Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : kwiatki-doniczkowe

...bo mi zrobił awanturę

zona.oburzona

Mąż Inspirator nadal kursuje między domem a miastem, w którym realizuje pewien kontrakt. Zostawia więc w domu swoje kwiatki, doprawdy nie wiem dlaczego, ostatecznie skoro jest z nimi tak związany, mógłby je zabierać ze sobą. Zwłaszcza swoją paprotkę. Nie wiem, czy pamiętacie, ale ja kwiatkami się nie zajmuję, bo nie umiem i nie lubię. Niestety nawet podlewanie przekracza moje umiejętności. Nie dlatego, że nie potrafię podnieść konewki, napełnić wodą i przechylić pod odpowiednim kątem, ale dlatego, że ja po prostu o tym nie pamiętam. Nie znajduje się to w kręgu moich zainteresowań. Mój wewnętrzny terminarz przypomina mi o umyciu naczyń, prasowaniu na zapas, zjedzeniu kolacji i zapłaceniu rachunków, o kwiatkach natomiast milczy.

No i się doigrałam. Mąż Inspirator wrócił i spostrzegł po 12 godzinach bytności w domu, że część kwiatków uschła.

Awantura przyjemna nie była. Wiem, że zrobiłam źle. Prosiłam jednak, by Mąż mi o tych kwiatkach przypominał np. podczas rozmowy telefonicznej: jestem w domu, on dzwoni i mówi: słuchaj, podlej teraz kwiatki, a ja biorę konewkę i podczas tej konwersacji podlewam. Zwłaszcza, że ostatnio mam co robić w pracy, a w domu też muszę myśleć za dwoje o różnych sprawach. A skoro nigdy o tych kwiatkach nie pamiętałam, to tym bardziej teraz jest mi z tym trudno. Cóż, nie umiem dźwignąć tej odpowiedzialności.

...bo nie umie podlewać kwiatków

zona.oburzona

Dawno temu pisałam o kwiatkach, którymi w naszym domu zajmuje się Mój Mąż. Dzisiaj był Dzień Podlewania. Może Was to zdziwi, ale Dzień Podlewania wcale nie jest czymś regularnym. Być może dlatego tak często Mój Mąż boleje nad kolejnym uschniętym chabaziem...

Mąż trochę poprzesadzał, trochę poprzestawiał, po czym zaczął podlewać i tu nastąpił tradycyjny obrzęd w Dniu Podlewania. Z pierwszej doniczki woda zaczęła dość mocno lać się na podłogę. W obliczu tej awarii Mój Mąż rzucił wszystko, zaczął ją wycierać. Kiedy opanował sytuację i podlał następnego kwiatka, zadziało się dokładnie to samo. Nie będę oszukiwać, bardzo to było zabawne...

Jeszcze jeden przykład do tego wpisu. Przecież łatwo przewidzieć, że po wlaniu dużej ilości wody do przesuszonego kwiatka, czym prędzej opuści ona doniczkę...

Ale Mój Mąż ma szczęście. Chociaż on regularnie zalewa wodą z doniczek podłogę i stół, to ja jestem uważana za osobę, która z podlewaniem ma kłopot. A wszystko dlatego, że gdy 5 lat temu ostatni raz coś podlewałam, zabiłam przy okazji pewne elektroniczne urządzenie. Raczej z kategorii tych droższych...

...bo chce mieć w domu dużo zieleni

zona.oburzona

Oczywiście zgadzam się z tym, że zieleń w mieszkaniu ociepla, ożywia i robi inne dobre rzeczy pomieszczeniom. Sama nie cierpię podlewać, przesadzać, wycierać, podwiązywać, grzebać w doniczkach itp. Natomiast kwiaty w domu mi absolutnie nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie, tylko ktoś inny musi się nimi zajmować. Mój Mąż ponoć to lubi. Problem polega na tym, że ma inne standardy dotyczące roślin. Jedną z wątpliwych ozdób naszego domu jest stara i wyleniała paprotka, z której ciągle lecą uschnięte listki i sterczą z niej jakieś wąsy. Ponoć jej dobre lata jeszcze przed nią... Tak twierdzi Mój Mąż.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci