Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : przyjaciolki

Bądźmy optymistami!

zona.oburzona

Hasłem ostatniego weekendu  z pewnością było to  zdanie:

BĄDŹMY OPTYMISTAMI - NIEDŁUGO  UMRZEMY.

Brzmi absurdalnie i tak zabawnie, że zebrane towarzystwo popłakało się ze śmiechu. Ale gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to czy nie jest to  najprawdziwsza prawda?

Bo przecież nie wiemy, jak i kiedy skończy się życie. Nie da rady przewidzieć, czy za chwilę nie wydarzy się coś, co odwróci  wszystko do góry nogami i  mocno nas unieszczęśliwi.

Dlatego:

  • uśmiechajmy się i  bądźmy życzliwi,
  • akceptujmy to, że inni ludzie mogą inaczej postrzegać świat (aczkolwiek gdy Inspirator oglądał  "Kawę na ławę",  uczciwie musiałam przyznać, że od tej zasady są jednak wyjątki...)
  • nie przejmujmy się korkiem  na ulicy i tym, że kierowca w aucie przed nami przed chwilą zajechał nam drogę,
  • nie krytykujmy innych  (no chyba, że wyglądają w przymierzalni odzieżowego  sklepu jak wielka beza w kuriozalnej sukience z białego koca),
  • doceniajmy małe szczęścia, jak cieplutka październikowa niedziela i dobry obiad;

Czas chyba powrócić do jednej z ulubionych lektur dzieciństwa...

Wpis dedykuję Cieniowi, z którym spędziłam niezwykłe dwa  dni. Dziękuję :)

weekend

Jestem lepsza od Kasi Tusk!

zona.oburzona

Zaskoczenie czy nie? Hę?

Dzisiaj po raz pierwszy od wielu miesięcy spędziłam popołudnie w towarzystwie jednej z moich przyjaciółek. Dzieli nas kilkadziesiąt kilometrów i różne obowiązki, które nie pozwalają spotykać się tak często, jak by się chciało i potrzebowało. Regularne rozmowy telefoniczne nie zapewnią wszystkich atrakcji. Zwłaszcza, że jedną z naszych ulubionych rozrywek są wspólne zakupy odzieżowo-obuwnicze. Znamy się długo, więc w tym obszarze nastąpiła ewolucja, świetnie pamiętamy czasy studenckie, gdy za o wiele mniej kasy niż teraz potrafiłyśmy kupić o wiele więcej ciuchów... Niezły paradoks, prawda?

Przede wszystkim świetnie się rozumiemy. Objawia się to tym, że każda doskonale wie, kiedy ma zachęcać, a kiedy odradzać zakup. Wiecie, jak to jest, nie zawsze  chodzi o to, jak się wygląda, czasem jest to kwestia ceny, a czasem tego, że podobnych sweterków w szafie ma się już sześć.

Dzisiejsze spotkanie było bardzo owocne. I co najważniejsze, udało nam się naszą więź pogłębić, a nie zaburzyć. Mam satysfakcję, bo Premierówna ponoć pokłóciła się ze swoją najlepszą przyjaciółką na zakupach i zupełnie się jej przez to wyprawa nie udała!

Ponadto chciałam Was poinformować, że sama sobie nałożyłam embargo na buty. Wystarczy. Co prawda daleko mi jeszcze do słynnej Berberysowej szafy, która nawiasem mówiąc, jest moim marzeniem... Ale jednak zdecydowałam, że biorę na wstrzymanie. A dla tych, co nie mają takich oporów informacja: sklep z butami, na który z oczywistych względów mówimy z Inspiratorem Buźko, ma w ofercie sporo par z doczepianymi kokardkami lub innymi ozdóbkami. Dzięki czemu kupując jedną parę, zyskujemy dwie, a nawet trzy, bo możemy przecież przyczepić kokardkę również w okolicach kostki.

Chyba powinnam zaznaczyć, że wpis zawiera lokowanie produktu?

...bo reaguje nie tak, jak bym chciała

zona.oburzona

Czytająca mój wpis kobieto, wyobraź sobie sytuację, kiedy Twoja dobra koleżanka robi Ci dużą przykrość. Pomyśl o dobrej koleżance, może nawet o takiej, którą możesz nazwać przyjaciółką, bo przecież do przykrości sprawianych przez mniej istotne osoby nie będziemy przywiązywać wagi. A nawet dobra przyjaciółka może nieświadomie, czasem nawet kierując się dobrymi intencjami, powiedzieć coś nie tak. Przez zachowanie koleżanki masz doła, przeżywasz to i nie potrafisz przejść nad tym do porządku dziennego. Twój partner widzi, że coś jest nie tak, pyta, więc mu opowiadasz. Jak reaguje?

A. Martwi się Twoim samopoczuciem i odczuciami dotyczącymi tej sytuacji.

B. Uznaje, że nie rozumie Twojego żalu i nie wie, o co Ci chodzi.

C. Stwierdza, że koleżanka jest głupia i jej nie lubi.

Jeśli Twój partner zareaguje tak, jak w punkcie A, jesteś moim zdaniem szczęściarą.Jest to dobry punkt wyjścia do przegadania sytuacji i wymyślenia, co z tym fantem zrobić.

Jeżeli palnie coś takiego, jak w punkcie B, to empatię ma na poziomie -50. W skali od 1 do 7 oczywiście. Po czymś takim chyba trudno o czymkolwiek z nim rozmawiać?

Punkt C to z kolei reakcja Mojego Męża. Wzbogacona zazwyczaj o doszukiwanie się ukrytych i mocno naciągniętych motywów postępowania koleżanki. Kończąca się propozycją, by jakoś jej werbalnie przyłożyć, a następnie zakończyć znajomość.

Ciekawe, co by było, gdyby tak stosować metodę Mojego Męża w relacjach damsko-męskich?

...bo lubi ze mną rozmawiać przez telefon. Ale tylko wtedy, gdy dzwoni On.

zona.oburzona

Wychodzę z domu na spotkanie: z przyjaciółką, kumplem, czy koleżanką z pracy. Jeszcze nie zdążyłam dojechać na miejsce, słyszę, że z torebki dobiega jedna z ulubionych piosenek, która oznaczać może tylko i wyłącznie telefon od Mojego Męża. Zaciskam zęby, nie reaguję - mam zasadę, że podczas prowadzenia auta nie rozmawiam przez telefon. Parkuję, zamykam samochód, oddzwaniam.

Mój Mąż: I jak, dojechałaś? Tak? No to super. O której będziesz? Dobra, no to baw się dobrze.

Docieram na miejsce spotkania. Wybieramy knajpkę, zasiadamy, zamawiamy. I znów słyszę jedną z ulubionych piosenek. I nie, nie dochodzi ona z głośników w lokalu, tylko znowu z mojej torebki. Odbieram.

Mój Mąż: Gdzie siedzicie? O, to super. Ja zjadłem już obiad, a teraz chyba sobie poczytam. No to baw się dobrze. O której będziesz?

Zaczynamy jeść, do knajpy schodzi się więcej ludzi, robi się szum. Tym razem nie udało mi się usłyszeć jednej z moich ulubionych piosenek. I to dwa razy! Zauważam to podczas sprawdzania godziny. Oddzwaniam.

Mój Mąż: Czemu nie odbierasz? Chciałem Ci powiedzieć, że ... i to pojawia się historia, która zapowiada się na dość długą. Proponuję zatem, by opowiedział mi ją, jak wrócę.

Kończymy jeść, zamawiamy kawę, może drugą lampkę wina, czy kolejne piwo. Akurat w knajpie skończyła się płyta, więc w chwilowej ciszy słyszę jedną z moich ulubionych piosenek.

Mój Mąż: Jak wam idzie? O której będziesz? To zadzwoń, jak będziesz wracać.


Jestem na zakupach w IKEA. Na liście mam kilka rzeczy, o których kupno prosił Mój Mąż. Znajduję je, ale widzę, że mam parę opcji do wyboru. Biorę telefon, dzwonię do Mojego Męża.

Telefon komórkowy: nie odbiera, włącza się poczta głosowa.

Telefon stacjonarny: nie odbiera.

Idę dalej. Po chwili dzwonię znowu, bo Mąż nie oddzwonił.

Telefon komórkowy: nie odbiera, włącza się poczta głosowa.

Telefon stacjonarny: zajęte, co oznacza, że z kimś rozmawia.

Idę dalej. Czekam, aż oddzwoni. Nic z tego. Dzwonię po raz kolejny.

Telefon komórkowy: nie odbiera, włącza się poczta głosowa.

Telefon stacjonarny: pojawia się dziwny komunikat głosowy, co oznacza, że Mój Mąż po raz kolejny źle odłożył słuchawkę. Czy raczej źle się rozłączył, gdyż mamy aparat bezprzewodowy.

Po upływie kwadransa dzwonię po raz kolejny.

Telefon komórkowy: nie odbiera, włącza się poczta głosowa.

Telefon stacjonarny: dziwny komunikat głosowy.


Wpis ten dedykuję Mojej Serdecznej Przyjaciółce, która szczególnie często bywa świadkiem telefonów Mojego Męża. Mam wrażenie, że wkurza ją to nawet bardziej niż mnie.

Żona Oburzona ma swoje 5 minut

zona.oburzona

W zeszłym tygodniu spokojnie zalogowałam się na swoje konto na bloxie, kliknęłam na statystyki i... SZOK. Liczba wejść spowodowała u mnie niemal zawał. Szybko zorientowałam się, że to wszystko dzięki głównej stronie gazeta.pl, na której pośród polecanych artykułów, wątków z forum, umieszczono link do mojego blogu. Jeszcze większy szok przeżyłam, gdy dziś sprawdziłam, na którym miejscu wylądowałam w rankingu 1000 najpopularniejszych blogów na bloxie, a na którym w katalogu kobiety.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy tu zajrzeli i tym, którzy postanowili pozostawić po sobie ślad w postaci komentarza. Może dzięki temu pojawią się nowi czytelnicy, którzy będą regularnie mnie i Mojego Męża odwiedzać.

Tak, tak. Wiem, że te 5 minut sławy zawdzięczam Mojemu Wkurzającemu Mężowi. To dzięki niemu to wszystko... ;)

Pośród komentarzy pojawiły się różne sugestie. Również takie, że za chama wyszłam. Że rozwieść się powinnam. Ba, na jakimś forum określono nas: Stereotypowa polska gęś i jej mąż - stereotypowy polski knur. I to było dla mnie szokiem, bo stereotyp - mój wróg.  Nie toleruję. Nie akceptuję. Tymczasem okazało się, że ja sobie mogę go nie lubić, ale się nim stałam...

Żonie Oburzonej właśnie odbiła palma, woda sodowa uderzyła do głowy, bo zamiast pisać normalną notkę, rozkoszuje się widokiem liczby odsłon bloga w zeszłym tygodniu. Prawda jest taka, że muszę się nacieszyć na zapas, kiedy i czy w ogóle taka następna okazja się zdarzy, trudno powiedzieć.

Żeby było śmieszniej, nie liczba odsłon była moim celem, gdy zaczynałam tu sobie pisać. Miała to być platforma wymiany plotek między kumpelami, które koniec końców tylko czasem komentarz tu zostawią. No trudno Drogie Moje Koleżaneczki-Żoneczki. Tak czy siak, jest mi fajnie.

Jadę dalej z tym koksem tzn. bloxem :D

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci