Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : majsterkowanie

...bo różnie u niego ze sprawnością hydraulika

zona.oburzona

Ostatnio przeglądam zawartość bloga, zastanawiam się nad zmianą szablonu, wyglądu, a czasem, gdy wpadnie mi w oko jakiś wpis, przypominam sobie stare historie, które po prostu muszę tu przytoczyć!

Wiele lat temu mieszkaliśmy w mieszkaniu, w którym łazienka wymagała już generalnego remontu, ale nie nasza była w tym głowa. Poza tak ewidentnymi sprawami, jak położenie kafli i wymiana brodzika, trzeba było też powymieniać baterie, a przynajmniej uszczelki, pomalować sufit, naprawić spłuczkę... Tylko sam kibelek (w sensie: muszla) był nowiutki.

Pewnego dnia zauważyłam kałużę w łazience. Wytarłam. Ale kałuża po jakimś czasie pojawiła się z powrotem. Wkroczył Mąż. Wspólnie wyciągnęliśmy z łazienki wykładzinę, która pokrywała starą mozaikę. Było jeszcze gorzej. To już nie była kałuża, ale jezioro. Po wytarciu po jakimś czasie pojawiała się z powrotem. Mój Mąż przeprowadził śledztwo. Za winnego uznał kibelek. Bardzo szybko powstał plan wymiany nieszczęsnego sprzętu. Mąż już miał ustalone, gdzie, za ile, jak przymocować...

Coś nie dawało mi spokoju. Poszłam do łazienki. Popatrzyłam w lustro. Zaczęłam myć ręce...

Od baterii przy umywalce umocowanej wtedy do ściany ciekła cienka strużka wody. Spływała po ścianie, by na podłodze rozlewać się stopniowo w kałużę.

Mój Mąż dzień wcześniej wymieniał w baterii uszczelkę. Przekręcił coś za mocno i...

Superman Majsterklepka, czyli Żona Oburzona zaprasza na gościnny występ

zona.oburzona

Poniżej długo oczekiwana (tak, wiem, że raptem 4 dni, ale zawsze warto dodać trochę dramatyzmu ;)) notka autorstwa Veni23, autorki blogu Ciemna Strona Wenus. Veni to jedna z dwóch osób, które wygrały możliwość wystąpienia u mnie. Nie wiem, jak Wam, ale mnie wydaje się, że poruszyła ona temat bliski wielu żonom. Gdybym napisała, że nie jest mi on obcy, to bezczelnie bym skłamała, bo ja go po prostu znam na wylot. Chociaż to Veni23 wydaje się być prawdziwym ekspertem.

Zapraszam do lektury!

 


Z gościnnym występem prezentuje się oto: Veni z CSW w krótkim przedstawieniu zatytułowanym Mój Mąż Mnie WKURZA.

W rolach głównych: Veni oraz On (czyli mąż).
W pozostałych rolach: Młotek, Pędzel, Farba, Wiertarka, Żarówka, Uszczelka i Szwagierka (Jego)(czyli męża).

Superman Majsterklepka.


Styczeń
Ja:  Kochanieeee, trzeba wymienić uszczelkę w łazience.
On: Mhm.

Luty
Ja: A zawiesisz tą półeczkę na buty?
On: Mhm.

Marzec
Ja: Przydałoby się zmienić żarówkę, bo ta jest za słaba.
On: Mhm.

Kwiecień
Ja: A przybijesz ten obrazek?
On: Mhm.

Maj
Ja: Wiesz co, może by tą listwę tutaj jednak przypiąć, bo tak to wiesz, brzydko...
On: Mhm.

Czerwiec
Ja: Musimy odmalować trochę kuchnię, co nie?
On: Mhm.

Lipiec. Dzwoni Jego Szwagierka.
On - Co potrzebujesz? Żyrandol przykręcić? I zamontować kółka w stoliku? Aha, no i prysznic przewiesić na drugą ścianę? Dobra. Kołki rozporowe masz? Aha, a wkrętaki? Dobra. Wiertła też? Do drewna i do betonu? Ok, to do betonu wezmę. To wszystko? Spoko. Będę za godzinę.

Kurtyna.



Veni, bardzo dziękuję za wpis. A czytelników zapraszam do komentowania!

...bo z niego Antoś - Samoś

zona.oburzona

Pisałam już kiedyś o Moim Mężu i jego majsterkowaniu, już z tamtego wpisu można było wywnioskować, że Mój Mąż to taki okaz, który lubi robić wiele rzeczy samodzielnie, a skorzystanie z pomocy jest równoznaczne z plamą na honorze. Idzie to dużo dalej.

Otóż taką pomocą, z której korzystanie jest niegodne prawdziwego mężczyzny, jest również instrukcja. Ta mała książeczka dołączana do żelazek, pralek, mikserów, telewizorów, drukarek, niszczarek etc. już nie raz była powodem konfliktu pomiędzy nami. Reprezentujemy dwa przeciwne stanowiska. Ja uważam, że instrukcja jest po to, aby się z nią zapoznać przed rozpoczęciem korzystania z jakiegoś urządzenia. Oczywiście nie studiuję jej przez 5 godzin i nie uczę się na pamięć, ale sprawdzam od czego trzeba zacząć, czego nie robić, co można zepsuć... Tymczasem Mój Mąż wychodzi z założenia, że wszystko jest proste, oczywiste, standardowe. Moje sugestie, żeby najpierw przeczytał co i jak zbywa najpierw śmiechem, potem się obraża.

Efekt jest taki, że połowa czasu, którą spędza na uruchomieniu urządzenia, to czas, kiedy Mój Mąż "rzuca mięsem" i powtarza ale o co tu chodzi?, to jest kompletnie bez sensu i kto to wymyślił? Na szczęście nic jeszcze nie zepsuł, ale wiem, że nie jest to niemożliwe. Słyszałam o takiej historii, kiedy to facet składając sam jakiś mebel, pociął istotny element konstrukcyjny, gdyż był przekonany, że to element opakowania... Mój Mąż - odpukać! - nie ma jeszcze na koncie takiego osiągnięcia.

Jakiś czas temu Mój Mąż został poproszony przez znajomych o pomoc w zakupie i uruchomieniu drukarki. Niespodziewanie pojawiły się duże trudności. Mój Mąż był już gotowy do spakowania drukarki i odwiezienia jej do sklepu, bo przecież zepsuta. Wystarczył rzut oka do instrukcji, aby dowiedzieć się, że bez przyciśnięcia jednego z guzików, drukarka współpracować z uruchamiającym nie będzie. Był to rzut mojego oka oczywiście :D

...bo prawdziwy z niego kolekcjoner

zona.oburzona

Co prawda Mój Mąż twierdzi, że wszystkie śrubki, gwoździe, wiertła, młotki, śrubokręty, kołki etc. są mu niezbędnie potrzebne, ale ja myślę, że on je po prostu lubi zbierać. Niektórzy zbierają znaczki, inni książki kucharskie, jeszcze inni namiętnie kolekcjonują buty, a Mój Mąż czerpie jakąś radość z kupowania kolejnych narzędzi i akcesoriów. Kupuje je czasem bez wyraźnego powodu, czasem zaopatruje się w kolejny młotek, chociaż jeden już ma i nie używa, a czasem kupi coś, bo mu się to po prostu spodoba. Przychodzi z tym czymś do domu i jest taki zadowolony jak ja, gdy kupię długo wyczekiwaną książkę, czy przecenioną kieckę w atrakcyjnej cenie.

Wszystko byłoby cacy, gdyby nie brak miejsca. W sumie niech sobie zbiera, kupuje, czyści, ogląda. Tylko czemu to wszystko wala się w kilku miejscach w domu i straszny w tych rzeczach jest bałagan?

...bo prawdziwa z niego złota rączka

zona.oburzona

Mój Mąż należy do tego rodzaju mężczyzn, którzy uwielbiają majsterkować. Tacy faceci lubią w domu robić różne rzeczy, które mogliby zrobić fachowcy, ale po co ich wzywać, po co im płacić, skoro można to zrobić samemu? Mój Mąż lubi zrobić samodzielnie półki, przedłużacze, lubi wiercić otwory w ścianach, ma takie zapędy, że muszę go czasami hamować. Bo przecież zdarza się, że jednak pęknięta rura, zepsute żelazko, czy brak prądu w gniazdku przerasta umiejętności złotej rączki, o czym dobrze wiedzą rodziny takich osób.

Czasami mam wrażenie, że Mojemu Mężowi bliżej do "złotych rączek" z czeskiej bajki "Sąsiedzi" niż do Adama Słodowego.

Obecnie numerem 1 na mojej czarnej liście dokonań Męża jest szafka, którą zbił z desek i umieścił ją w kącie, aby trzymać tam takie rzeczy, jak wałek, garnki i pokrywki. Wcześniej próbowaliśmy kupić w to miejsce jakiś mebel, ale ze względu na specyficze wymiary i przeszkadzający parapet trudno było coś znaleźć. W związku z tym Mąż zrobił szafkę o specjalnych wymiarach i zainstalował ją tak, że... nie można jej teraz stamtąd wyjąć. Sprzątnięcie w niej graniczy z cudem, gdyż żadne z nas nie ma tak długich rąk, by dosięgnąć do jej końca. Pod szafką jest spora przestrzeń (stoi ona na nogach) i też nie ma jak jej sprzątnąć.

W sumie może się czepiam. Innych mebli na co dzień też nie wyciągam...

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci