Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : laptop

Wrócił!!!

zona.oburzona

Zazwyczaj staram się nie poddawać egzaltacji, ale w dniu dzisiejszym pozwoliłam sobie na trzy wykrzykniki w tytule. Po dwóch miesiącach wrócił do mnie mój laptop! Dało się zauważyć, że w pewnym momencie przestało mnie bawić przygotowywanie wpisów na podkradanym Inspiratorowi komputerze...

Niestety zapewne nie napiszę już  o wspaniałych emocjach, które zapewnili nam sportowcy w Soczi. Możecie mieć zatem mylne wrażenie, że ostatnie igrzyska nie były dla mnie tak istotne, jak te w Londynie. Nie udało mi się też wziąć udziału w kolejnej edycji Finki z Kominka, mam jednak nadzieję, że był to jednorazowy epizod.

Wiecie, że w tym roku zjadłam tylko jednego pączka? Nie wiem, jakie jest Wasze zdanie na ten temat, a moje jest takie, że dziś prawdziwych pączków już się kupić nie da...

Dlaczego Żona Oburzona nie pisze?

zona.oburzona

Odpowiedź jest prosta: bo jej laptop jest zepsuty, a Inspirator nie jest z tych, którzy ochoczo oddają swój sprzęt na cały wieczór. Natchnienie z kolei nie lubi pośpiechu...

Trzymajcie kciuki za mój komputerek, bo obmacując smartfon, jestem w stanie co najwyżej umieścić komentarz...

...bo skrzywdził mi laptopka

zona.oburzona

Mój pierwszy laptop... łezka w oku się kręci. Pisałam niedawno o komputerach i Wasze komentarze przypomniały mi historię sprzed dobrych kilku lat. Przytaczam.

Mój Mąż nie wyjeżdża w delegacje tak często jak ja, ale jak już jedzie, to zdecydowanie na dłużej. Oczywiście znacie go już (kto nie zna, niech zajrzy tu) i domyślacie się, że nawet wizja miesięcznego wyjazdu nie była w stanie sprowokować go do wczesnych i systematycznych przygotowań. Oprócz pakowania i zakupów Mój Mąż miał zająć się pogrzebaniem w moim laptopie, sam mi to obiecał. Nie pamiętam już teraz, co się stało, ale problem był poważny i uniemożliwiał sprawne korzystanie z komputera. Mąż zajął się tym w ostatnim dniu przed wyjazdem. Robił to w tak zwanym międzyczasie: między czasem szukania potrzebnych rzeczy a czasem pakowania ich do plecaka. Kiedy oznajmił, że problem rozwiązał, okazało się, że i owszem, ale rozwiązanie jednego problemu wygenerowało inny, znacznie poważniejszy: permanentny brak połączenia z internetem. Chyba zaprezentowałam wtedy lekką histerię. Na pewno na frustrację wywołaną zepsutym sprzętem nałożyły się obawy związane z rozłąką. Niemniej jednak, kiedy Mąż spokojnie oznajmił mi, że nie naprawi tego, bo nie wie jak, a nie ma czasu, żeby się zastanawiać, możecie sobie wyobrazić moją reakcję. Ogromną siłą woli zmusiłam się, by jako tako się zachować i pożegnać Męża, wyrażając żal z powodu jego wyjazdu, a nie zdewastowania mojego laptopa.

Do dziś nie wiemy, co takiego się stało, że internet nie chciał z laptopem współpracować. Co prawda Mój Mąż sugerował, że chętnie przyjrzałby się temu po powrocie, ale ja wolałam zaprosić sobie kolegę i za zawrotną cenę obiadu i coli uzyskać konkretną pomoc. Wrócił internet, pierwotny problem się już nie pojawił.

Nawiasem mówiąc, uczciwie muszę przyznać, że łezka w oku za pierwszym laptopem kręci się przede wszystkim dlatego, że zginął on śmiercią tragiczną. I ja to uczyniłam nieszczęsna!

...bo ma inne podejście do własności

zona.oburzona

Mamy w domu różne sprzęty i przedmioty. Niektóre są wspólne, niektóre nie. Do wspólnych zaliczam na pewno pralkę, lodówkę, czyli duże AGD. Z małym AGD już nie jest tak łatwo, bo prostownica i suszarka do włosów - moje, golarka i maszynka do włosów - Męża, no ale ekspres do kawy wspólny. Sprzęt audio i TV też należy do wspólnych dóbr. Ale laptop już nie.

Komputer jest dla mnie czymś takim, jak telefon komórkowy. I to wcale nie z powodu pisanego przeze mnie bloga... zawsze tak było. Są to rzeczy bardzo osobiste, które staram się dobrze spersonalizować. Kiedyś miałam swój dziennik i sekretną szufladkę, a teraz mam komórkę i laptopa.

Pewnie myślicie, że Mój Mąż jest niedyskretny i mi w tym wszystkim grzebie, bez żenady czytając smsy i inne takie. Ale to nie o to chodzi. Gdyby tak było, to nie sądzę, byśmy zostali małżeństwem, bo dyskrecja i osobiste granice to wartości wpajane mi niezwykle mocno od wczesnego dziecięctwa. Zatem Mój Mąż dyskretny jest, ale nie przeszkadza mu to w robieniu innych, niezwykle mnie wkurzających rzeczy.

Mój Mąż na MOIM laptopie instaluje sobie różne gry, które na jego nieco starszym modelu nie chodzą. Mój Mąż na olbrzymim dysku MOJEGO laptopa trzyma pełno swoich plików, które na jego nieco tylko mniejszym dysku się nie mieszczą. Mój Mąż pracuje na MOIM laptopie, jeśli jego leży za daleko, by po niego pójść (nie, nie mieszkamy w dwupiętrowym domiszczu). Mój Mąż zmienia coś w ustawieniach na MOIM laptopie, twierdząc, że tak będzie lepiej, a ja nie muszę wiedzieć, o co w tym chodzi, bo i tak nie zrozumiem.

A moje serce cierpi. Skoro to ja otrzymuję przywilej ochrzczenia laptopka i mówi się, że należy on do mnie, to dlaczego jakiś brutal robi mu krzywdę po swojemu?

Godzę się z tym, że mogę wyjść w Waszych oczach na wariatkę. Zwłaszcza, gdy napiszę na koniec, że moje poczucie własności nie wymaga wcale posiadania z Mężem np. rozdzielności majątkowej.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci