Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : telefony

...bo są zjawiska, których nie rozumiem

zona.oburzona

Kilka lat temu pracowałam w biurowcu, w którym na piętrze były trzy toalety damskie - w jednym pomieszczeniu oddzielone od siebie ściankami z jakiegoś tworzywa, takie boksy, że jak się schylisz, to możesz zobaczyć czyjeś nogi z majtkami opuszczonymi do kostek. Któregoś dnia podczas korzystania z toalety mogłam posłuchać rozmowy telefonicznej, jaką w sąsiednim boksie prowadziła moja koleżanka z pracy z... klientem.

W obecnej pracy  toaleta była jedna. To już nie boks, tylko oddzielne pomieszczenie, ale drzwi niezbyt  dźwiękoszczelne. Dlatego nie raz mogłam posłuchać, jak koleżanka z pracy ma pretensje do córki o niezjedzone śniadanie, spóźnienie do szkoły lub histeryczne zachowanie bez powodu.

Niedawno odwiedziłam osiedlową halę targową, w której znajdują się głównie stoiska owocowo-warzywne. Musiałam skorzystać z toalety, tam znowu boksy. Kiedy weszłam, jeden z nich był zajęty. Sądząc po czasie korzystania i odgłosach  -  coś grubszego. Dodatkowo mogłam posłuchać pasjonującej  rozmowy na temat zamówień, dostawy i faktur. Z toalety wyszła ekspedientka z jednego z warzywniaków. Dodam jako ciekawostkę, że... nie umyła rąk. Zagadnęłam ją o to z oburzeniem, powiedziała, że myje na stoisku, bo tam ma ręcznik. Ręcznik ręcznikiem, ale ja stoisko zmieniam, wizja galopujących po marchewkach bakterii jest zbyt sugestywna.

Ale co ja się dziwię? Gdy Inspirator niegdyś pracował sporo w terenie i jeździł w dłuższe trasy samochodem, regularnie prowadziliśmy następujące dialogi telefoniczne:

Żona Oburzona: A Ty gdzie w ogóle jesteś? Bo jakoś tak Cię dziwnie słychać.
Mąż Inspirator: No jadę już do domu.
Żona Oburzona: I rozmawiasz podczas jazdy?
Mąż Inspirator: No nie, na orlenie się zatrzymałem. W kiblu jestem i dzwonię do Ciebie.

...bo tak?

zona.oburzona

Bodajże w Przystanku Alaska jedna z bohaterek uznała, że kobieta jest przed, po albo w trakcie. Znacie też na pewno dowcip przywołany przeze mnie w tytule:

-Kochanie, dlaczego gotujesz ziemniaki w trzech garnkach?
-Bo tak!

Opowiem Wam drugi w podobnym tonie.

Mąż wraca do domu i wita się z żoną.

-Dobry Wieczór Kochanie!
-Nie będziesz mi mówił, czy jest dobry, czy nie!

Tekst z Przystanku Alaska przywołuję bardzo często pół żartem, pół serio. Dowcipy mnie śmieszą. Ale...

Wczoraj Mój Mąż raczył się ze mną pokłócić. Dla lepszego zrozumienia kontekstu sytuacji przypomnijcie sobie ten wpis.

Mój Mąż wciąż daleko. Zadzwoniłam do niego około 9 rano, chciałam dowiedzieć się, kiedy mogę się go spodziewać. Nie odebrał. Uznałam, że pewnie jest zajęty i cierpliwie czekałam aż oddzwoni. Około godziny 15 zorientowałam się, że czekam już 6 godzin. Napisałam więc smsa: czy wszystko w porządku? Brak odpowiedzi. Napisałam więc: martwię się, chyba napisanie krótkiej wiadomości nie sprawiłoby żadnego kłopotu? Zadzwonił zdziwiony, że coś jest nie tak. Od słowa do słowa... i mieliśmy małą awanturę.

Nie wymagam, żeby dzwonił co godzinę. Wystarczy napisać smsa, żeby podtrzymać kontakt. I wiem, że mógł to zrobić, bo nie był wcale aż tak bardzo zajęty, sam mi to powiedział.

Wiecie, czasy bez komórek były pod pewnymi względami lepsze. Nie było wiadomości, bo nie było możliwości ich przekazania. A skoro teraz te możliwości mamy, to przyzwyczailiśmy się, że brak informacji oznacza złą wiadomość. A kiedyś było wręcz przeciwnie.

Byłabym zapomniała, pewnie się zastanawiacie, jaki ma to związek z początkiem wpisu?

Otóż wieczorem Mój Mąż zadzwonił, pogawędziliśmy sobie. Zapytał się, jak się czuję, bo wyczuł, że chyba zmęczona jestem. Powiedziałam, że brzuch mnie boli, okres dostałam i chyba zaraz pójdę spać. I co na to Mąż?

-To dlatego byłaś na mnie wkurzona o ten telefon!

Z dowcipów to ja się mogę śmiać. Ale sprowadzanie każdej różnicy zdań do zmian hormonalnych zachodzących w organizmie kobiety niemożebnie mnie irytuje.

...bo lubi ze mną rozmawiać przez telefon. Ale tylko wtedy, gdy dzwoni On.

zona.oburzona

Wychodzę z domu na spotkanie: z przyjaciółką, kumplem, czy koleżanką z pracy. Jeszcze nie zdążyłam dojechać na miejsce, słyszę, że z torebki dobiega jedna z ulubionych piosenek, która oznaczać może tylko i wyłącznie telefon od Mojego Męża. Zaciskam zęby, nie reaguję - mam zasadę, że podczas prowadzenia auta nie rozmawiam przez telefon. Parkuję, zamykam samochód, oddzwaniam.

Mój Mąż: I jak, dojechałaś? Tak? No to super. O której będziesz? Dobra, no to baw się dobrze.

Docieram na miejsce spotkania. Wybieramy knajpkę, zasiadamy, zamawiamy. I znów słyszę jedną z ulubionych piosenek. I nie, nie dochodzi ona z głośników w lokalu, tylko znowu z mojej torebki. Odbieram.

Mój Mąż: Gdzie siedzicie? O, to super. Ja zjadłem już obiad, a teraz chyba sobie poczytam. No to baw się dobrze. O której będziesz?

Zaczynamy jeść, do knajpy schodzi się więcej ludzi, robi się szum. Tym razem nie udało mi się usłyszeć jednej z moich ulubionych piosenek. I to dwa razy! Zauważam to podczas sprawdzania godziny. Oddzwaniam.

Mój Mąż: Czemu nie odbierasz? Chciałem Ci powiedzieć, że ... i to pojawia się historia, która zapowiada się na dość długą. Proponuję zatem, by opowiedział mi ją, jak wrócę.

Kończymy jeść, zamawiamy kawę, może drugą lampkę wina, czy kolejne piwo. Akurat w knajpie skończyła się płyta, więc w chwilowej ciszy słyszę jedną z moich ulubionych piosenek.

Mój Mąż: Jak wam idzie? O której będziesz? To zadzwoń, jak będziesz wracać.


Jestem na zakupach w IKEA. Na liście mam kilka rzeczy, o których kupno prosił Mój Mąż. Znajduję je, ale widzę, że mam parę opcji do wyboru. Biorę telefon, dzwonię do Mojego Męża.

Telefon komórkowy: nie odbiera, włącza się poczta głosowa.

Telefon stacjonarny: nie odbiera.

Idę dalej. Po chwili dzwonię znowu, bo Mąż nie oddzwonił.

Telefon komórkowy: nie odbiera, włącza się poczta głosowa.

Telefon stacjonarny: zajęte, co oznacza, że z kimś rozmawia.

Idę dalej. Czekam, aż oddzwoni. Nic z tego. Dzwonię po raz kolejny.

Telefon komórkowy: nie odbiera, włącza się poczta głosowa.

Telefon stacjonarny: pojawia się dziwny komunikat głosowy, co oznacza, że Mój Mąż po raz kolejny źle odłożył słuchawkę. Czy raczej źle się rozłączył, gdyż mamy aparat bezprzewodowy.

Po upływie kwadransa dzwonię po raz kolejny.

Telefon komórkowy: nie odbiera, włącza się poczta głosowa.

Telefon stacjonarny: dziwny komunikat głosowy.


Wpis ten dedykuję Mojej Serdecznej Przyjaciółce, która szczególnie często bywa świadkiem telefonów Mojego Męża. Mam wrażenie, że wkurza ją to nawet bardziej niż mnie.

Nie jest lekko

zona.oburzona

W weekend razem z Mężem nieco odwracamy rytm naszego dnia. Lubimy sobie dłużej posiedzieć w nocy, oglądając ulubione seriale, oddając się ulubionym rozrywkom, realizując swoje hobby, czy też wykonując jakieś kompletnie odmóżdżające zajęcia. W tej ostatniej kategorii króluje u nas gra w bardzo wkurzone ptaszki. Tak, ja też się zaraziłam tym szaleństwem. "Siedzenie dłużej w nocy" nie oznacza w naszym przypadku 1 w nocy, to dopiero jest naszym zdaniem wieczór. W związku z tym nie ma siły, żebym wstała wcześniej, zdarza się, że dorównuję Mojemu Mężowi.

W tym momencie pauza. Czy ja pisałam o tym, jak Mój Mąż potrafi spać? Chyba nie. A to straszne niedopatrzenie jest, bo temat ciekawy. Ale poprawię się, obiecuję...

Wracając do tematu zasadniczego. Napisałam, że nie ma siły, żebym wstała wcześniej, ale to bzdura jednak jest, bo siła taka jak najbardziej istnieje. Jest nią telefon stacjonarny. Mamy dwa aparaty, jeden nowoczesny, drugi bardzo stary, dzieli ich jakieś 70-80 lat. Młodszy kolega dysponuje całym arsenałem melodyjek i dźwięków, starszy... po prostu dzwoni. Dobrze się domyślacie, że jest to poniekąd zabytek, a cechą zabytkowych telefonów nie jest niestety możliwość ustawienia trybu cichego. Można to zrobić jedynie brutalnie wyciągając wtyczkę z gniazdka.

Zarówno dzisiaj, jak i tydzień temu z miłego snu o godzinie 9.00 rano wyrwał nas telefon wykonany przez rodzinę Mojego Męża. Mój Mąż śpi nadal, ja nie potrafię już niestety zasnąć. Dodam, że powód telefonu był błahy, czy nawet po prostu bezsensowny. Niedziela źle się zaczęła.

Wpisuje się ona w ogólny klimat ostatnich ciężkich zawodowych tygodni, tych, które były i tego, który nadchodzi. Czeka mnie teraz dłuższy czas poza domem w delegacji. Na ogół nie jest mi ciężko się z tym pogodzić, ale ostatnio i owszem. Jesień pełną gębą, krótkie dni i zimno, a przede wszystkim Mąż Mój ma ostatnio naprawdę dobre dni. Tak dobre, że pojawiła się jakaś szalona myśl, by i o tym tutaj napisać. Tak dobre, że aktualnie wkurzać mnie może chyba jedynie tym, że nie dostarcza aktualnych tematów do wpisów i szukać muszę w pamięci...

Bilans wychodzi na zero. W pracy kicha, w domu super... Tylko za tydzień będę już pamiętać, by wtyczkę z gniazdka wyciągnąć i w ogóle będzie cacy.

Aktualizacja: miło mi poinformować, że Duma_i_uprzedzenie (przepraszam za pierwszą pomyłkę) pod tym wpisem dobiła do liczby 300 komentarzy. Zawsze to przyjemnie wygląda i jest jakimś fajnym akcentem w tym dniu.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci