Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : jezyk-czeski

Niektóre rzeczy się nie zmieniają

zona.oburzona

Byłam tzw. dobrą uczennicą. A może nawet bardzo dobrą? Chociaż zdecydowanie mogłabym być lepsza.

Gdybym nie była leniwa, to podczas sprawdzianów i odpytywanek polegałabym na tym, co powtórzyłam w domu, a nie zapamiętałam z lekcji. Cechowała mnie jeszcze do tego silna niechęć do uczenia się rzeczy mało fascynujących. I tak na przykład pani od biologii miała ze mną bardzo ciężko. Z uwagi na to, że uczyła w sposób naprawdę nudny, zniechęcający nawet do najciekawszych działów, miałam u niej dosłownie wszystkie oceny: od 1 do 6. I tylko na koniec roku się spinałam, by osiągnąć założony przez siebie cel, że poniżej czwórki na świadectwie nie zejdę. Nawiasem mówiąc, dzisiaj fascynują mnie ptaki. Dlaczego dopiero teraz?

Podobnie było z fizykiem, też nie lubił wystawiania mi rocznej oceny. Bardzo nierówno się uczyłam, tu jednak nie chodziło o nudę, a o kłopoty ze zrozumieniem tematu. Szkoda tylko, że nie spróbował uświadomić mi, że fizyka to matematyka, tylko w nieco innym entourage'u. Z tej drugiej bowiem byłam świetna i bardzo ją lubiłam.

To jak już się czepiam dorosłych, to ktoś mógł mnie wysłać do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, może okazałoby się, że moje paskudne pismo bierze się z czegoś i można to leczyć?

Ale ogólnie rzecz biorąc, byłam grzeczna, wzorowa i dobrze się uczyłam. Koleżanki i koledzy nazywali mnie po prostu kujonem, a ja się wkurzałam. Gdyby mogli zobaczyć mnie dzisiaj, zapewne zmieniliby zdanie.

Bo prawdziwym kujonem to ja się dopiero stałam teraz.

Kto po każdej lekcji angielskiego i czeskiego robi fiszki z nowymi słówkami?
Kto przytoczy znaczenie zwrotów, nawet jeśli reszta grupy nie pamięta?
Kto zawsze ma zrobione zadanie domowe?
Kto ma 100% frekwencję, również na zajęciach dodatkowych i nieobowiązkowych?

Niedawno przy okazji jakiejś rozmowy z koleżanką z pracy stwierdziłam, że jeszcze nigdy w życiu nie rozmawiałam z policjantem. Ona zdziwiona mówi: jak to, a jak dostałaś mandat? Ja, jeszcze bardziej zdziwiona, mówię, że przecież ja jeszcze nigdy, że żadnego punktu karnego nie mam. A ona na to: kujon. Nic dodać, nic ująć...

O potrzebach

zona.oburzona

Jak sądzicie, kto w naszym kraju potrzebuje pieniędzy?

Myślę, że większość, poza tymi, którzy pragnień materialnych się wyzbyli, aczkolwiek ja takich osób nie znam. Wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jak się osiągnie jakiś cel, to za nim widać kolejny, większy, atrakcyjniejszy, droższy. Jak rozpoczynałam samodzielne życie, czekałam na czas, gdy będzie mnie stać na oliwę z oliwek. Teraz marzą mi się przeróżne dziwaczne rodzaje oleju, ale nadal jeszcze nie umiem wydać na nie kasy. Jak byłam nastolatką, nocleg w schronisku na łóżku, a nie na podłodze, wydawał mi się luksusem. A teraz... Nawet ci w rankingach najbogatszych mają swoje potrzeby i marzenia: klub sportowy, galeria sztuki, pałac...

Widzę wokół siebie różne osoby, które potrzebują pieniędzy. Samotną mamę z chorym dzieckiem. Młodych rodziców, którym wciąż nie spina się domowy budżet. Przedsiębiorcę, który ma kłopot w regularnym płaceniu podatków, bo kontrahenci spóźniają się z zapłatą. Emerytkę, która czasem musi wybrać między lekami a regularnym płaceniem czynszu. 

Są tacy, którzy potrzebują pieniędzy, bo los ich mocno dotknął. Chorobą, niepełnosprawnością, rodzinną tragedią. Niektórzy nie są w stanie zdobyć funduszy samodzielnie, poszukują wsparcia i otrzymują je od ludzi dobrej woli, czy organizacji.

Inni są jakby mniej zaradni, niesamodzielni. Czasem wiąże się to z bezdomnością, czasem z chorobą, czasem z nieodpowiednimi wzorcami w rodzinie. Dzięki mądremu wsparciu, wskazywaniu dobrej drogi, takie osoby mogą wyjść na prostą.

Są też tacy, którzy potrzebują pieniędzy, bo pomagają słabszym, bardziej potrzebującym: ludziom, dzieciom, zwierzakom.

Być może pominęłam jakąś kategorię ludzi w potrzebie. Na pewno brakuje tutaj grupy, do której można by zaliczyć jednego z (byłych?) polityków. Ostatnio dużo słyszymy o tym, że ma on problemy finansowe. Jego kłopoty bardzo poruszyły innych panów polityków, jak również polityczki*. Mnie również.

Prawda jest taka, że dawno już nic mnie tak nie oburzyło, jak ta sytuacja. Wypowiedzi pana J.M.R. uważam za żenujące, ale jeszcze bardziej skandaliczne są zbiórki organizowane dla niego. Dlaczego nawet szanowana dotąd przeze mnie Magdalena Środa rzuca na Kongresie Kobiet pomysł zbierania dla J.M.R. kasy?

W tym kraju jest dużo innych osób, które zdecydowanie bardziej zasługują na wsparcie. Choćby te, które wymieniłam wyżej.

*W języku czeskim bardzo podoba mi się to, że każdy rzeczownik oznaczający zawód lub funkcję ma odpowiednik zarówno męski, jak i żeński. Co więcej, obie formy są powszechnie bez żadnej dyskusji używane.

Ja jsem měla nápad

zona.oburzona

Od jakiegoś czasu chodziły mi po głowie dwie rzeczy.

Po pierwsze, brakowało mi nauki, jakiejś nowej wiedzy nabywanej podczas zorganizowanych zajęć. Samo czytanie różnej maści książek już mi nie wystarczało. A po dwóch kierunkach studiów podyplomowych zaczęłam mieć uraz do tej formy edukacji. Po drugie, chciałam robić coś nie związanego z pracą, być może niepraktycznego, co sprawiałoby mi przyjemność, a niekoniecznie przekładało się na wzrost kwalifikacji zawodowych.

No to wymyśliłam a raczej zrealizowałam wreszcie coś, na co wpadłam jakieś 2 lata temu. Po kilkunastu latach wróciłam do ławki. Mówię, skąd pochodzę i ile mam lat. Opowiadam o tym, kim jest moja siostra i gdzie pracowała mama. Uczę się słówek. Powtarzam odmianę różnych czasowników. Uroki początków nauki języków obcych.

Odezwę się, jak będę mogła podziwiać w oryginale coś więcej niż Krecika. No dobra przesadziłam. Z językiem czeskim jest przecież dużo prościej.

Idę produkować fiszki ze słówkami. Na shledanou!

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci