Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : szukanie

Tłuścioszek, czyli 8 pączków

zona.oburzona

Mój osobisty pączkulator wskazuje obecnie pięknie zakręconą cyfrę 8. Ponieważ pączki jadam li i jedynie w Tłusty Czwartek, można mi to chyba wybaczyć.

Pierwszego pączka pożarłam do kawy w pracy w charakterze śniadania. Założyłam bowiem, że w obliczu planowanego obżarstwa śniadanie mi nie przysługuje. Miało to swoje dobre strony - nie musiałam tracić cennych porannych 5 minut na jego przygotowanie.

Drugi pączek jak sama nazwa wskazuje został zjedzony na drugie śniadanie.

Trzeci pączek towarzyszył mi podczas oczyszczania ekspresu do kawy, który postanowił ulec zabrudzeniu właśnie podczas przygotowywania mojej kawy, a ja lubię po sobie sprzątnąć.

Pączka czwartego pożarłam w charakterze lanczu. Przynajmniej nie musiałam wychodzić na śnieżną zadymkę. Z uwagi na planowane pożeranie pączków klasyczny lancz również mi nie przysługiwał.

Piątego pączka zjadłam po powrocie z pracy do domu. Pączek w pracy pączkiem w pracy, ale żaden pączek nie smakuje tak dobrze, jak ten zjedzony z własnego talerzyka.

Szósty pączek stanowił nagrodę. Otóż Mój Mąż od kilku tygodni COŚ załatwia. To COŚ wymaga okazania pewnego dokumentu. Dokument zaginął. Kamień w wodę. Przepadł. Mąż szukał. Jak się okazało, szukał tak, aby nie znaleźć... po raz kolejny. Znalazłam ja. Przytomnie, na 5 minut przed wygrzebaniem dokumentu z pewnej sterty, rzekłam, co należy mi się za znalezienie. Więc skoro znalazłam, to teraz roszczę sobie prawa do kilku setek peelenów. Działania windykacyjne zaplanowałam na jutro. A póki co, zadowoliłam się pączkiem w charakterze zaliczki.

Dzień zadziwił mnie dzisiaj swoim rozmiarem. Wychodzę sobie z domu o 17.10 i jasność widzę! Pięknie. Czyli idzie ku dobremu. Niestety do najistotniejszego wg mojej serdecznej przyjaciółki objawu wiosny, jakim jest smród rozmrażających się psich gówienek, jeszcze daleko. Ale i tak uczciłam to pączkiem. Siódmym.

Byłoby bardzo miło, gdyby jacyś panowie nie uznali, że ze mnie beznadziejny kierowca z kupionym prawem jazdy. Nawet się zastanawiałam, czy im nie powiedzieć, że faktycznie nabyłam je na allegro, ale uznałam, że wdawanie się w pyskówkę może się naprawdę źle zakończyć. Racja była po mojej stronie, nikt nikogo nie stuknął, więc odjechałam. Zagryzając sytuację ósmym pączuszkiem.

Mam nadzieję, że zasnę i będę trawić we śnie...

Przypominam o sondzie z prawej strony - może ktoś jeszcze nie zagłosował?

Żona Oburzona podsumowuje zabawę

zona.oburzona

Z przyjemnością czytałam Wasze komentarze i pomysły, gdzieniegdzie się uśmiechnęłam, a nawet zarechotałam. A teraz spróbuję je skomentować i ocenić. Pozwolicie, że nie będę dokładnie opisywała tych historii dzisiaj, ten wpis byłby strasznie długi, a poza tym niektóre z nich zdecydowanie zasługują na osobny wpis.

Najpierw zajmijmy się pierwszą kwestią: używaniem obu kompletów kluczyków do auta.

Ma_ri_ola myślę, że możesz mieć rację. Faktycznie pewnie mu wygodniej jest mieć te kluczyki przy sobie. Czy Mąż świadomie kieruje się tym, że nie pamięta, co gdzie odkłada? Trudno orzec. Żoneczka.Koteczka, Duma_i_uprzedzenie już sobie wyobrażam swoją minę, gdyby właśnie tak się zdarzyło... Na szczęście opatrzność czuwa. Nawiasem mówiąc, Duma_i_uprzedzenie - Twój nick niezmiennie wywołuje uśmiech na mojej twarzy, gdyż uwielbiam ekranizację BBC Dumy i uprzedzenia z Colinem Firth i nawet Mój Mąż ją lubi. Wracając do tematu, De_factory przedstawiła za to dwie mrożące krew w żyłach historie, prawdziwe thrillery, z których się prawdziwie uśmiałam. Amigom99, no jak to, kto by się wkurzył? Ja bym się wkurzyła! Ale takiej okazji, o jakieś piszesz nie miałam.

Reasumując, nikt nie wpadł dokładnie na to, co się wydarzyło, choć w sumie byliście blisko, bo rzecz oczywiście wiąże się z tym, że jednego kompletu nie mogliśmy znaleźć, a był on w samochodzie. Ale... Ciąg dalszy nastąpi.

Druga kwestia: opiekacz.

De_factory, kurczę, miałam nadzieję, że jednak jakiś facet opiekacz czasem czyści... Swoim komentarzem zburzyłaś połowę mojego systemu wartości, jak ja teraz będę żyć?! Duma_i_uprzedzenie, to też oczywiście, choć teraz chyba już nie. Przyzwyczaiłam się niestety, że nie mam co marzyć o tym, by to robił. Czasami tylko wieczorem, gdy zmierzam w kierunku sypialni i wiem, że Mój Mąż został jeszcze w kuchni, zamykam oczy i wyobrażam sobie, że na moje pytanie Kochanie, kiedy do mnie przyjdziesz?, usłyszę jeszcze chwila, tylko ten opiekacz po tostach wyczyszczę! Także to już w sferze nierealnych pragnień pozostaje, ale mógłby chociaż rzucić okiem i spojrzeć, jakiego spustoszenia dokonał nie tylko w samym opiekaczu, ale również dookoła. Żoneczka.koteczka, to jest ciekawe uzasadnienie. Rozumiem, że chodzi o to, że... no w zasadzie to jednak nie rozumiem, w każdym bądź razie widzę, że chodzi o to, że Żona Oburzona w tym aspekcie miałaby się wykazać jakimś pokrętnym tokiem myślenia. A więc w konfrontacji z brudnym opiekaczem się nim nie wykazuję, choć zdarzyło mi się wkurzyć na to, że odkurzył, a przecież powiedział, że mu się nie chce. No to ja już byłam przygotowana na awanturę, wyciąganie różnych nieumytych naczyń, niesprzątniętych ciuchów, a tu kicha, bo przewidywanego pretekstu nie ma...

Kwestia ostatnia to gotowanie.

Tutaj bardzo blisko była żoneczka.koteczka. Rzeczywiście czasami kreatywność kulinarna Mojego Męża... no nie zachwyca, bo zachwycić kubków smakowych nie może. Bądź też przeraża swoim rozmachem i tu chyba właśnie leży pies pogrzebany. Choć muszę mu oddać, że po paru niepowodzeniach zaczął pytać (mamusi i teściówki) i czytać dokładnie przepisy, więc nie chodzi o to, że tej wiedzy nie szuka. Amigom99 - dwója z lektury! No muszę, po prostu muszę stanąć w obronie Mojego Męża, bo przecież pisałam, że ma zdecydowanie większe osiągnięcia na tym polu niż parówka z wody.

No dobrze, to teraz nagrody.

W kategorii najbliższe prawdy: zdecydowanie laur dla Żoneczka.koteczka za uzasadnienie kwestii gotowania.

W kategorii największy uśmiech Żony Oburzonej - zdecydowanie historia o dekupażowej skrzyneczce od przyjaciółki Wisi. Fanfary dla De_factory.

W kategorii absurdu postanowiłam nagrody nie przyznawać.

Żoneczka.koteczka, De_factory, odezwijcie się proszę do mnie na maila zona.oburzona@gazeta.pl, abym mogła ustalić z Wami kwestię nagród za udział w zabawie i wyróżnienie Waszych komentarzy.

Poczet Wkurzających Mężów Polskich

zona.oburzona

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego od razu nie napisałam o mężach z polskich seriali tasiemcowych. Silę się na jakieś przykłady literackie, pojawia się notka o "Przepisie na życie", a tymczasem najlepsze przykłady niemal na wyciągnięcie ręki, od września prawie codziennie w telewizji... nic tylko podziwiać i w zachwyt wpadać. "M jak miłość" kiedyś nawet jako nastolatka oglądałam, potem stał się serialem do prasowania i drzemki, od paru lat prasuję jednak przy czymś innym. "Klan" oglądałam ze znajomymi na studiach po to, by nabijać się ze stereotypów. Obecnie moja wiedza na temat fabuły pochodzi z opisów odcinków z programów telewizyjnych. Czasami tylko do jakiegoś podwieczorku, czy kolacji włączę, jak nic innego nie ma.

Uprzedzam zatem, że mogę się mylić podając jakieś szczegóły. Wybaczcie. Niech Mostowiaki i Lubicze wybaczą również. Niniejszym zapraszam do zapoznania się z subiektywnym rankingiem najbardziej wkurzających mężów z polskiej telewizji.

1. Stary Mostowiak

Facet zwracający się do żony per kobieto. Kwestionujący możliwości intelektualne żony, odmawiając jej zdolności do zrozumienia gry w szachy. Wyskakujący z sąsiadem potajemnie na kielonka. Obrażający się na żonę. Koszmarny typ.

2. Jerzy określany w moim domu nazwą pewnej firmy reklamowanej teraz przez pewną aktorkę i jej rodzinę

To było strasznie dawno temu, zamierzchłe czasy. Zdradzał i okłamywał żonę, po czym nie mógł zdzierżyć, że żona robi to samo. Nagle ni stąd, ni zowąd stał się idealnym mężem, zięciem, co w konsekwencji doprowadziło do tego, że to żona była ta zła. Bo przecież facet może zaszaleć. Żona absolutnie.

3. Rysio alias "jakoś to będzie" Lubicz

Swojego czasu miałam wrażenie, że słowa te padają z jego ust w każdym odcinku, w którym Rysio występował. Reakcja na każdą wątpliwości, obawę, problem żony: jakoś to będzie Grażynko. Tekst ten działa na mnie jak płachta na byka. Jakoś może oznaczać równie dobrze wylądowanie pod mostem.

4. Jacek, czyli zięć Lubiczów

Mąż wiecznie zdradzający, niemalże cyklicznie wplątujący się w długi romans. Żona koniec końców zaginęła, przerywając tym samym to błędne koło. Nawiasem mówiąc, niedługo po zaginięciu mąż oczywiście w ramionach kolejnej pani.

5. Marek Mostowiak

Co za mąż kupuje taki sam prezent żonie i kochance???

 

A Wy jakie macie typy?

 

P.S. Z tym przeglądem mężów pozostawiam Was na kilka dni, ponieważ zamierzam spędzić czas w towarzystwie Mojego Męża z dala od codziennych i przyziemnych spraw. Znaczy się zwiedzać i odpoczywać będę. Do zobaczenia!

P.S.2 I żeby nie było, że ja taka kryształowa jestem, to okazało się, że moje ulubione wycieczkowe spodnie przepadły jak kamień w wodę. I naprawdę nie umiem ich znaleźć.

...bo szuka tak, że nie znajduje

zona.oburzona

Nie należymy z Mężem do pedantów, ale jakiegoś szczególnego burdelu też u nas nie ma. Mieścimy się w granicach tzw. artystycznego nieładu. W takim ładzie-nieładzie łatwo coś zgubić, trudno natomiast to znaleźć. Ja należę do tych osób, których zgubienie czegoś wyprowadza z równowagi. No bo jak to tak, zgubić coś? Zwłaszcza jeśli to coś ważnego? Widzę w takich sytuacjach wyraźnie, że moje spokojne i stabilne życie może już nigdy nie być takie samo, skoro zabraknie w nim np. paragonu za kupiony 15 miesięcy temu wyciskacz do czosnku ;).

Zazwyczaj w takich sytuacjach zamykam oczy i przypominam sobie, co robiłam ostatnio ze zgubionym przedmiotem. Najczęściej to pomaga, jeżeli nie, rozpoczynam szukanie. Moja metoda to dokładne przeszukiwanie najpierw miejsc oczywistych, później nieoczywistych, na końcu kontrowersyjnych (czyli np. zaglądanie do lodówki w poszukiwaniu codziennej gazety - niby dzięki lodówce będzie świeża, ale jednak... gazeta w lodówce??), po czym czasami trzeba powtórzyć cykl i rzecz znajduje się po dokładniejszym przeszukaniu jednego z miejsc oczywistych.

Mój Mąż ma taką zasadę natomiast, że w jednym miejscu szuka raz. Bo skoro raz już tam poszukał, to po co tracić czas... Kilka lat temu Mój Mąż wybierał się po pieniądze do bankomatu. Okazało się, że karty w portfelu nie ma. Zaczął więc jej szukać. Początkowo zlekceważyłam sytuację, ale po jakimś kwadransie, jak to upierdliwa żona, przejęłam się bardzo. Pojawiła mi się wizja karty samotnie leżącej na chodniku, troskliwie podnoszonej przez kogoś, kto tak naprawdę chce ją niecnie wykorzystać. Zatem postanowiłam Mężowi pomóc. Wzięłam do ręki portfel. Mój Mąż warknął już tam patrzyłem! Zajrzałam do jego plecaka, Mój Mąż tam już nie musisz szukać, patrzyłem. Wzięłam do ręki jego spodnie, które miał ostatnio na sobie, by sprawdzić kieszenie, on na to tam też szukałem. W końcu się wkurzyłam i wróciłam do przerwanych zajęć. Jak wszędzie już szukał, to co ja się będę wysilać? Mąż karty nie znalazł, zadzwonił do banku, aby ją zastrzec. Epilog tej historii łatwy do przewidzenia chyba: następnego dnia Mój Mąż zakładał spodnie te same,które miał ostatnio na sobie. Z tylnej kieszeni wypadła karta do bankomatu...

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci