Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : brud

...bo zamiata pod dywan

zona.oburzona

Od kilku dni nie mogłam dogadać się z Inspiratorem w kwestii czystości podłogi. Ja mu pokazywałam kolejne kurzoty*, on uparcie twierdził, że jeszcze nie czas. Ja wyliczałam, ileż to dni nasz odkurzacz nie jadł, on wmawiał mi, że przecież w tamten dzień, kiedy ja byłam zmęczona i spałam... Dzisiaj uznałam, że czas użyć twardszych argumentów.

Ja: Przecież nawet na podłodze leży ziemia, którą ostatnio używałeś do przesadzania kwiatków!
Mąż Inspirator: Nie, wcale nie leży!
Ja: Jakim cudem? Sama widziałam!
Mąż Inspirator: No przecież wkopałem ją pod szafkę...

Tu nastąpił wybuch śmiechu. A odkurzacz został nakarmiony.

*skrót od "koty z kurzu"

...bo prawie jak Czak Noris...

zona.oburzona

Mój Mąż poprosił mnie, żebym podeszła do kuchni. Pokazuje mi jakieś zabrudzenie na framudze od drzwi, niemałe i w jaskrawym czerwono-pomarańczowym kolorze. Pyta, co to takiego. Ja nie mam pomysłu. Mąż po chwili uderza się w czoło i oznajmia: Już wiem! Zaraz to wytrę!

Gdybym zrobiła konkurs i zapytała Was, co to za brud, jestem przekonana, że nikt nie zgadłby, co to takiego. Już wyjaśniam.

Kilka dni wcześniej zadzwoniłam do Męża przed powrotem do domu i poprosiłam, aby wyjął mi z zamrażalnika zupę meksykańską, której zbyt wielki gar ugotowałam miesiąc temu. Mój Mąż słusznie uznał, że cała zamrożona ilość to co najmniej 2 porcje, on nie chciał, więc uznał, że rozmrozi połowę. Chuck Norris zapewne uderzyłby kantem dłoni w mrożonkę i rozwaliłby ją niczym cegłę, czy drewnianą deseczkę, bo kto jak kto, ale Chuck Norris to chyba umie takie bajery robić. Wracając do Męża. Zupa zamrożona została w pudełku litrowym po lodach waniliowych, przybrała zatem kształt prostopadłościanu, którym Mąż walnął o framugę, rozłupując mrożonkę na dwie porcje, zostawiając przy tym urocze plamy.

Ot, i cała tajemnica.

Zdesperowany mąż

zona.oburzona

Pisałam już kiedyś o serialu Six Feet Under, dzisiaj wspomnę o Desperate Housewives, który również należy do moich ulubionych. Osoby, które go znają, wiedzą, jak obfita jest  galeria różnego rodzaju mężów w tym serialu. Ja chciałabym przypomnieć Wam drugi odcinek drugiego sezonu, w którym Lynette wraca do pracy, a Tom zajmuje się domem. Tom ma swój system, nieco powiązany z podejściem Mojego Męża do mycia naczyń. Otóż nie sprząta cały dzień, aby zrobić to wieczorem hurtowo. Efekt? No cóż. Ilość brudu generowana przez czwórkę dzieci w różnym wieku zawsze będzie olbrzymia. I mąż oczywiście też swoje dołoży. Z łatwością można sobie wyobrazić rozmiar furii, jaka ogarnie żonę po powrocie z pracy po ciężkim dniu, gdy zastanie za drzwiami swojego domu... no burdel, syf, nie bójmy się ostrych słów. Swoją drogą, czy mężów coś takiego spotyka?

Najlepszy  jest sposób, jaki wymyśla Lynette, by sytuację zmienić. Kupuje szczura i wpuszcza go do domu. Efekt zgodny z jej oczekiwaniami, wystraszony napotkanym gryzoniem Tom sprząta dom bardzo dokładnie. Tylko szczur niestety staje się ofiarą...

Muszę przyznać, że w ogóle Lynette i jej pomysły na radzenie sobie z różnymi problemami, to jeden z moich ulubionych punktów tego serialu. Są kreatywne, skuteczne, aczkolwiek zazwyczaj wywołują lawinę zdarzeń. Co w wielu przypadkach sprawiało, że odniesiony sukces gorzko smakował.

...bo nie czyści regularnie opiekacza

zona.oburzona

Czyli wracamy do historyjek, które pojawiły się we wpisie z ostatnią zabawą.

Kto z Was ma taki opiekacz, ten wie, jak szybko się on brudzi przypalonym tłuszczem. Im dłużej się to przypieka, tym gorzej to potem wyczyścić, wiadomo. Ponadto wpływa to jednak mimo wszystko na smak smażonej kiełbaski. Albo najzwyczajniejszej pod słońcem grzanki, którą ktoś po podpieczeniu ma ochotę posmarować pesto i nie czuć poza aromatem bazylii żadnej starej smażeliny, kojarzącej się ze smakiem frytek kupowanych niegdyś pod koniec sierpnia nad polskim morzem (w czerwcu tak nie smakowały, bo tłuszcz był świeży).

Ale apetyt na taką zwyczajną grzaneczkę Żona Oburzona ma rzadko, więc nawet nie to wywołuje złość. Prawda jest taka, że i mnie się nie chce za bardzo za każdym razem tego czyścić. Tylko, że mnie nie zdarza się doprowadzić do takiej sytuacji, że zgromadzony w opiekaczu tłuszcz zaczyna wyciekać, tworzy malowniczą kaskadę (tłuszczospad??), rozbryzgującą się na kaloryfer, nogi od krzeseł i ostatecznie rozlewa się w kałużę rozmiarów talerzyka do ciasta. Dodam, że opiekacz stoi w kącie, zatem kałuża została odkryta dobre kilka dni później, kiedy to zupełnym przypadkiem wdepnęłam w nią swoim ulubionym kapciem.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci