Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : prezenty

Czy Wy też?

zona.oburzona

Wiem, że wszędzie o tym piszą, wszędzie pokazują, kiedy komuś o tym opowiadam, każdy wie, o co chodzi. Ale nie mogę Was nie zapytać!

Czy Wy też zachwycacie się nową reklamą Allegro? Wyciska mi z oczu łzy za każdym razem, gdy ją widzę!

Dzisiaj odwiedził nas Święty Mikołaja. Trudno orzec, co Córkonia z tego wszystkiego rozumie, ale wielką radością dla mnie jest przygotowywanie jej prezentów. Niestety nadal cierpię na zabawkozę. Czuję, że to rekompensata za deficyt zabawek w dzieciństwie... Mogę sobie mówić, że dzięki temu jestem taka kreatywna. Mogę twierdzić, że to właśnie robienie domku dla laleczek z pudełek od papierosów ukształtowało mój charakter. Ale kiedy Córkonia podaje mi swoje pudło z klockami duplo, rzucam się na nie i mogę budować, i budować, i budować...

A gdybym dzisiaj wieczorem się nudziła, mogę z kolei wyprowadzić na spacer nowego pieska Córkonii na sznureczku.

Niestety doszłam do tego etapu, w którym własna przyjemność zeszła już nawet nie na drugi plan, tylko gra epizodyczną rolę.

Jeszcze potrafi zaskoczyć

zona.oburzona

Mikołaj co roku odwiedza nas w specyficzny sposób. Podrzuca jedynie drobiazgi, a zasadnicze prezenty przynosi nam Gwiazdor. Do Mikołaja wraz z częścią rodziny piszemy krótkie bileciki, więc ułatwiamy mu w tym dniu działanie  - każdy dostaje jeden prezent: niespodziankę  lub jakieś konkretne zamówienie. Wspomniane bileciki rozlosowujemy.

Nie spodziewałam się zatem dzisiaj żadnych szaleństw,  tym bardziej, że spotkanie z uczestnikami losowania dopiero się odbędzie. Wyszłam z domu rano na cały dzień. Inspirator podrzucił  mi  jeszcze  kilka pomysłów na to, co  mogłabym zrobić poza domem. Jak się okazało, chodziło mu po prostu o to,  by jak najdłużej mnie nie było.  Gdzieś w tak zwanym  międzyczasie oznajmił,  że będzie mnie czekała niespodzianka.  Nie spodziewałam się niczego konkretnego. Może ulubione piwo i chipsy? Kolacja?

Tymczasem okazało się, że w tym roku mój Mikołaj miał pełne ręce roboty. Podejrzewam, że nawet musiał zdjąć swój czerwony kubrak, żeby się za bardzo nie spocić. Otóż kiedy wróciłam do domu, w przedpokoju  -  dotąd zawalonym torbami z ikei i walającymi się luzem butami - stoi  przepiękna szafa, na której montaż czekaliśmy. Szalony Inspirator, gdy tylko pytałam, kiedy pan od szafy zamierza ją zamontować,  odpowiadał, że jeszcze nie wiadomo. Nie miałam nawet cienia podejrzenia, że niespodzianka=szafa.

Dziękuję bardzo Mikołajowi :)

...bo chciał wszystkiego dopilnować

zona.oburzona

To jest opowieść sprzed ponad 10 lat, przypomniałam ją sobie całkiem niedawno. Bardzo rozbawiła moją koleżankę...

To były czasy, gdy Mąż Inspirator nie był jeszcze narzeczonym, ale wiele wskazywało na to, że tak się stanie. Wszyscy dookoła wiedzieli, że on ma tzw. poważne zamiary, a ja zaczęłam czuć wolę Bożą (pamiętacie, skąd ten cytat?). W związku z tym moja rodzina wyszła z inicjatywą, by zaprosić na kolację rodziców mojego przyszłego Męża. Kolacja odbyła się w miłej atmosferze. Goście przynieśli wódeczkę i kwiaty. Po kilku miesiącach przyszedł czas na rewanż. Zaczęliśmy głowić w domu, co zanieść gospodarzom. Moja bardzo pomysłowa w takich sytuacjach Mama wymyśliła, żeby zakupić wino musujące i specjalny kubełek do chłodzenia szampana. O, mniej więcej taki. Na początku wizyty wręczyliśmy moim przyszłym Teściom alkohol w wiaderku wypełnionym zgromadzonym specjalnie na tę okazję lodem. Pomysł bardzo się spodobał.

Kiedy po kilku godzinach zbieraliśmy się już do wyjścia, żegnaliśmy się w butach i kurtkach, Mąż Inspirator in spe nagle zakrzyknął: poczekajcie! Po czym po chwili przybiegł i wręczył nam wymyty i osuszony kubełek na lód...

 

 

Temat na czasie

zona.oburzona

Dzisiejszy dzień spędzam w towarzystwie kompotu z suszu (nie wiem, ile litrów tego przysmaku już wypiłam), Męża Inspiratora i stosiku książkowo-płytowego. Jak się domyślacie, dzień uważam za bardzo udany.

Wspomniany stosik składa się w całości z prezentów. Parę podarków leży obok, ponieważ to inna kategoria i kształt, no i nie da się z nich wieżyczki zbudować. Lubię robić prezenty, lubię je też otrzymywać. Był to zresztą temat kilku wpisów na moim blogu rok temu, nie będę już zatem analizowała tego zjawiska. Dzisiaj tylko zapytam: wpadłoby Wam do głowy obdarowanie kogoś szczotką i śmietniczką?

Dobrze, że to nie ja zostałam tak obdarowana i nie zrobił tego swojej żonie żaden z obecnych podczas naszych Świąt mąż. Mogłoby się chyba skończyć rozwodem w rodzinie...

 

Święty Mikołaj jest złośliwy?

zona.oburzona

Kilka tygodni temu wróciłam do domu i zastałam Męża Inspiratora jedzącego obiad z miną niewiniątka. Co tam posiłek, jeden z palców lewej dłoni owinięty był mocno zakrwawioną gazą i bandażem. Krew ponadto znajdowała się na ubraniu Męża Inspiratora, stole, talerzu z obiadem, a nawet na podłodze. Moje pierwsza myśl: o cholera, uciął sobie palec! Mąż Inspirator usilnie próbował przekonać mnie, że wszystko jest w porządku. Jednak krew niespiesznie spływająca po jego przedramieniu go zdemaskowała. Kilka minut musiałam poświęcić na przekonanie Męża Inspiratora, by ten uroczy opatrunek zdjął i pokazał, co w sobie kryje.

Mąż, krojąc bułkę, zaciął się w palec tuż przy paznokciu. Rana była na tyle głęboka, że krew z niej lała się uroczym i pulsującym na dodatek strumieniem. Się przeraziłam, wrzasnęłam, próbując namówić Inspiratora na wizytę na ostrym dyżurze. Mąż na to przyłożył do rany palec i stwierdził radośnie, że przecież krew już nie leci. Kiedy na moją prośbę palec puścił, strumień trysnął na nowo...

Udało się zagonić go do gabinetu zabiegowego pobliskiej przychodni, udało się opanować krwawienie. Ale goi się z trudem.

Myślicie, że złośliwe ze strony Świętego Mikołaja było przyniesienie Inspiratorowi noża do ziół?



© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci