam nadzieję, że dzisiaj wieczorem coś jeszcze poprawi mi humor. Chłopaki, trzeba to wygrać!

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci