Menu

mój mąż mnie wkurza...

...bo-jak mawia moja ukochana Żonka Bronka-pochodzi od innej małpy. Zatem skończ jeść i nie pij, zawartość tego bloga grozi zakrztuszeniem.

Wpisy otagowane : czas

Rybka Płetwaczka na zwolnionych obrotach

zona.oburzona

Nasza bohaterka w ostatnich tygodniach rozkoszuje się jesienią. To świetny czas w jej życiu: niespiesznie pływa sobie po stawie, wystawia płetwy ku promykom słońca. Zadań mniej. Na razie nie ma potrzeby ustawiania skomplikowanej piramidy priorytetów, czasy sprzyjające kontuzji są póki co niemiłym wspomnieniem.

W związku z tym Płetwaczka nie musi być tak czujna, nie musi upychać w terminarzu różnych wydarzeń w odstępach minutowych. Może nawet popłynąć z innymi (zazwyczaj mniej zajętymi rybkami) na wodną stołówkę i spokojnie pochłonąć obiadek.

Efekt jest paradoksalny. Pozornie mniej zmęczona Płetwaczka ma ogromne problemy, by rano poderwać się i wypłynąć o odpowiedniej porze do stawu. Nie przygotowała w terminie propozycji projektu, na który bardzo chciała mieć czas. A nawet zapomniała o spotkaniu z pewnym Leszczem.

Zmiana warty

zona.oburzona

Czas biegnie bardzo szybko. Leci na łeb na szyję, a ma jeszcze na tyle tupetu, że po drodze porywa różne rzeczy. Wspomnienia, ludzkie twarze, zdrowie, dzieciństwo... I nie oddaje ich z powrotem.

Czuję, że jeszcze trwa moja młodość. Patrzę na siebie i najbliższe mi osoby w podobnym wieku. Mam wrażenie, że wszyscy jesteśmy gdzieś na początku drogi, choć różne są zakręty życiowe. Dawno już minęły czasy, gdy wrażenie robiła wiadomość o czyimś ślubie, ciąże i narodziny również przestały być sensacją. O rozwodach jeszcze nie słyszeliśmy. Tak, zdecydowanie jesteśmy młodzi.

A jednak czas nieubłaganie mija.

28 lat temu jechałam do sanatorium. Chorowite było ze mnie dziecko, w końcu uznano, że kilka tygodni w innym klimacie dobrze mi zrobi. Nie bardzo wiedziałam, co się dzieje i jak się do tego przygotować... Mama zapakowała moje rzeczy w walizkę, wytłumaczyła, co gdzie włożyła i dlaczego. Zostałam zapakowana w jakiś środek transportu, rodzice odwieźli mnie i zostawili. Nawiasem mówiąc, nie było to pozytywne doświadczenie. Jak sądzę, nieprzypadkowo właśnie tam zaczęłam obgryzać paznokcie, przestałam dopiero po kilku latach... Ale nie o paznokciach i nielubiącym dzieci personelu sanatorium chcę napisać.

20 lat temu przeżywałam żałobę po śmierci Taty. Mama nie mogła pogrążać się w bólu, wróciła do pracy i organizowała codzienne życie jak wcześniej, by zapewnić mi resztkę normalnego dzieciństwa.

Życie mojej Mamy los odwracał do góry nogami kilka razy. Nastąpił chyba o jeden przewrót za dużo, bo powstałe w ten sposób okoliczności utrudniają stanięcie o własnych siłach jak nigdy dotąd. Zresztą i mi nie jest łatwo od dłuższego czasu, ale staram się o tym nie myśleć, bo mam inną rolę do spełnienia w tej chwili.

Moja Mama wyjeżdżała niedawno do sanatorium. Nie ma prawa jazdy, więc zgodnie ze złożoną wcześniej obietnicą, zawiozłam ją na miejsce. Przed wyjazdem widząc jej przerażenie ogromną ilością rzeczy do zabrania, cierpliwie spakowałam walizkę i torbę, odrzucając nadmiar ciuchów i drobiazgów.

Kiedy to teraz piszę, mam ściśnięte gardło...

Gdzie jest luty?

zona.oburzona

Ostatnio w pracy dają mi popalić. Tydzień jest zazwyczaj męczący. Wszystko zaczyna się już w poniedziałek. Ponieważ sobotni wieczór przeciągamy zazwyczaj z Inspiratorem do bardzo późnej nocy, w niedzielę śpimy dłużej. Oczywiście moje "dłużej" oznacza coś innego, niż "dłużej" Inspiratora, ale tak czy siak wtedy się wysypiam. W związku z tym, kiedy przychodzi niedzielny wieczór, długo nie mogę zasnąć, więc w poniedziałek jestem niewyspana. I taka nieprzytomna snuję się po biurze. Wieczorem padam na łóżko już bez problemu, a z każdym dniem tygodnia coraz wcześniej idę spać.

W piątek po powrocie do domu niewiele jestem w stanie zrobić. Spędzam zazwyczaj ten wieczór bezproduktywnie i bezsensownie.

Dzisiaj postanowiłam zrobić porządek na twardym dysku nagrywarki DVD. Ciągle czegoś nie możemy w TV obejrzeć lub też wydaje nam się, że coś jest godne nagrania i przechowania dla potomnych. Lista nagrań sięgnęła już setki... Znalazłam film dokumentalny o Leonardzie Cohenie. Już dawno miałam przecież go obejrzeć. Mocno się zdziwiłam, gdy odkryłam, że nagrałam sobie ten program w kwietniu zeszłego roku!

Wiem, że hasła o tym, jak czas szybko leci, brzmią strasznie pospolicie, że ciągle wszyscy to powtarzamy. Ale ten czas naprawdę zapieprza! Kiedy luty zdążył się skończyć? Kto mi zabrał styczeń? Jak to się stało, że ledwo co było Boże Narodzenie, a teraz w najlepsze trwa Wielki Post?

Czy Wy też macie wrażenie, że kolejne tygodnie tak szybko mijają? Nagle łapiecie się na tym, że najlepszych przyjaciół nie widzieliście już cały miesiąc, choć staracie się o przynajmniej jedno krótkie spotkanie na tydzień? Przypominacie sobie, że przelew za dług na karcie kredytowej trzeba wykonać już dzisiaj, choć wydawało Wam się, że dopiero co go robiliście? A Wasi rodzice właśnie wracają z sanatorium, a przecież tak niedawno tam wyjechali?

Czy to jest kwestia intensywności życia? Czasów, w jakich żyjemy? Czy żółw za bardzo się rozpędził?

© mój mąż mnie wkurza...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci