Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : rower

...bo wykazał się zrozumieniem

zona.oburzona

Żona Oburzona: Kochanie, coś bym ze sobą zrobiła. Poruszała się...  Roweru mi brakuje. Ale bym sobie pojeździła na rowerze!
Mąż Inspirator: Ojejku, no to przecież możesz iść. Będzie ładnie, to wyjdziesz sobie na rower, zrobisz dwie rundki dookoła bloku i wrócisz.

No to poszaleję...

Zmiana dekoracji*

zona.oburzona

Listopad, oszust jeden, dał nadzieję, że pięknie może być już zawsze.  I człowiek naiwnie myślał, że może zima w tym roku przezimuje gdzie indziej. Nic z tego. Dochodzą mnie jakieś słuchy, że w innych  regionach już biało. Tutaj póki co mamy szron o poranku, chociaż wieczorem  nieśmiało padało z góry coś, co na pewno deszczem nie było.

Rower nadal w użyciu. Chociaż co rano, gdy objeżdżam  mój nieduży bloczek,  mówię sobie, że wracam do domu  po kołdrę. Budynek bowiem postawiono jakoś tak nieszczęśliwie, że się za winklem spotyka chyba z pięć bardzo intensywnych  prądów powietrznych. Zimno uderza w policzki, mrozi nierozgrzane  jeszcze mięśnie. Pierwsze pięć minut walczę sama ze sobą, potem jest już tylko lepiej. A w pracy już od wejścia odpowiadam na pytania: dzisiaj też na rowerze? Nie zmarzłaś? Oszalałaś?! No i już mam motywację do następnej  przejażdżki. Zawsze chciałam być szalona. A że nie jestem, to niech przynajmniej  o  mnie tak mówią.

No a w charakterze mobilizatora poza kolegami z pracy występuje też Bożena,  za co gorąco jej dziękuję. No bo skoro Bożena może, to czemu ja nie?

 szron1

*Tym razem nieco inny tytuł. Jakbym  wpisała "droga do pracy", to  pewnie mało kto chciałby to  zowu czytać...

 

 

Droga do pracy - aktualizacja

zona.oburzona

Kilka tygodni temu było tak. A kilka dni temu wyglądała jeszcze,  jak na poniższym zdjęciu. Od wczoraj jest mokro, zimno i mniej przyjemnie. Piękną pogodę podczas ostatniego świątecznego weekendu przypłaciłam lekkim przeziębieniem. Nic dziwnego, skoro ubrałam się za ciepło i w desperacji ściągnęłam na cmentarzu kurtkę...

W każdym bądź razie wszystko się składa do kupy. Chłód, wilgoć, katar i lekki ból gardła. A do tego... ogromny leń! Taka kombinacja jest  jednoznaczna z decyzją: biorę wolny dzień. Leżę pod moim ulubionym polarowym kocykiem, popijam  kawę i czytam. Oderwałam się na chwilę, by zza monitora do Was pomachać. A jak skończę czytać nową książkę Musierowicz, ugotuję pożywną i rozgrzewającą zupę z soczewicy. Taki właśnie będę miała miły dzień.

droga2

Droga do pracy

zona.oburzona

droga1

Tak się potoczyło, że kawałek mojej drogi do pracy wiedzie przez park, który jakieś 25 lat temu zwiedzałam na Wigry 3. Mogłabym jeździć inną trasą, po specjalnej ścieżce rowerowej, ale wybieram ten park. Dobra decyzja, prawda?

Nie taki diabeł straszny

zona.oburzona

No i mam to wreszcie za sobą. Ciekawa jestem, jakie okoliczności obstawialiście... Nie był to ani mandat, ani interwencja ze względu na przemoc, jakiej dopuściłam się wobec Inspiratora. Sytuacja zupełnie inna.

Otóż znalazłam portfel z różnymi ważnymi dokumentami, bez których niezwykle trudno funkcjonować. Od razu zmieniłam plany na wieczór i zamiast leżenia pod ciepłym kocykiem wybrałam wizytę na pobliskim komisariacie, by przekazać znalezisko panom mundurowym.

Było już późno, na komisariacie cisza i spokój. Swoją drogą, dziwne... Powitał mnie pozbawiony energii mężczyzna w średnim wieku. Dialog wyglądał mniej więcej tak:


Żona Oburzona: Dobry Wieczór.
Policjant: Dobry Wieczór. Słucham.
Żona Oburzona: Znalazłam portfel i przyniosłam go do Państwa.
Policjant: Gdzie go Pani znalazła?
Żona Oburzona: (podałam adres)
Policjant: Kiedy?
Żona Oburzona: Kwadrans temu. Czy mam pokazać swój dowód osobisty?
Policjant: Tak.

Podałam swój dowód, policjant spisał dane.

Policjant: To wszystko.
Żona Oburzona: Do widzenia.

Wyszłam z komisariatu i zrobiło mi się jakoś smutno. Wiecie, dobra i pilna uczennica z reguły oczekuje pochwały. A tu nic. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zrobiłam to, co po prostu należało w tej sytuacji zrobić, nie było w tym żadnego bohaterstwa, czy poświęcenia. Ale wiem też, że niejedna osoba kopnęłaby ten portfel leżący na chodniku pod krzaki. Ktoś wziąłby sobie zawartość, ktoś inny wypróbowałby karty, a może jakiś nastolatek użyłby dowodu osobistego do zakupu piwa.

Druga kwestia to rola policji. Zawsze wydawało mi się, że są nie tylko od ścigania, śledztw i ochraniania meczy piłkarskich, ale również od edukacji i prewencji.  W jaki sposób najlepiej uczyć? Dzięki psychologii i szczurom wiemy, że kara nie jest tak skuteczna jak nagroda.

Dlaczego policjant nie skorzystał z okazji, by powiedzieć zwykłe: dziękuję, dobrze pani zrobiła?

Czasem, gdy jadę rowerem, myślę sobie, że przejeżdżający obok mnie radiowóz mógłby zwolnić tylko po to, by siedzący w nim policjant zamachał do mnie i z uśmiechem krzyknął: dobrze pani robi, że jedzie pani zgodnie z przepisami! Tymczasem zapewne w końcu się doigram i dostanę mandat za jechanie po chodniku, który wybieram podczas mrozu i deszczu na jednym stumetrowym odcinku, gdzie ulica jest pokryta starą i bardzo śliską kostką.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci