Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : lenistwo

Punkt widzenia

zona.oburzona

Tak, jak przypuszczałam, więcej głosów otrzymał mąż - niedzielny sybaryta. Otrzymał również mój głos. A nawet dwa, bo korzystam z bloxa na dwóch urządzeniach i chciałam kontrolować wyniki. Oznacza to innymi słowy, że leniuszek jest bardziej irytującym typem od pracusia.

Jak się zapewne domyślacie, Inspirator lubi sobie niedzielę spędzić leniwie, ja zresztą też. I jest to fajne, o ile mieszkanie jest uporządkowane i wszystkie ważne sprawy załatwione. Jeśli nie, ja potrafię się za to wziąć. Inspirator w niedzielę dostaje syndromu dwóch lewych rąk i głębokiej niemocy.

Niedawno miałam możliwość obserwowania męża cudzego, który dzielnie spędza każdą wolną chwilę na pracy. Rozmarzyłam się, że wyślę tam w celach resocjalizacyjnych i reedukacyjnych Inspiratora. Właścicielka tegoż męża jednak niekoniecznie mnie rozumiała.

Tak, tak, stara prawda, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i tym razem znajduje zastosowanie.

I zgadzam się z Wami, najlepsze by było połączenie obydwu kategorii.

Niemoc

zona.oburzona

Ogarnęła mnie jakaś niemoc. Weekend był bardzo miły, spokojny. Spędzony przede wszystkim na lenistwie i graniu w nową planszówkę. Trudno było mi się zmobilizować do jakiegoś bardziej konstruktywnego działania. Nazwijmy rzecz po imieniu, obowiązki leżały odłogiem, porzucone na rzecz... niczego konkretnego. Jestem zmęczona pracą. Na dłuższą metę nie da się być na nogach 10-12 godzin dziennie. Nawet nie mam żadnego fajnego pomysłu na wpis... 

...bo marzy mu się własna winnica

zona.oburzona

W produkcji własnego wina mamy pewne doświadczenia, ale powiedzmy sobie szczerze, to raczej próby, wprawki, udane co prawda, ale raczej dzięki szczęściu nowicjusza, niż winiarskim umiejętnościom, czy posiadaniu specjalistycznej wiedzy z zakresu winoznawstwa. Poza tym trudno wierzyć znajomym, którzy wina tego próbowali na imprezach w połączeniu z różnymi innymi trunkami. Niemniej jednak Mojemu Mężowi marzy się produkcja wina, zachwytem napełniają go pękate baniaki, które czasem w sklepach zauważamy, stelaże, na których można by ustawiać pełne już butelki, a także sadzonki winorośli, które urodziłyby owoc stanowiący o sile smaku naszego wina. Na przeszkodzie tej chałupniczej produkcji stoją zasadniczo dwie sprawy.

Po pierwsze, aby to robić, musielibyśmy się chyba wyprowadzić. Albo chociaż usunąć jakiś zajmujący dużo miejsca sprzęt (łóżko, stół?), aby zrobić miejsce na te baniaki z winem.

Po drugie, produkcja wina wymaga jednak uwagi. Tym akurat dysponujemy z rzadka. Ja często wyjeżdżam służbowo, jak już doskonale wiecie z innych wpisów. Mój Mąż bardzo nieregularnie pracuje, wyjazdy zdarzają mu się również i to zdecydowanie dłuższe. A że i leniwi bywamy, to wyobrażam sobie to biedne przejrzewające wino, którego nikomu nie chce się zlać.

Ale marzyć można, prawda? Produkcję wina Mój Mąż oczyma wyobraźni widzi nadal. Jest na pewno jedna rzecz, którą może zrobić, by choć trochę do tej wizji się przybliżyć. Do domowego wytwórstwa wina potrzebne są przecież jakieś butelki, w które uzyskany trunek się z baniaka zleje.

W związku z tym koło kosza na śmieci, umieszczonego w naszym mieszkaniu, jak w każdym porządnym polskim domu, w szafce pod zlewozmywakiem, stoi zazwyczaj rząd pustych butelek po cabernetach, merlotach i chardonnayach. Jak już się pod zlewem to to nie mieści, przenoszone zostaje w okolice drzwi wejściowych lub do naszej szafki na różne Bardzo Ważne Rzeczy. Jak mnie już szlag całkowicie trafi, zapas pustych butelek ulega likwidacji po to, aby po jakimś czasie niczym feniks z popiołów się odrodzić.

W ciągu tych wszystkich lat wspólnego mieszkania nie zrobiliśmy wina ani razu...

Nie jest lekko

zona.oburzona

W weekend razem z Mężem nieco odwracamy rytm naszego dnia. Lubimy sobie dłużej posiedzieć w nocy, oglądając ulubione seriale, oddając się ulubionym rozrywkom, realizując swoje hobby, czy też wykonując jakieś kompletnie odmóżdżające zajęcia. W tej ostatniej kategorii króluje u nas gra w bardzo wkurzone ptaszki. Tak, ja też się zaraziłam tym szaleństwem. "Siedzenie dłużej w nocy" nie oznacza w naszym przypadku 1 w nocy, to dopiero jest naszym zdaniem wieczór. W związku z tym nie ma siły, żebym wstała wcześniej, zdarza się, że dorównuję Mojemu Mężowi.

W tym momencie pauza. Czy ja pisałam o tym, jak Mój Mąż potrafi spać? Chyba nie. A to straszne niedopatrzenie jest, bo temat ciekawy. Ale poprawię się, obiecuję...

Wracając do tematu zasadniczego. Napisałam, że nie ma siły, żebym wstała wcześniej, ale to bzdura jednak jest, bo siła taka jak najbardziej istnieje. Jest nią telefon stacjonarny. Mamy dwa aparaty, jeden nowoczesny, drugi bardzo stary, dzieli ich jakieś 70-80 lat. Młodszy kolega dysponuje całym arsenałem melodyjek i dźwięków, starszy... po prostu dzwoni. Dobrze się domyślacie, że jest to poniekąd zabytek, a cechą zabytkowych telefonów nie jest niestety możliwość ustawienia trybu cichego. Można to zrobić jedynie brutalnie wyciągając wtyczkę z gniazdka.

Zarówno dzisiaj, jak i tydzień temu z miłego snu o godzinie 9.00 rano wyrwał nas telefon wykonany przez rodzinę Mojego Męża. Mój Mąż śpi nadal, ja nie potrafię już niestety zasnąć. Dodam, że powód telefonu był błahy, czy nawet po prostu bezsensowny. Niedziela źle się zaczęła.

Wpisuje się ona w ogólny klimat ostatnich ciężkich zawodowych tygodni, tych, które były i tego, który nadchodzi. Czeka mnie teraz dłuższy czas poza domem w delegacji. Na ogół nie jest mi ciężko się z tym pogodzić, ale ostatnio i owszem. Jesień pełną gębą, krótkie dni i zimno, a przede wszystkim Mąż Mój ma ostatnio naprawdę dobre dni. Tak dobre, że pojawiła się jakaś szalona myśl, by i o tym tutaj napisać. Tak dobre, że aktualnie wkurzać mnie może chyba jedynie tym, że nie dostarcza aktualnych tematów do wpisów i szukać muszę w pamięci...

Bilans wychodzi na zero. W pracy kicha, w domu super... Tylko za tydzień będę już pamiętać, by wtyczkę z gniazdka wyciągnąć i w ogóle będzie cacy.

Aktualizacja: miło mi poinformować, że Duma_i_uprzedzenie (przepraszam za pierwszą pomyłkę) pod tym wpisem dobiła do liczby 300 komentarzy. Zawsze to przyjemnie wygląda i jest jakimś fajnym akcentem w tym dniu.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci