Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : remont

Dowód miłości

zona.oburzona

Inspirator: Opowiadałem Ci kiedyś o właściwościach bloczków ytong?
Ja: Tak, kiedyś wspominałeś, że to rewelacyjna rzecz.
Inspirator: Wiesz, że nawet mógłbym w takim bloczku specjalnie coś dla Ciebie wyciąć?

Opuszczam strefę komfortu

zona.oburzona

Nadszedł w końcu czas remontowej zawieruchy. Udało nam się pokonać część różnic, osiągnąć potrzebne na tym etapie kompromisy i ruszyliśmy z remontem. Nie obyło się bez pierwszych problemów. Wiecie, że zamówione kafle mogą przyjechać w jednym kolorze, ale za to w trzech różnych odcieniach?

Dla mnie to wszystko jest nowe i trudne. Nigdy nie znałam się na budowlance, specjalizowałam się tylko w malowaniu. Kiedyś wzięłam się za tapetowanie, po czym dzień później smarowałam drugi raz klejem płachty, które smętnie zwisały ze ściany... Kafelki-duperelki istnieją dla mnie tylko w dwóch kategoriach: te, które mi się wizualnie podobają i wszystkie inne. Z kraników-dywaników jestem w stanie wybrać tylko te drugie.

Ale trzeba sobie jakoś radzić. Lektura forów internetowych, trochę badań opinii przeprowadzonych w najbliższym otoczeniu pomogła mi w przełamaniu się i dokonaniu pierwszych samodzielnych zakupów. Niemniej jednak nadal jest to okupione stresem i mnóstwem wątpliwości, czy podejmowane decyzje są dobre.

Póki co zauważyłam pewną prawidłowość. Jeżeli fugę do kafelków w specjalistycznym sklepie pomaga klientce wybrać pracująca tam kobieta, istnieje duża szansa, że dobrany kolor nie spodoba się mężowi klientki, jak również fachowcowi kładącemu kafelki, oczywiście płci męskiej.

Doszłam też do etapu, w którym mogę dyskutować z pracownikiem salonu łazienek o miskach do zestawów podtynkowych. Przemawiają do mnie argumenty, że wszystko spływa i nie zostają żadne ślady. I myślę sobie, że przecież życie z Inspiratorem nauczyło mnie, że kto jak to, ale mężczyźni na tych sprawach się znają.

O męskiej męczliwości słów kilka, czyli Żona Oburzona prezentuje...

zona.oburzona

Pisałam kiedyś o tym, jak szybko męczy się Mój Mąż. Okazuje się, że nie on jeden... Poniżej zamieszczam zapowiadaną notkę, której autorką jest Żoneczka.Koteczka.

 


Najświeższe czyny mojego męża, które mocno wkurzają.

Wtorek – koniec remontu. Na jego początku, kiedy trzeba było wynosić gruz, a mąż miał na popołudnie do pracy, po jego obietnicy, że jak trochę powynoszę, to on pomoże mi posprzątać, wynosiłam. W sumie wyniosłam go w jakiejś proporcji 3:1 ja a mąż. Tak na oko... ewentualnie 3:2. Choć jego zdaniem na pewno 1:1 a może on więcej....

Ale dążę do tego, że nadszedł czas sprzątania. A on:

- po pracy.... musi odpocząć

- po obiedzie – zrobionym przeze mnie... musi odpocząć

- po odpoczęciu... też przydałoby się odpocząć.

Wynegocjowałam, żeby posprzątał dużą szafę na przedpokoju, a ja zrobię toaletę i łazienkę (do obiadu zrobiłam dwa pokoje). Zaczął. Po pierwszej części musiał przerwać... odpocząć. Zrobił drugą część. Trzecią zostawił na środę.

Środa – zrobiliśmy zakupy, a wśród nich rzeczy które bardzo ucieszyły męża, więc siedział i oglądał, dotykał, przymierzał... Skończył. Zgłodniał. A po zjedzeniu.... musiał odpocząć. Wkurzona dałam upust złości, że ja jeszcze muszę poprawki w łazience sprzątnąć i cały arsenał jaki w niej powinien być tam z powrotem wstawić (płyny,szampony,perfumy i inne takie). Po godzinnej przerwie – zrobił trzecią, ostatnią część szafy... Robił to bardzo długo – pomijając umycie moich butów (A twoje buty też muszę myć? A poukładasz je sobie sama? A jak Ci je poukładać?).

Czwartek – w pracy mnie wkurzyli, musiałam siedzieć tam 1,5h dłużej, bo kolega zapomniał zostawić kluczy. Co innego gdym robiła zwykłą nadgodzinę, ale nie. Głodna, zmęczona i z ogromnym musem siusiu wróciłam do domu - wkurzona. A mój ślubny śpi, po porannej zmianie. Obiadu nie ma. Ale NACZYNIA POMYTE (pomijam, że zlew już nie). Niech śpi. Sama sobie zrobiłam. Wstał. –Zjadłaś obiad?Tak. –A dla mnie?? (nosz cholera jego jasna mać!!)

- Posprzątałaś już wszystko?

- Niestety nie. (jeszcze przedpokoju reszta, podłogi i balkony)

- Aha.

- A co?

- Nic.

- No CO?

- Bo stojak na gazety i półka na przedpokoju są bardzo zakurzone.... mogłabyś je umyć...

- :O WTF?!  #%$@%&#%$@#^& !!! Chyba sobie kpisz! Tylko szafę umyłeś i jeszcze mi zwracasz uwagę, zamiast samemu to zrobić?

- Przecież ja szafę zrobiłem.

(oklapłam cała) – Cholera jasna! A ja co?! Nic nie zrobiłam?!

- Ale ja ją 2 dni sprzątałem!

... no i o czym tu w ogóle rozmawiać... Przecież on DWA dni sprzątał szafę.

Wiedziałam, że mąż mój będzie po pracy głodny, ja z resztą też. A że mogłam przygotować coś dzień wcześniej, to tak właśnie zrobiłam. Wróciłam do domu około 18, zrobiłam coś do jedzenia na już, posprzątałam, no i oczywiście zrobiłam ten obiad na drugi dzień. Wystarczyło do tego obrać i wstawić ziemniaki lub kasze ugotować – do wyboru. Przyszłam z pracy... Widzę, że coś się gotuje. Myślę super, głodna jestem, mąż na mnie poczekał i ja się mogę teraz spokojnie umyć, bo mi zaraz poda obiad... A on szybki buziak i leci na kompa, bo gra w coś na kurniku.

Kochanie możesz skończyć ten obiad? Kartofle jeszcze tylko 5 min.

CHOLERA!!! Mogę skończyć?! Sama go zrobiłam.

Ok. Tyram do kuchni. Robię sałatkę. Podgrzewam przygotowany gulasz. Nakładam. Daję picie do obiadu. Wołam... wołam...

–Już kończę, jeszcze jedna partia.

-$#%#%@3

–No przecież idę.

Przychodzi. Jemy.

– Pomyjesz?

– Ja?? Przecież ugotowałem ziemniaki!


Tak, tak... Z pewnością ugotowanie ziemniaków należy do tych bardziej wymagających i męczących czynności. Bardziej niż wynoszenie poremontowego gruzu. Tylko czemu my Kobiety nie umiemy tego zrozumieć?!

Nawiasem mówiąc, nie wiem, jak Wy, ale ja nienawidzę całym swoim ciałem remontów w domu. Żoneczce.Koteczka bądź też Żoneczce.Koteczce (bardzo przepraszam, że nie dopytałam i nie uściśliłam :)) dziękuję za wpis i za inspirację do co najmniej kilku następnych!

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci