Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : zakupy

Bojkoty różnego rodzaju

zona.oburzona

Historia moich bojkocików o charakterze prywatnym jest  już dość spora. Wam na pewno pochwaliłam się tym. No i najnowszym przypadkiem. Po drodze były też inne.

Kilka lat temu zmieniłam warzywniak. Chodziłam do małej dziupli, gdzie asortyment był ograniczony, ale za to ceny atrakcyjne. Właściciel mnie rozpoznawał, co dodatkowo wpływało pozytywnie na moc więzi ze sklepem. Minusem była sprzedająca tam żona właściciela, osoba po prostu niesympatyczna. Zdarzył się kiedyś przed świętami  taki dialog:

Żona Oburzona: Ooo, ma pani zwykłe papierowe torebki. Potrzebuję takiej  do przechowania suszonych  owoców na kompot. Mogłabym taką od pani odkupić?
Żona Właściciela: Ja też potrzebuję.

Dodam, że kwestia została wypowiedziana bardzo nieprzyjemnym tonem. Uznałam  więc, że jest to moja ostatnia wizyta w tym  sklepie. Słowa dotrzymałam. Przerzuciłam się na warzywniak dużo lepiej zaopatrzony, ale i droższy. I chociaż do wyboru  miałam inne, wolałam chodzić właśnie tam, przede wszystkim dlatego, że sprzedające w nim kobiety były szalenie sympatyczne, uczynne i cierpliwie. Dodam, że klientów były tam zawsze tłumy i swoje trzeba było w kolejce odstać.

Większe zakupy robię zazwyczaj w tzw. dyskontach, ceniąc zwłaszcza ten zza zachodniej granicy. Pierwszy ulubiony sklep  tej marki przestałam odwiedzać, gdy kasjerka, obsługując dość długą kolejkę, bardzo intensywnie oraz mało finezyjnie omawiała ze swoją koleżanką warunki i podejście pracodawcy do pracownika. Drugi porzuciłam, gdy kasjerki w podobny sposób komentowały oszukujących klientów. Tu nawet pozwoliłam sobie na komentarz, zdobywając tym samym wdzięczność innych klientów z kolejki.

A teraz przyszedł chyba czas na bojkot paradoksalny. No bo skoro oni tak, to ja się przenoszę z dyskontu na literę L do dyskontu na literę B. Nie bojkotuję, lecz popieram to, co bojkotuje portal na literę F.  Jakby co, to zapraszam do współudziału.

I myślę sobie jeszcze, że lepszej reklamy tej książeczce zrobić nie mogli. Może portal na F mógłby rozważyć taki właśnie sposób gromadzenia funduszy: oferowanie potencjalnym klientom możliwości zbojkotowania jakiegoś produktu z uwagi na hołdowanie "ideologiom" sprzecznym z nauczaniem biskupów. Sukces murowany!

Idą

zona.oburzona

Co roku w grudniu tak się dzieje. Niby planuję Wigilię, jakieś prezenty już kupuję, grzańca na jarmarku świątecznym wypiję, ale jeszcze nie dociera do mnie, że Boże Narodzenie tuż, tuż. Aż w końcu przychodzi jakiś moment, który uzmysławia mi, że ulubiony okres w roku już się zaczął.

W tym roku ten moment nastąpił w dniu dzisiejszym, kiedy to wyszłam z domu, by zakupić cukier puder, a wróciłam po czterech godzinach, mając na koncie wizytę w hipermarkecie na K, na T, tzw. galerii i oldskulowym centrum handlowym, w którym można znaleźć różne użyteczne rzeczy, rzadko spotykane w innych miejscach. Nie kupowałam prezentów, bo te prawie wszystkie już mam. Tym razem skupiłam się na światełkach, dodatkach do pakowania, wstążkach do  stroików świątecznych i szmatkach, które zamierzam ładnie ułożyć na wigilijnym stole. I jak to wszystko przywlokłam, na poręczy schodów zamontowałam choinkowe lampki*, to wreszcie zrozumiałam, że to  naprawdę już niedługo i wpadłam w lekką panikę. Stan nieprzypadkowy, w tym roku po raz pierwszy gościmy rodzinę na Wigilii u nas.

Tłumy w galerii handlowej nawet mnie nie zmęczyły, o dziwo. Dotkliwszym doświadczeniem było chodzenie. Przecież idąc po cukier puder, nie dba się zazwyczaj o to, by buty były wygodne. Jednak nie ma tego złego...  Jak wiemy, potrzeba jest matką wynalazku. I przyszedł mi  do głowy pomysł na biznes, który mógłby być przebojem i wyobraźcie sobie, że podzielę się tym pomysłem z Wami zupełnie za darmo, bierzcie, realizujcie i zarabiajcie. Co powiecie na wypożyczalnię hulajnóg w dużych galeriach handlowych?

Wrócę jeszcze na chwilę do kwestii prezentów, bowiem potrzebuję Waszej pomocy w wymyśleniu prezentu dla Teściowej. Mam już dla niej dwie rzeczy, raczej praktyczne. Bo moja Teściowa to bardzo praktyczna osoba. Pracowita, nie umie odpoczywać, ciągle robi coś dla innych. Chciałabym dorzucić jej jakiś drobiazg. Nie za drogi, ale bardziej osobisty. Macie jakieś pomysły?

gwiazda

 

*w naszym domu taka instalacja nosi nazwę nadaną przez Inspiratora: świąteczna wiocha.

Rozpędziłam się

zona.oburzona

Wiosna, ach to Ty!

Od miesięcy uważałam na wydatki. Bo remont, bo trzeba oszczędzać. Bo ostatecznie mam tyle ciuchów, że i tak w połowie nie chodzę... Bo trzeba wyrównać dziurę w limicie kredytowym.

Jednak kwiecień to miesiąc wiosny w przyrodzie i wiosny na koncie  - tej drugiej za sprawą nagrody za ofiarną pracę w zeszłym roku.

Coś mnie dzisiaj tknęło i przeszłam się po sklepach. Efekt: sukienka, spódnica, dwie bluzki i marynarka. Do tego podkolanówki i skarpetki, których o tej porze roku nigdy za wiele. Jakieś kosmetyki, zapas jedzenia dla zwierzaka, prezent urodzinowy dla Męża. Jutro czeka mnie kilka wydatków związanych z rowerem, który po eksploatacji zimą wymaga odnowy biologicznej. Dobrze, że ściśle określone na niedzielę plany wykluczają jakiekolwiek wydatki.

Czy też macie wrażenie, że zawartość wiosny w tegorocznej wiośnie jest znacznie bardziej znaczna niż w poprzednich latach i przy tym prawdziwie odurzająca?

bez

O pogodzie i innych sprawach

zona.oburzona

W piątek musiałam się zmierzyć z marudzeniem Inspiratora, że pogoda bez sensu, bo ponuro i nie wiadomo, czy jest ciepło, czy nie. Wczoraj było podobnie, bo przecież się czasem chmurzyło. Inspirator najpierw od tygodnia pukał się w głowę, że w taki upał chce mi się pocić na rowerze, a potem zaczął się dziwić, że nie boję się zmoknąć (bo przecież pojawiła się jakaś chmura) lub zmarznąć (bo chwilami jest chłodno).

A ja czuję się idealnie. Jest słonecznie, ale jest wiatr, temperatura idealna, w nocy wreszcie lekki przeciąg w domu, chłód powoduje, że od razu lepiej się śpi. W związku z tym dzisiaj obudziłam się o szóstej, a za chwilę idę na rowerową przejażdżkę.

Zbliża się długi weekend, tym razem jedziemy na te kilka dni nad morze. I jestem bardzo zadowolona, że pogoda ma być taka... nadmorska. Obiecuję sobie długie spacery nad brzegiem morza i mam nadzieję, że smażących się ludzi nie będzie aż tak dużo.

Z myślą o wietrznej pogodzie zakupiliśmy w sklepie sportowym sprytną osłonkę, w której się można schować na plaży przed światem. Producent zachwala na opakowaniu prostotę i szybkość montażu. Właściwie trudno to nazwać montażem: wystarczy otworzyć pokrowiec i wyciągnąć ów przedmiot, szybciutko samoistnie przybiera odpowiednią postać. Zastanawiałam się nawet, czy to nie jest żywe, bo rozłożyło się z takim impetem, że przewróciło niewielki stolik, gdy postanowiliśmy wypróbować nowy zakup w mieszkaniu. Po czym zaczęły się schody.

Bo demontaż, czyli upchanie osłonki z powrotem do pokrowca, wcale nie jest już takie proste, mimo obrazkowej instrukcji. Skorzystałam z kolejnej sugestii producenta i odwiedziłam stronę www, na której miał się znaleźć instruktażowy filmik. Owszem był, ale dla innego produktu. Złożenie zajęło nam jakieś pół godziny. Pamiętajcie zatem, jak zobaczycie na plaży parę walczącą z czymś, co wygląda jak malutki namiot i cały czas się rozkłada, choć para bardzo chce to schować do pokrowca, możecie spokojnie krzyknąć: część Żono Oburzona i Inspiratorze! A potem możecie nam pomóc. Może jak będzie nas więcej niż dwoje, to uda nam się to coś poskromić.

...bo nie chciał kupić spodni

zona.oburzona

Ta historia wydarzyła się jakiś czas temu podczas zimowych lub letnich wyprzedaży. Przypomniałam ją sobie, gdy szwendałam się po galeriach handlowych i uzupełniałam letnią garderobę, wykorzystując ostatnie promocje. I co powiecie na to, że za jednym zamachem nabyłam dwie sukienki (w zeszłym roku żadnej), dwie bluzki (wokół jednej chodziłam kilka miesięcy, w końcu cena była o dwie trzecie niższa) i strój kąpielowy dwuczęściowy (jazda na rowerze i zmiana diety wreszcie poskutkowały)?

Tamtego razu Mąż Inspirator wyraził potrzebę uzupełnienia garderoby własnej, czym prędzej więc zarządziłam wymarsz z domu. Takie okazje trzeba wykorzystywać, podstępem przynosząc do przymierzalni jeszcze dwie koszule, dodatkowy sweter, a nawet zupełnie niezaplanowaną kurtkę. Bo skoro Inspirator chce przymierzać, to niech przymierza jak najwięcej, nie wiadomo bowiem, kiedy trafi się następna taka okazja.

Wtedy celem głównym były spodnie. Kiedy dotarliśmy do galerii handlowej, nagle Inspirator zmienił front. Zaczął się wykręcać. Wręcz zaparł się rękami i nogami, że nie, żadnego przymierzania i żadnych zakupów nie będzie. Nie było łatwo mnie przekonać, żaden argument do mnie nie trafiał, ponieważ ja mogłam wykorzystać ten najbardziej racjonalny: pół godziny wcześniej decyzję o wyjściu z domu podjęliśmy tylko i wyłącznie ze względu na to, że chciał mieć nowe spodnie.

Ciekawe, czy gdybym poprosiła Was o zgadywanie, wpadlibyście na to, co się stało...

Otóż u progu sklepu odzieżowego Inspirator przypomniał sobie, że nie założył bokserek.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci