Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : samochod

...bo generalizuje. I nie pamięta, co mówił

zona.oburzona

Tym razem nie będzie z przymrużeniem oka, czy żartobliwie. Rasowy wpis taki, jak wkurzający wpis powinien być.

Podczas wieczornej pogawędki, gdy relacjonowaliśmy sobie miniony dzień, usłyszałam następujące słowa.

Inspirator: Opowiem ci 3 sytuacje, stanowiące dowód na to, że kobiety jeżdżą jak idiotki.

W opowieści było coś o jednej, która stanęła na pasach, inna bez sensu wyprzedzała, reszty nie pamiętam. Wkurzyłam się.

Ja: Wiesz, to przykre, że tak mówisz. Prawdopodobnie gdybyś dotyczyło to mężczyzn powiedziałbyś: opowiem ci o trzech o facetach, którzy jechali jak debile.
Inspirator: O co ci chodzi? Przecież tak właśnie powiedziałem: że ci opowiem o trzech idiotkach za kierownicą.

Nie cierpię generalizowania i stereotypów. A także wmawiania mi, że się powiedziało coś innego, niż w rzeczywistości.

Mistrzyni parkowania

zona.oburzona

Inspirator mało się nie przewrócił, gdy pokazałam mu to zdjęcie... Na szczęście auto wyszło z tego bez szwanku.

mistrzyni

Żeby było jasne, przyznaję się od razu: o istnieniu klombu dowiedziałam się, gdy wysiadłam z auta.

Pozdrawiam pana, który bardzo dziwnie na mnie patrzył, gdy wyłam ze śmiechu.

Ktoś zwariował

zona.oburzona

Odpalam sobie rano internet i widzę coś takiego. Nie chce mi się nawet z tym dyskutować. Pomysły, moim zdaniem, są tak niedorzeczne, że nie umiem tego skomentować! Kto to wymyślił? Kto zwariował? Kto nie umie czytać ze zrozumieniem różnych doniesień i wyciągać logicznych wniosków ze statystyk dotyczących wypadków drogowych?

Mam nadzieję, że gdy jutro będziemy mknąć nad morze, nie spotkamy na drodze gorliwego zwolennika tychże pomysłów. Trzymajcie kciuki, by nie wessały nas korki długoweekendowych urlopowiczów.

A po powrocie na pewno się tu pozachwycam urokami Bałtyku.

Wieczór

zona.oburzona

Dzisiaj wieczorem ułożyłam się przed telewizorem jako wielki i nieruchawy, po prostu leżący klocek. Wykończyła mnie podróż samochodem. Niby niedaleko, niby autostradą, a jednak... Ciekawych atrakcji dostarczyła mi jazda za piaskarką lub solarką, a może to było dwa w jednym. Jeszcze fajniej było w olbrzymim korku, który powstał po wypadku dwóch ciężarówek. Zwiałam stamtąd na boczne drogi, gdzie również natrafiłam na korek złożony z takich jak ja uciekinierów z A4. No i tam nie było piaskarko-solarki... Na szczęście w telewizji znalazłam ulubiony film.

Macie na pewno takie filmy, które możecie oglądać w nieskończoność. Dla mnie takim obrazemJapoński wachlarz. Powroty jest Między słowami, film - arcydzieło. W podziwianiu go jestem w domu odosobniona, Mąż Inspirator owszem popatrzy, pośmieje się i tyle. A ja się zachwycam i wzruszam, za każdym razem czymś innym. Tym razem patrzyłam przez pryzmat aktualnie czytanej książki: Japoński wachlarz. Powroty Joanny Bator. Polecam w ciemno wszystko to, co napisała. Ta książka ma w sobie trochę reportażu, coś z osobistego pamiętnika, chwilami czytam ją niczym przewodnik... Im więcej stron mam za sobą, tym bardziej widzę, jak inna jest to kultura. Inna - tak po prostu. Nie umiem się śmiać, nie umiem oburzać, nie jestem w stanie oceniać, ale daleko mi też do fascynacji. Chyba jestem Europejką z krwi i kości. Czytam o Japonii, obejrzałam film i myślę, że gdybym się kiedyś tam znalazła, czułabym się równie obco jak Charlotte i Bob.

Ale słowami Joanny Bator się delektuję.

...bo jeździ inaczej niż ja

zona.oburzona

Otrzymałam ostatnio pocztą zdjęcie Męża Inspiratora. Bardzo ładne i wyraźne, ewidentnie przedstawiające go za kierownicą samochodu, którym na co dzień jeździ. Auto jest zarejestrowane na mnie. Przesyłka zawierała jeszcze precyzyjną informację o czasie i miejscu, w którym Mąż Inspirator przekroczył dopuszczalną prędkość o 24 km/h, czyli na jednej z ulic naszego miasta, na krótkim odcinku pomiędzy światłami, jechał 74 km/h.

Nie wkurzyłam się z początku, podeszłam do tego nawet z humorem, zwłaszcza, że przecież to nie ja będę płacić mandat, nie ja otrzymam punkty karne. Nawet się trochę ucieszyłam, bo ostatnio dość często zauważam, że Mąż Inspirator jeździ za szybko. Uznałam, że mandat może być dla niego niezłą lekcją. Przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 24 km nie jest szczytem jego możliwości, wierzcie mi. Przekonałam się o tym tydzień temu w drodze na urlop.

Ja jeżdżę inaczej. Na liczniku mam co najwyżej kilkanaście kilometrów więcej, niż pozwalają na to przepisy. Na autostradzie z kolei rzadko pędzę te dopuszczalne 140 km/h. Być może niektórzy z Was myślą, żem frajerka. Zapewne myśli tak o mnie wielu kierowców. Znajomi z pracy patrzą na mnie z pobłażaniem, bo nie mam żadnych punktów karnych. A przecież jeżdżę dużo autem służbowo, to co, nie spieszy mi się, by być szybciej na miejscu?

A ja wybieram taki styl z dwóch powodów. Po pierwsze, wolę być bezpieczniejsza i spokojniejsza. Im szybciej jadę, w tym większym jestem napięciu i skupieniu, więc bardziej mnie męczy kierowanie. I łatwiej o niebezpieczną sytuację. Po drugie, szkoda mi kasy. Właśnie tak. Mamy taką znajomą, która we wspólnych rozmowach regularnie porusza dwa wątki. Pierwszy to kłopoty finansowe. Rzeczywiście nie jest łatwo jej i partnerowi, wydatków na rodzinę mają sporo i ciągle jakoś nie mogą tego spiąć, mimo starań. Drugi wątek to niedobra drogówka i głupie przepisy, co w połączeniu daje kolejne mandaty za zbyt szybką jazdę, otrzymywane przez moją znajomą. Ja jej nie rozumiem. Bo mnie przepisy dotyczące karnych punktów i wysokości mandatów odstraszają od zbyt szybkiej jazdy. Po cholerę mam płacić nie wiadomo komu kilkaset złotych za zaoszczędzenie jakiejś śmiesznej ilości minut?

Wracając do tematu, z początku rzeczywiście się nie wkurzyłam. Wkurzyła mnie jednak reakcja Męża Inspiratora. On zirytował się tą sytuacją, i to bardzo. Bo straż miejska powinna się zajmować czymś innym, bo aż takie ograniczenia prędkości są niepotrzebne, bo przecież się spieszył. Bo szkoda mu pieniędzy na mandat, bo przecież mieliśmy oszczędzać.

Można oczywiście dyskutować, czy przepisy są dobre, czy straż miejska i drogówka nie mają lepszych rzeczy do roboty. Ale tak naprawdę w tej sytuacji jest to mało istotne. Sprawa jest prosta: szkoda mi kasy na pierdoły, to nie robię rzeczy, które mogą skutkować płaceniem mandatów. I tyle.

Ciekawe, ile ten spieszący się Mąż Inspirator zaoszczędził czasu na zarejestrowanym przez fotoradar przekroczeniu. Trasa, którą wtedy pokonywał, łączy biuro z naszym mieszkaniem i ma 6 km długości. O ile był w domu szybciej - o 3 minuty? Może ktoś mi to policzy?

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci