Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : ikea

Szwedzkie klopsiki i polskie buraki

zona.oburzona

Obecne temperatury są niczym wobec niedawnej fali upałów. Chociaż pod pewnymi względami jest mi teraz ciężej. Po pierwsze, brzuch puchnie w oczach. Po drugie, walczę z zapaleniem gardła. Chociaż "walka" to niezbyt odpowiednie słowo, skoro moim orężem jest herbatka z lipy, napar z szałwii do płukania gardła i witamina C ukryta w cytrynie i malinach. Infekcja  uniemożliwia skorzystanie z większości moich sposobów redukujących uciążliwości  wysokich temperatur. Jakie to sposoby?

  • Częste odwiedziny w mojej ulubionej lodziarni,
  • Leżenie na sofie przed wentylatorem,
  • Odwiedziny na basenie,
  • Siedzenie w  przeciągu,
  • Odwiedziny w klimatyzowanych pomieszczeniach, przede wszystkim w galeriach handlowych;

Odkryłam w sierpniu idealne miejsce dla ciężarnych na upalne dni. IKEA! Jest tam chłodno, ale nie zimno jak w markecie w rejonie lodówek z żywnością. Znajduje się tam mnóstwo przydasiów i nieprzydasiów do pokoju dziecinnego, można je w nieskończoność oglądać, brać do koszyka, by potem zdecydować, że to jednak zbytni wydatek, a  w rezultacie i tak pójść z nimi do kasy. Gdy potrzebna jest chwila relaksu, można sobie usiąść na jednej z mięciutkich sof lub na wygodnym  fotelu. A kiedy przychodzi czas na przekąskę, można się udać do restauracji. A tam moje ulubione klopsiki z frytkami! Nie wiem i nie chcę wiedzieć, co jest w tych klopsikach, wiem, że są przepyszne. Porządna wyprawa do ikei nie może się bez nich obyć.

Ale okazuje się, że w ikei można znaleźć nie tylko szwedzkie klopsiki, czasem trafi się polski burak. Doświadczenie to było dla mnie wręcz szokujące. Do tej pory z niedowierzaniem czytałam o negatywnym stosunku społeczeństwa do ciężarnych. Jakoś mnie to omijało, spotykałam się natomiast głównie z życzliwością i wsparciem. Tymczasem w ikei...

Wtedy wybrałam się z przyjaciółką będącą równie w ciąży jak  ja. Mimo opisanych powyżej dogodności byłyśmy jednak  solidnie zmęczone. Podeszłyśmy zatem do kasy pierwszeństwa, w której poza kolejnością obsługiwane są  ciężarne, niepełnosprawni i rodzice z małymi dziećmi. Zgodnie z poleceniem umieszczonym nad kasą, podeszłyśmy do kasjerki. Tam płaciła już inna klientka w ciąży, stała też para  w wieku około 60 lat. I się zaczęło.

Polski burak:  No i kolejne ciężarne. My tu już piątą  kobietę przepuszczamy, to nie może tak być!
Żona Oburzona: Ale to jest kasa pierwszeństwa i na tym to polega.
Polski burak: Ale myśmy nie wiedzieli o tym, jak tu stanęliśmy. I to powinno być inaczej zorganizowane, na zakładkę, raz normalny klient, raz kobieta w ciąży.
Żona Oburzona: Może pan przecież zmienić kasę, jeżeli to panu nie odpowiada.
Polski burak: Te informacje są niewidoczne, jakiś pracownik powinien kierować tu ruchem. A poza tym ciąża to nie choroba!
Żona Oburzona: A był pan kiedyś w ciąży?
Polski burak (głaskając się po dość sensownym kawałku  brzucha): Jestem!
Żona Oburzona: Ale to jest ciąża spożywcza.
Polski burak: A moja córka z żadnych takich przywilejów nie korzystała, gdy była w ciąży! A panie mogłyby chodzić na zakupy z mężami, żeby oni w kolejkach normalnie stali!
Żona Oburzona: To był jej wybór. A to jest kasa pierwszeństwa i mamy prawo z tego skorzystać.

Wydaje mi się, że  ten dialog jeszcze trwał i trwał. Zestresowana kasjerka poprosiła nas o przepuszczenie tego pana. Nie zdążyłyśmy zareagować, a naprawdę nie miałyśmy ochoty, by mu ustępować, z uwagi na jego agresywną i nieprzyjemną postawę. Burak jednak łaskawie nas przepuścił.

I wiecie, ja naprawdę nie przesadzam z tymi przywilejami. Tam, gdzie nie ma takich zasad, to się nie pcham, stoję grzecznie w kolejce, a zdarzało się, że i tak byłam przepuszczana. Chyba należy współczuć towarzyszce tegoż pana. Jak żyć z takim burakiem?

 

Projektanci Ikei mnie kochają

zona.oburzona

No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że ni stąd ni zowąd pośród świeżutkich nowości pojawia się dywan, który idealnie pasuje do pokoju naszej córki? Dywan, od którego nie mogliśmy oderwać oczu, bez którego nie umieliśmy wrócić? Dywan, który rewelacyjnie podkreśla kolor ścian i charakter pomieszczenia? A żeby było zabawniej, takiego zakupu akurat nie planowaliśmy. A teraz nie wyobrażamy sobie bez niego tego pokoju. I zastanawiamy się, czy na nim nie spać.

Urządzamy pokoik, póki mam siłę biegać po sklepach. W trakcie zakupów walczę sama ze sobą. Z jednej strony wiem, że nie meble i cena kocyka są najważniejsze dla dziecka. I nie musi mieć od razu szafy z malucimi wieszaczkami. Z drugiej strony, dlaczego mam się tak bardzo powstrzymywać, skoro mogę sobie na to pozwolić? Tym bardziej, że robię te zakupy w Ikei,  a nie w stolicy w modnych sklepach, w których za ciężkie pieniądze wyprawki dla swoich dzieci nabywają celebrytki w towarzystwie paparazzi.

To podobny mechanizm, który znam z zakupów obuwniczych. Tak dobrze pamiętam  czasy dzieciństwa, gdy miałam jedne buty na lato, jedne na zimę i jedne wiosenno-jesienne, że mam olbrzymie wyrzuty sumienia, gdy kupuję sobie np. trzecią parę sandałów.

Długi weekend był w związku z tymi zakupami pracowity. A w sumie to dla mnie długim weekendem nie był, bo w piątek byłam w pracy - najwyższy czas zacząć oszczędzać urlop!

To wraca!

zona.oburzona

Czas  i miejsce: niedziela, parking przy magazynie firmy zajmującej się logistyką;

Odbieramy mebel. Nieduży, ale ciężki.  Panowie magazynierzy bez emocji rzucają nam pudła na rampę i odchodzą. Dzielnie staram się zatem pomóc Inspiratorowi, ale nie jest łatwo. Przeprowadzam szybki trening mentalny, by  poczuć się Sereną Williams  i podrzucić mebelek z taką lekkością, z jaką ona serwuje z prędkością   światła. Na szczęście podbiega do  nas facet, który czeka przed tym samym magazynem i oferuje pomoc. Wspólnie z Inspiratorem ładują paczkę do naszego auta. Gorąco dziękujemy.

Kolejna sobota, parking przed ikeą;

Parkujemy tuż obok auta, do którego  jakaś para  próbuje  załadować długaśne paczki. Ona w zaawansowanej  ciąży. Dźgam Inspiratora w bok, pokazuję, co  się dzieje. Inspirator przejmuje od kobiety paczkę, pomaga upchnąć  wszystkie zakupy  w  samochodzie. Para nam  gorąco dziękuje.

Dwie godziny później, ten sam parking;

Pilnuję zakupów,  m.in. takich samych długaśnych paczek. Inspirator przeparkowuje nasze  auto tak, by nie trzeba  było przepychać przez pół parkingu naszych  mocno załadowanych wózków. Staram się pomóc i przejechać nimi bliżej miejsca dla ładujących zakupy. Jednym kółkiem  wpadam w studzienkę,  paczki zjeżdżają z wózka, rozsypując się malowniczo...  Zza pleców słyszę: no  idź, idź, pomóż tej pani, przecież to ciężkie! Za chwilę zakupy  mam poukładane z powrotem na wózku. Bardzo  dziękuję za pomoc.

Wtorek, kolejka po moje ulubione lody;

Staję  tuż za jakimś mężczyzną z psem. Psiak dokazuje, a właściciel  cały czas  nerwowo się rozgląda. Kiedy jesteśmy już blisko okienka,  pyta, czy mogłabym użyczyć mu telefonu, umówił się z żoną i dzieckiem, a nie przyszli, musi  sprawdzić, czy jadą. Podaję mu  telefon, on w minutę dowiaduje się,  że  już do niego jadą, oddycha z ulgą. Oddaje mi telefon, wyciąga portfel, bo chce mi zapłacić, mówię, że ma się nie wygłupiać, słyszę podziękowania.

Lubię być miła. Dlatego w portfelu  mam dużo drobnych, by w warzywniaku i piekarni płacić odliczoną kwotą. Dlatego staram się uśmiechać do ludzi  i  oddawać drobne przysługi. I sami widzicie, że się opłaca!

...bo mógłby należeć do podziemnego kręgu

zona.oburzona

Pamiętacie bohatera Fight Club, który miał świra na punkcie ikei*? Inspirator ma niezłe zadatki. Póki co, jego obsesja skupiła się na jednym produkcie. Oto on.

 SDC174472

W niebieskich ikeowych torbach gromadzimy poszczególne kategorie segregowanych odpadów. Pakujemy do nich większe przedmioty niezbędne podczas wyjazdu na urlop. Zabieramy je ze sobą do marketów budowlanych. Zawozimy w nich teściowej opróżnione z przetworów słoiki. Trzymamy w nich część rzeczy czekających na przeprowadzkę. Niebieska torba z ikei zajmuje w naszym życiu naprawdę istotne miejsce.

Inspirator z każdej wizyty w tym sklepie przywozi minimum 2 torby. Sam chyba nie wie, które woli: te mniejsze, czy większe? Potrafi pojechać do ikei tylko i wyłącznie po to, by zakupić kilka toreb.

Aktualnie poszukujemy narożnika lub większej sofy. Któregoś dnia wybrałam się sama do jednego ze sklepów z takim asortymentem. Tuż za drzwiami wejściowymi uznałam sofę-marzenie. Był jeden problem: jej piękny niebiesko-turkusowy kolor nijak nie pasował do koloru ścian w salonie: bardzo jasnej oliwki, delikatnej pistacji, zielonkawego ecru... jak zwał, tak zwał, niebieskiej kanapy nie przewidywaliśmy.

Podzieliłam się informacją o sofie telefonicznie. Po jakimś czasie Inspirator zadzwonił.

Mąż Inspirator: Wiesz, te torby z ikei też są niebieskie. I jak je tak ustawiłam pod ścianą tam, gdzie ma stać sofa, to stwierdziłem, że ten kolor całkiem nieźle by wyglądał!

 

*Wiem, że niektórzy nie odmieniają, używają formy IKEA. Nie wiem, która wersja jest poprawna, ale naturalniej dla mnie brzmi to słowo, gdy jest odmieniane.

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci