Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : internet

Cena

zona.oburzona

Ciężko mi żyć bez komputera, bez internetu jak bez ręki. W sieci czytam mnóstwo rzeczy, no i jak zauważyliście, piszę blog. A jednak mam jakieś takie dziwne upodobania, że lubię kupować gazety. W środy kupuję Politykę. W czwartki, piątki i soboty nabywam Gazetę Wyborczą. Bo w czwartek jest Duży Format, w piątek program TV, a w sobotę Wysokie Obcasy. Kupuję też Książki, Wysokie Obcasy Ekstra. Agoro, to ja, Twój klient idealny!

Rozumiem, że świat idzie do przodu i że w sieci jest wszystko szybciej. Rozumiem, że za wartościowe treści trzeba by w internecie zapłacić. Rozumiem, że byłoby niesprawiedliwością, by ten sam Duży Format, który kupuję w kiosku, ktoś inny czytał za darmo. Ale...

Ostatnio czytałam w Magazynie Świątecznym GW jakiś artykuł, pod nim było napisane, że pełna wersja znajduje się w sieci. Weszłam na wskazaną stronę, a tam informacja, że mogę sobie przeczytać akapicik, a za resztę muszę zapłacić.

No i tego nie kumam. Rozumiem, że GW nie będzie uczestniczyć w lamencie pod tytułem prasa umiera. Wyborcza zamierza prasę sama uśmiercić. No bo czy nie okazało się, że jestem ostatnim frajerem? Po cholerę mi ta papierowa gazeta, skoro i tak nie ma w niej wszystkiego? Trzeba od razu uderzyć do sieci.

Pomyślałam sobie jednak, że sprawy tak nie zostawię. Napisałam na podany na stronie GW adres mailowy. Miły Pan w kulturalny sposób nie zgodził się z moją argumentacją, że niesprawiedliwością jest płacenie dwa razy. Podkreślił, że papierowe wydanie dysponuje ograniczonym miejscem. Zaproponował rekompensatę w postaci tygodniowego dostępu do internetowego wydania Magazynu.

Plus droga Agoro za reakcję na moje wątpliwości. Minus za to, że czytanie moich ulubionych szeleszczących gazet już mnie tak nie cieszy. Szkoda, że te wartościowe treści są ukryte w portalu, który wita czytelników hasłami w stylu znana celebrytka i jej wielka pupa idą na siłownię!

...bo wpada w ciąg

zona.oburzona

Mój Mąż nie czytuje blogów, nie korzysta ze skype'a, maile pisze tylko i wyłącznie w sprawach służbowych. Ulubionym dobrodziejstwem internetu jest dla niego natomiast zawartość youtube, demotywatory.pl i innych podobnych. Też mnie czasem coś rozbawi, nawet czasem coś komuś wyślę, jeżeli rzeczywiście warto.

Mój Mąż przysiada się czasem do laptopa, zagląda na przykład na youtube i wpada w ciąg. Od filmiku do filmiku. Albo na raz kilkadziesiąt demotywatorów. Ogląda, śmieje się. A najgorsze jest to, że co chwilę każe mi coś obejrzeć. Jak już przestaję podchodzić, to mi sam laptopa przynosi. Ileż można? Jak się w końcu zirytuję, to następuje foch.

Na pewno byłoby inaczej, gdyby to, co prezentuje mi Mąż, trafiało w mój gust. Ale nie wszystko mnie śmieszy.

Mój Mąż wie jednak, jak mnie przebłagać. Puszcza mi filmik, który wciąż i niezmiennie doprowadza mnie do łez. Tych ze śmiechu.

 

Najbardziej rozwala mnie, że ten biedny gimnastyk wstaje i przyjmuje odpowiednią postawę.

 

...bo skrzywdził mi laptopka

zona.oburzona

Mój pierwszy laptop... łezka w oku się kręci. Pisałam niedawno o komputerach i Wasze komentarze przypomniały mi historię sprzed dobrych kilku lat. Przytaczam.

Mój Mąż nie wyjeżdża w delegacje tak często jak ja, ale jak już jedzie, to zdecydowanie na dłużej. Oczywiście znacie go już (kto nie zna, niech zajrzy tu) i domyślacie się, że nawet wizja miesięcznego wyjazdu nie była w stanie sprowokować go do wczesnych i systematycznych przygotowań. Oprócz pakowania i zakupów Mój Mąż miał zająć się pogrzebaniem w moim laptopie, sam mi to obiecał. Nie pamiętam już teraz, co się stało, ale problem był poważny i uniemożliwiał sprawne korzystanie z komputera. Mąż zajął się tym w ostatnim dniu przed wyjazdem. Robił to w tak zwanym międzyczasie: między czasem szukania potrzebnych rzeczy a czasem pakowania ich do plecaka. Kiedy oznajmił, że problem rozwiązał, okazało się, że i owszem, ale rozwiązanie jednego problemu wygenerowało inny, znacznie poważniejszy: permanentny brak połączenia z internetem. Chyba zaprezentowałam wtedy lekką histerię. Na pewno na frustrację wywołaną zepsutym sprzętem nałożyły się obawy związane z rozłąką. Niemniej jednak, kiedy Mąż spokojnie oznajmił mi, że nie naprawi tego, bo nie wie jak, a nie ma czasu, żeby się zastanawiać, możecie sobie wyobrazić moją reakcję. Ogromną siłą woli zmusiłam się, by jako tako się zachować i pożegnać Męża, wyrażając żal z powodu jego wyjazdu, a nie zdewastowania mojego laptopa.

Do dziś nie wiemy, co takiego się stało, że internet nie chciał z laptopem współpracować. Co prawda Mój Mąż sugerował, że chętnie przyjrzałby się temu po powrocie, ale ja wolałam zaprosić sobie kolegę i za zawrotną cenę obiadu i coli uzyskać konkretną pomoc. Wrócił internet, pierwotny problem się już nie pojawił.

Nawiasem mówiąc, uczciwie muszę przyznać, że łezka w oku za pierwszym laptopem kręci się przede wszystkim dlatego, że zginął on śmiercią tragiczną. I ja to uczyniłam nieszczęsna!

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci